Przegląd nowości

Archikrator Możdżer

Opublikowano: wtorek, 31, marzec 2026 13:05

Leszek Możdżer jest za pan brat z Tuwimem, który był nie tylko autorem nostalgicznych Kwiatów Polskich, ale także obrazoburczego dzieła Bal w operze. Możemy teraz dzięki niemu cieszyć się z poetyckiej wyobraźni i smakować słowotwórczą ekwilibrystykę, gdzie nie tylko gene – orde - dzwoni - rami, ale także I już - wziąć, i już - udami. I już - da mi! da mi! da mi! Więc jeśli ktoś chciałby pokazać na scenie, jak to przebiegało, to musi się zmierzyć z maksymalną wulgarnością i rozwiązłością. I tak właśnie na Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej musiał się ten bal potoczyć. Niby w oparach głośnej muzyki wszystko jest możliwe – tworzą się najdziwniejsze figury męsko-damskie, męsko-męskie i wszelkie inne, wprost na oczach ciasno zbitej widowni, która siedzi, ale w większości stoi przy teatralno-hautcuture'owym wybiegu i naraża się na wypadek, że oszalałe dziewczęta oraz ścigający je podchmieleni chłopcy, przypadkiem kopną kogoś w głowę, albo wręcz zwalą się całym ciałem na niego.

 

Bal w operze 1

 

Możemy zatem na spektakl Balu w operze wg Juliana Tuwima patrzeć jak na obłędną, niemal kosmiczną kreację artystyczną, ale nie jest wykluczony także własny współudział w tej niby orgii, a nie tylko bezpieczny, zdystansowany odbiór widza. Pomysłodawca – Możdżer wyznał w programie, że Polski jest trudny – zawiera wielosylabowe ciągi, w których akcent przypada zwykle na przedostatnią sylabę w słowie. Dla kompozytora piszącego do polskiego tekstu jest to zawsze uciążliwa łamigłówka, w której cały czas musi on wcelować akcentowaną sylabą w mocną część taktu. Tymczasem Tuwim, jakby wiedząc, na czym polega komponowanie muzyki, dokonał natchnionej sublimacji, tworząc coś w rodzaju metajęzyka – oto język polski w swojej rytmice zaczął przypominać język angielski, w którym dominują jedno-, dwusylabowe słowa brzmiące bardzo perkusyjnie. Tuwim strzela swoim tekstem jak z karabinu maszynowego, jest jak werbel, jak maszyna. To jest refleksja muzyka – kompozytora, który nie tylko pragnie jakoś płynnie „uwokalnić” otrzymane teksty, ale także przygotować dla towarzyszącego mu zespołu odpowiedni materiał wykonawczy. Leszek Możdżer jednak nie abstrahuje od zawartej w poemacie wcale niebagatelnej treści, znaczącej bardzo wiele i dającej do myślenia właśnie dziś. Pianista jazzowy zauważa więc, że świat wielkiej polityki w roku 1936, dopiero dzisiaj, w roku 2026, zaczyna być zrozumiały. Szaleńcze, prowokujące i dzikie widowisko zostało więc przypasowane do naszych czasów, gdzie patronami zła są politycy i celebryci, tacy jak Jeffrey Epstein, także wymieniany w programie spektaklu, który dla niepoznaki jest zakodowany jako QR na wachlarzach z wizerunkiem Możdżera. – Możdżer i Tuwim to połączenie intrygujące – napisała reżyserka spektaklu Agnieszka Płoszajska.


To ona wymyśliła, że aktorzy znajdą się w niebezpiecznej bliskości widza – jak sama to delikatnie określiła. Spektakl nie jest jednak zwykłą uciechą dla rozhasanej gawiedzi, ale aktualnym komentarzem i ostrzeżeniem, że ci wykonawcy może nawet źle się bawią na balu, ale gdyby się miało okazać, że już więcej niczego nie będzie, to ich szał może być uzasadniony przedśmiertelnymi konwulsjami. Na odsłoniętych udach wokalistek, tancerek, akrobatek i ich męskich odpowiedników, już na drugim przedstawieniu widać pojedyncze sińce. Jakże mogło być inaczej, kiedy nawet w pojedynku bokserskim, oczywiście symulowanym, ciosy spadają gęsto i wcale nie są jak muśnięcie piórkiem. Jedną z najbardziej drastycznych wizualnie scen jest gwałt na dziewczynie połączony z jej zabójstwem, a następnie liczne „selfie z trupem” dokonywane przez rozhasaną tłuszczę. Będzie co wysłać znajomym na instagramie. 

 

Bal w operze 2

 

I wreszcie na zakończenie spektaklu, gdzie do Balu w operze dołączono, jako protest song, inny wiersz Tuwima – Do prostego człowieka, na wybieg wkracza sam władca wszechpotężny, czyli Archikrator Możdżer. W nieskazitelnie białym fraku, choć większość uczestników jest maksymalnie wyczerpana, dysząca z wysiłku, spocona, wysmarowana białym proszkiem i na końcu nawet przesiąknięta krwią (sztuczną). Mistrz także śpiewa, deklamuje, nawet gra na trąbce, choć pozostała aranżacja muzyczna, która również jest jego dziełem przebiega przez różne rejony muzyki, jest segment folkowy, zabawowy, niemal sakralny i protestacyjny, a w większości scen udział pianisty przy fortepianie jest oczywiście niezastąpiony. Do udziału w przedstawieniu wybrano twórców najbardziej odpowiednich i sprawdzonych, jak choćby znaną z setek przedstawień operowych kostiumolożkę Małgorzatę Słoniowską, czy Katarzynę Gabrat-Szymańską twórczynię scenografii do wszystkich gal Warszawskiej Opery Kameralnej oraz choreografa Santiago Bello. Aby zdać sobie sprawę z trudności technicznych i organizacyjnych wystarczy podać, że obsada spektaklu w niewielkiej przestrzeni Basenu Artystycznego liczy 34 osoby plus grupa muzyków. Takiego nagromadzenia teatralnych zdarzeń odbywających się w bezpośredniej bliskości widzów dawno u nas nie było, a przesłanie utworu najwyraźniej katastroficzne, jest dodatkowo przytłaczające.

                                                            Joanna Tumiłowicz