Ukończona w 1910 roku opera komiczna Kawaler srebrnej róży wyznacza nowy kierunek twórczy Ryszarda Straussa (1864-1949). Strauss ma za sobą zawrotną wręcz karierę kompozytorską i dzieła napisane dotychczas mogłyby mu już zapewnić stałe miejsce na kompozytorskim parnasie. Ma w swym dorobku wspaniałe poematy symfoniczne w stylu muzycznej secesji, a rozwój późnoromantycznego stylu na pograniczu tonalności kulminuje w jego dwóch operach tragicznych: Salome z 1905 i Elektra z 1909 roku.
To w związku z tą ostatnią nawiązał współpracę z doskonałym dramaturgiem wiedeńskim Hugonem von Hofmannsthalem (1874-1929). Z jego inspiracji i do jego tekstu skomponował Kawalera srebrnej róży, natchnionej mozartowskim czarem, zrywającej z późnoromantyczną harmonią i sięgającą wstecz, ku klasycznym wzorcom. Strauss to prawdziwy czarodziej instrumentacji, jego partytury zachwycają perfekcją i zadziwiają ogromem inspiracji.
Ta wspaniała warstwa orkiestrowa „ratuje” Kawalera, który nie bardzo wie, na co ma „stawiać”: na komizm i burleskę (koncentrowana na postaci barona Ochsa – bas), czy na natchnioną lirykę ze wspaniałymi głosami kobiecymi: sopran dramatyczny (Marszałkowa), sopran liryczny (Zofia) i mezzosopran (Oktawian). W zależności od temperamentu i preferencji można tu się pośmiać z gruboskórnego i ordynarnego Ochsa, czy zachwycić niebiańskim pięknem lirycznego śpiewu, związanego z historią miłosną, którą wzbogaca refleksja o przemijaniu i nieubłaganym upływie czasu. Marszałkowa (kobieta zamężna i dojrzała) przeżywa gwałtowną i zmysłową miłość do nastolatka Oktawiana, będąc całkowicie świadomą, że ma ona z góry ograniczony czas trwania.

Baron Ochs, przybyły z prowincji daleki krewny, ma zamiar poślubić Zofię, młodziutką córkę bogacza Faninala, małżeństwo to ma być korzystne dla obu stron: Ochs będzie dysponował majątkiem Faninala, a Zofia uzyska tytuł szlachecki, który ułatwi jej życie i usatysfakcjonuje jej ojca. Według zwyczaju narzeczony ma ofiarować swej przyszłej małżonce srebrną różę na potwierdzenie zaręczyn. Różę przynosi w jego imieniu młody Oktawian i jak się tego można spodziewać, młodzi zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia.
Reszta historii to trochę przydługawy ostatni akt, w którym Ochs ma ukazać swą prawdziwą naturę jako uwodziciel młodej panny (Oktawian w przebraniu). Marszałkowa rezygnuje z Oktawiana, a młodzi mogą się pobrać. Banalne – ale ubrane w tak wspaniałą muzykę (tercet trzech głosów żeńskich), że słowa nie są ważne, a muzyka przenosi nas w sferę piękna i miłości nieskalanej i „wiecznej”. Kawaler srebrnej róży to wielkie wyzwanie zarówno dla reżysera (utrzymanie balansu między wątkiem komicznym a lirycznym) jak i dyrygenta (panowanie nad ogromną orkiestrą i realizacja bardzo trudnej partytury).
W Kopenhadze podjęły się tego dwie kobiety: dyrektorka opery Elisabeth Linton i główny dyrygent: Marie Jacquot. Dla obojga było to pierwsze zmierzenie się z arcydziełem Straussa. Dyrygentka zdała swój egzamin z wyróżnieniem: orkiestra grała fantastycznie, tempa były odpowiednio wolne, walce (cała partytura pełna jest walcowych rytmów) odpowiednio „altmodisch”. Nie tak dobrze poszło reżyserce: postać Ochsa była aż niesmacznie wulgarna, sceny miłosne zbyt przyziemne (początek opery ma miejsce w łóżku Marszałkowej o poranku i po zmysłowej nocy: w Kopenhadze kochankowie turlali się po ziemi, pod i na stole).
Reżyserka przeniosła akcje z XVIII wieku do roku 1911 (rok premiery opery), uzasadniając swój wybór faktem, że w tym czasie kobiety stały się świadome swej podrzędnej roli i zaczęły walkę o swe prawa. To, co od samego początku razi widza, to banalność dekoracji, akcja, która jak by nie było ma się toczyć w szlacheckich pałacach, rozgrywa się w ponurym, brązowym wnętrzu, z drzwiami jak do stodoły, z dykty, i z meblami zakupionymi na chybcika w sklepie z używanymi rzeczami.
Do tego pozbawione fantazji kostiumy, nieodpowiednie do czasu: nawet w roku 1911 żadna Marszałkowa nie występowałaby w spodniach, tak jak to ma miejsce w ostatnim akcie opery. Obsada była tym razem całkowicie miejscowa: Gisela Stille jako Marszałkowa, Elisabeth Jansson jako Oktawian, Clara Cecilie Thomsen jako Zofia, wszystkie doskonałe, a ich tercet w ostatnim akcie był zaiste niebiański. Baronem Ochs był świetny głosowo, ale przesadny aktorsko Patrick Zielke. W sumie: doskonała muzyka i wspaniały śpiew w mało inspirującym otoczeniu.
Eva Maria Jensen