Przegląd nowości

„Manon Lescaut” Pucciniego w Opéra de Lyon

Opublikowano: środa, 08, kwiecień 2026 21:48

Tradycyjnie już w okresie wiosennym Opera Lyońska organizuje coroczny festiwal operowy, za każdym razem złożony z trzech tytułów, dobieranych według przywoływanej krótkim hasłem tematyki. Tym razem brzmi ono dosyć enigmatycznie: „Postawić na piękno”, a w praktyce oznacza przywołanie na scenie bohaterów, których fizyczna uroda powoduje, że stają się oni ofiarami swojego otoczenia.

 Manon Lescaut 1

Jako ilustrację tak sformułowanego hasła zdecydowano się zaprezentować Manon Lescaut Giacomo Pucciniego, Billy Buda Benjamina Brittena i gruntownie przerobioną wersję Traviaty Giuseppe Verdiego, zatytułowaną Traviata, zasługujesz na lepszą przyszłość. Festiwalową trylogię otworzyła zatem dramma lirico Pucciniego, trzecia w kolejności (po Cyganerii i Dziewczynie z Dzikiego Zachodu) opera włoskiego kompozytora, której libretto ma wielu ojców. 


Najpierw adaptacji powieści Historia Manon Lescaut i kawalera des Grieux Antoine’a Prévosta dokonał Ruggero Leoncavallo, jednak niezadowolony z jego pracy Puccini poddał ją rewizji dramaturga Marca Pragi, który z kolei nawiązał współpracę z poetą Domenico Olivą. Ale i tym razem początkowo zachwycony rezultatem ich działań kompozytor niespodziewanie zmienił zdanie, w wyniku czego nad gotowym już librettem pochylili się Giuseppe Giacosa, Luigi Illica, Giulio Ricordi i sam Puccini.

Manon Lescaut 2

Jeśli warto tę nietypową sytuację tutaj przypomnieć, to w celu zwrócenia uwagi na niezbyt spójną konstrukcję dramaturgiczną przywołanego dzieła, zwłaszcza w pierwszych dwóch aktach. Być może stanowi to jedną z przyczyn, dla których nie należy ono do repertuarowego kanonu teatrów operowych i dość rzadko bywa umieszczane na afiszu.

Manon Lescaut 3

Warunkiem sukcesu jest na pewno, obok oczywiście doborowej obsady, interesująca propozycja inscenizacyjna, co akurat w przypadku lyońskiej premiery nie do końca spełniło pokładane w niej nadzieje. Jej autorką jest ciesząca się ostatnio dużym wzięciem włoska reżyserka Emma Dante, która w tym przypadku po raz pierwszy prezentuje we Francji swoją operową realizację. W pracy tej wspomagali ją scenograf Carmine Maringola, kostiumolożka Vanessa Sannino oraz oświetleniowiec Cristian Zucaro. W zamieszczonym w programie tekście Dante wyznacza interesujące ją tropy interpretacyjne: wykorzystywanie manipulowanej kobiety, męska perspektywa spojrzenia na przedstawicielki płci pięknej, często postrzegane wyłącznie pod kątem ich fizycznej atrakcyjności, różnice klasowe czy związane z nimi sytuacje biedy i bogactwa. 


Niezależnie jednak od klarownie sprecyzowanych intencji, mamy tu do czynienia ze spektaklem o niezbyt wyrównanym poziomie, nie w pełni przekonującym i niestety często pozbawionym tego, co w tej operze najważniejsze, czyli emocji. Oto bowiem reżyserka unika uwspółcześniania akcji i osadza ją w XIX wieku, chętnie nadając kolejnym odsłonom symboliczny wymiar. W trzech pierwszych aktach scenę wypełnia wznosząca się do samej góry konstrukcja scenograficzna ukazująca dwupiętrowy budynek, w którym widoczne są liczne pary drzwi.

Manon Lescaut 4

Służą one do metaforycznego wyznaczania granicy pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym oraz pomiędzy tym, co dozwolone i zakazane, a także prywatne i publiczne. W akcie pierwszym życie toczy się na obszernym podwórzu, na którym rozparci na krzesłach osobnicy opróżniają kieliszki i grają w karty oraz gdzie dochodzi do pierwszego spotkania pomiędzy Manon - wiezioną przez brata do klasztoru -  i des Grieux.

