Lecz na wyspie Prospera, na którą tym razem Shakespeare w osobie Krzysztofa Zawadzkiego ściąga „gości“ z rozbitego samolotu. A raczej swoistej Arki Noego, której lista pasażerów składa się między innymi z aktywistki ekologicznej, pierwszej kobiety przebiegającej maraton, walijskiego górnika, najgorszej drużyny piłkarskiej świata z Samoa...

Na niewielkim skrawku ziemi od samego początku wybuchają konflikty. O kąpielówki i niestosowność samej kąpieli w tego rodzaju okolicznościach, mimo iż ciepłego oceanu jest akurat pod dostatkiem. Paweł Demirski jest erudytą, zna więc zapewne filmy o zbiorowościach ocalałych z różnego rodzaju kataklizmów i odtwarzających poprzednie hierarchie: Gdzieś w Europie (1947) Gézy Radványiego i Władcę much (1963) Petera Brooka oraz jego remake Harry'ego Hooka z 1990 roku, choć w jego infantylne kłótnie dotyczą osób jak najbardziej dorosłych. Ożywają przywoływane przez postacie zdarzenia, a więc scena-wyspa (dek. Martyna Solecka), na co wskazuje pokrywający ją piasek, niczym w soczewce skupia w sobie różne, znajdujące się poza nią plany przestrzenne i czasowe, ożywające z udziałem pozostałych osób przyłączających się do ich odgrywania.
W wątku wsparcia strajkujących górników zamykanych angielskich kopalni przez przedstawicieli środowisk mniejszości seksualnych dopatrzyć się można gestu solidarności z aktorami wrocławskiego Teatru Polskiego w ich konflikcie z dyrekcją narzuconą przez ministra Piotra Glińskiego, antagonizującym świat teatralny w okresie powstania przedstawienia przed dziesięciu laty.
Za sprawą dedykacji dla małżonków Fo: Noblisty Daria i Franki Rame, autorski spektakl niegdysiejszego tandemu Paweł Demirski i Monika Strzępka w Starym Teatrze w Krakowie nawiązuje do formuły widowiskowej tamtych, w której czynnik gry rządzi światem przedstawionym kosztem jego ciągłości i spójności.
Przedstawienie rozpada się na szereg epizodów-atrakcji wzajemnie się przeplatających i niejednokrotnie puentowanych wykonywanymi na żywo numerami muzycznymi (Stefan Wesołowski), wymagając przede wszystkim aktorstwa o charakterze zespołowym. Z czasem przemienia się w rodzaj feerii, której przejawem jest pojawienie się w drugiej części Dobrej Wróżki i Mikołaja ze świata komercyjnej kultury masowej, za sprawą których spełniają się marzenia na jej miarę. W ten sposób pierwiastek sztuki krytycznej schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca ogólnej apoteozie o charakterze afirmatywnym, na co wskazują tęczowe flagi towarzyszące finałowi w formie sceny zbiorowej z towarzyszeniem śpiewów.
Lesław Czapliński