Przegląd nowości

O czym jest ten balet?

Opublikowano: wtorek, 14, kwiecień 2026 21:57

To nie muszą być przygody Kopciuszka, ani umierający łabędź, choć publiczność lubi takie wzruszające i w pełni zrozumiałe historie. A co zrobić, jeśli opowieść realizowana tanecznymi środkami wyrazu ma dotyczyć bardzo skomplikowanej natury zjawisk kosmicznych, które nie mieszczą się w naszym codziennym doświadczeniu.

 

Supernova 1

 

Niewiele osób może sobie np. wyobrazić co dzieje się z materią w tzw. czarnej dziurze, albo dlaczego gdy „umiera”, czyli wypala się do końca wielka gwiazda, choćby taka jak nasze Słońce, którego lata świetlne, mówiąc kolokwialnie, są policzone, to następuje potężny wybuch, z którego – tak twierdzą fizycy – powstaje coś zupełnie nowego, czyli Supernova? Najnowsza premiera baletu Teatru Wielkiego w Łodzi złożona z dwóch półgodzinnych spektakli została objęta jednym, wspólnym tytułem Supernova, co kieruje nasze poszukiwania czytelnej opowieści do kosmosu. 


Na szczęście jesteśmy wciąż na Ziemi i mimo wielkich ambicji pokonywania przestrzeni międzyplanetarnych porozumiewamy się ziemskimi językami, a w przypadku tańca, po prostu ruchem. Historia baletu dostarczyła sporej liczby „słów”, które w sposób albo klasyczny, albo nowoczesny, albo naprędce wymyślony, tworzą jakąś historię, albo przynajmniej nastrój, atmosferę, ogólny wyraz czy to niepokoju, czy odwrotnie łagodności, piękna, czy wreszcie jakiegoś procesu, który przebiega na naszych oczach albo zaistniał w przeszłości.

 

Supernova 2

 

Pierwsza część łódzkiej Supernovej pokazała językiem wymyślonym przez choreografa Jacka Przybyłowicza coś bardzo dziwnego, co nie pasowało do żadnego z tradycyjnie prezentowanych stylów tańca, choć przecież na scenie pojawił się ten sam, co zwykle zespół baletowy.

 

Supernova 3

 

Wszystkich zaskakiwało szalone udziwnienie ruchów tancerzy, którzy jakby byli figurkami z gumy, wyginali się we wszystkich możliwych kierunkach, zarówno tych, które należą do zestawu naszej fizjologii, ale także jakby zupełnie bezsensownych, choć nie bezładnych. Nie były to żadne konwulsje, ani ruchy pantomimiczne, nie odwoływały się do tradycyjnych „pas de deux”, choć były i ewolucje par, i tercety, i sceny zespołowe, niektóre dziwnie znajome i zrozumiałe, bo korzystające z typowych eksponatów, jak stół konferencyjny, krzesła, flaga i proporczyk. 


Dodatkowego aspektu pomieszanej percepcji dostarczały identyczne kostiumy, coś jakby harcerskie mundurki i gdzieniegdzie pojawiające się czarne robocze fartuchy. Joanna Szymajda, badaczka i kuratorka tańca wyjaśnia, że obok typowo kosmicznych skojarzeń chodziło również o „kosmiczny pył dziejów Łodzi”.

 

Supernova 4

 

Mamy zatem na scenie dwie równoległe historie, albo jedno opowiadanie zawierające w sobie dwa sposoby rozumienia – rozpad i wybuch gwiazd, a także jakby drugi etap opowieści o Ziemi obiecanej Gray'a Veredona, znanej także ze sceny Teatru Wielkiego w Łodzi. Słowo z archiwum dźwiękowego włączone w muzyczną ścieżkę dźwiękową ma taką siłę, że historia łódzka bierze górę nad opowieścią kosmiczną.

 

Supernova 5

 

Warsztaty włókiennicze i osoby Władysława Strzemińskiego oraz Katarzyny Kobro każą nam umiejscowić opowieść podawaną ruchem w bardzo konkretnym, choć nie mniej dziwnym punkcie Wszechświata. Ewolucjom ruchowym Jacka Przybyłowicza towarzyszy muzyka Andrzeja Walickiego, będąca kolażem rozmaitych efektów elektronicznych i granych na żywo na gitarze fraz zasłyszanych, skojarzonych na bieżąco przez kompozytora, sięgających do klasyki, tak jak w jednej ze scen baletnica, ni stąd ni zowąd, bo wszyscy są boso, wykonuje kilka kroków „klasycznie”, na puentach. 


Kwestia „obuwia” stanowi też jedną z tajemnic warsztatu choreograficznego Jacka Przybyłowicza. Pokątnie dowiadujemy się, że chcąc jeszcze bardziej udziwnić swój wizualny przekaz choreograf ubrał solistkę baletu Karolinę Urbaniak w buty narciarskie przyśrubowane do sceny, aby mogła chwiać się w prawo i lewo, niemal do ziemi, jak nie przymierzając pomnik Pana Gumy Pawła Althamera na warszawskiej Pradze.

 

Supernova 6

 

Druga część spektaklu Supernova, pod tytułem Bedroom folk, minimalistyczna, repetytywna, zbiorowa etiuda w choreografii Sharon Eyal i Gai Behara z muzyką Ori Lichtika, wywołała jeszcze większe  owacje premierowej publiczności.

 

Supernova 7

 

Ona w sposób w sumie dosyć prosty, odwoływała się do migającego światłami i zmieniającego kolory ekranu komputera, gdzie ustawione w szyku pionki wykonują identyczne ruchy, ale jak to w grach bywa, poszczególne części grupy wypadają z uporządkowanej wiązki i wykonują swobodne ewolucje, by za chwilę włączyć się do zwartej całości. Gra toczy się dalej. Wiązka trzyma się razem, ale wciąż coś z zewnątrz wprowadza zakłócenia. Druga część spektaklu baletowego diametralnie różni się choreograficznie i wizualnie od pierwszej, choć zwraca się uwagę na to, że w Supernovej wspólna jest współpraca choreografa z kompozytorem. Nie wpływa to jednak w żadnym stopniu na sens i zrozumienie o czym jest ten i tamten balet.

                                                                         Joanna Tumiłowicz