Manon Lescaut 5

W utrzymanym w czerwonej tonacji akcie drugim przez wspomniane drzwi nieustannie przemykają zmierzające do klientów prostytutki, natomiast kolejne scenki rozgrywają się na zmianę w sugestywnie przywołanej oberży czy pałacu Geronta. W scenie, w której rozleniwiona i nosząca fantazyjną suknię Manon pławi się w luksusie spoczywając na obszernym łożu, reżyserka zaskakuje nas jednak nietrafionym z dramaturgicznego punktu widzenia pomysłem. Otóż otaczające bohaterkę i znajdujące się w pozycji leżącej dziewczęta niespodziewanie demonstrują nam swoiste, nasuwające erotyczne skojarzenia, układy choreograficzne wznoszących się do góry nóg. 


Problem tkwi w tym, że epizod ten niweczy nastrojowy wydźwięk śpiewanej wówczas przez główną protagonistkę arii „In quelle trine morbide”. Co gorsze, nieustający i tym samym wprowadzający zamęt, w dodatku nie wiadomo czemu służący, a niekiedy wręcz groteskowy ruch sceniczny licznych statystów (niektórzy z nich noszą świńskie maski!) stopniowo staje się coraz bardziej nużący i skutecznie zakłóca intymny charakter relacji pomiędzy zakochaną parą.

Manon Lescaut 6

W pozbawionym już barwnych akcentów akcie trzecim wszystkie pary drzwi ustępują miejsca kratom więziennych cel, w których zesłane na banicję do Luizjany publiczne dziewki - ubrane na biało i maltretowane przez strażników - czekają na mający je tam przetransportować statek. Wreszcie scenograficzny wystrój ulega całkowitej zmianie w akcie czwartym, rozgrywanym na praktycznie pustej i jedynie zasłanej bukietami kwiatów scenie, przywołującej pustynię. W jej centrum ukazuje się wspomniane już wyżej - wszak tym razem utrzymane w białym kolorze - łoże, wyraźnie nabierające tutaj waloru symbolu wybawienia poprzez szczerą miłość.

Manon Lescaut 7

To na nim ciężko już chora Manon odda ostatnie tchnienie. Powtórzmy zatem raz jeszcze, że nadpobudliwość ruchu scenicznego i mnożenie we wszystkich odsłonach mini-epizodów rozpraszają uwagę widza i skutecznie tłumią zawarte w partyturze Pucciniegio emocje. Na dodatek trudno zrozumieć czemu mają służyć rozgrywane przed opuszczoną kurtyną wstawki baletowe (Manuela Lo Sicco), w żaden sposób nie wpisujące się w obraz całości i zakłócające ciągłość narracji. 


Na szczęście słabości tej rozczarowującej inscenizacji częściowo rekompensuje wysoki poziom muzyczny i prezentująca wysoki poziom obsada solistów. W wymagającej umiejętności ukazania dramaturgicznej ewolucji bohaterki partii Manon dość dobrze sprawdza się specjalizująca się we włoskim repertuarze końca XIX wieku Chiara Isotton, szczególnie przejmująca w finałowej arii z czwartego aktu: „Sola, perduta, abbandonata”.  

Manon Lescaut 8

Jej niezawodnym partnerem okazuje się być wcielający się w postać des Grieux tenor Riccardo Massi, czarujący jasnym i świetlistym brzmieniem swobodnie prowadzonego głosu. Gorące brawa przypadają w udziale porywającemu mocnym i gęsto nasyconym barytonem oraz nieprzeciętnym talentem aktorskim Jérome’owi  Boutillier, nadającemu indywidualny rys bratu Manon. W roli bogatego urzędnika królewskiego Geronta pomyślnie odnajduje się bas Omar Montanari, a w drugoplanowych partiach Edmonda, Śpiewaka i Oberżysty atrakcyjnie wypadają Robert Lewis, Jenny Anne Flory i Hugo Santos.

Manon Lescaut 9

Swój godny podziwu poziom potwierdza raz jeszcze w pełni zaangażowany scenicznie chór,  przygotowany przez Benedict Kearns i Guillaume’a Raulta, prezentujący okrągłe, bogate i doskonale zestrojone brzmienie. Dbający o potoczystość, teatralność i architektoniczny rozmach całego wykonania dyrygent Sesto Quartini zajmująco różnicuje klimaty, zarazem celnie wydobywając z partytury Pucciniego subtelności harmoniczno-instrumentacyjne.

                                                                              Leszek Bernat