To już trzeci koncert Filharmonii Narodowej transmitowany w całości na platformie medici.tv. W obecnym repertuarze każdy kolejny występ opatrzony jest osobnym tytułem, co ułatwia, przybliża skojarzenie wykonywanej muzyki z jakimś regionem, okresem historycznym czy zasygnalizowanym kontekstem. Pejzaże wschodniej Europy to zarazem nawiązanie do idei festiwalu Eufonie, który wziął sobie za cel popularyzowanie muzyki naszego regionu. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do streamingu koncertu na światowej platformie zajmującej się głównie promocją muzyki klasycznej, mającej swoją główną siedzibę w Paryżu. Wykonanie zapisu obrazu (i dźwięku) znamionuje wysoki poziom merytoryczny i techniczny.
Obraz trafiający na monitor komputera lub telewizora na bieżąco montowany z kilku kamer ustawionych w różnych miejscach estrady, jest do końca przemyślany i w czasie rzeczywistym sterowany z wykorzystaniem partytury utworu. Dowodem na to są zbliżenia na konkretnych wykonawców z orkiestry grających właśnie swoje sola, czego osoba nie mająca pojęcia o instrumentacji nie byłaby w stanie wykonać. Jeszcze bardziej widoczne jest to podczas koncertu solowego, w tym wypadku był to absolutny hit – II Koncert fortepianowy c-moll Rachmaninowa grany przez Borisa Giltburga. Kamera skupiała się zarówno na twarzy pianisty, pokazywała następnie jego ręce z lewej strony, z prawej, a gdy wzrok solisty szybował w stronę dyrygenta – Krzysztofa Urbańskiego, to kamera pokazywała właśnie ruchy kapelmistrza. Co więcej, można było zauważyć, że dyrygent nie ma pulpitu z nutami i nie obawia się, że solista może wypaść z rytmu i trzeba będzie go z orkiestrą gonić, albo wyczekiwać na właściwe wejście. Dyrygowanie z pamięci wymaga znakomitego przygotowania. Podobnie działał Mistrz Krzysztofa Urbańskiego Antoni Wit. Zbliżenia kamery na solistę i muzyków orkiestry mają też swoją drugą stronę medalu, pokazują bowiem to, czego zwykły słuchacz koncertowy nie dostrzeże ze swego fotela.
Widzieliśmy np. jak pot spływa po nosie Borisa Giltburga i pada na klawiaturę, natomiast w głębi pudła fortepianu umieszczony został elektroniczny czytnik z nutami granego utworu. To pewnie taka „deska ratunku", gdyby solistę zawiodła pamięć. Warto zwrócić uwagę także na pozostałe utwory sobotniego koncertu, bo ten był transmitowany z sali Filharmonii Narodowej. W pierwszej części orkiestra zagrała utwór Maslenitsa z 2011 roku francuskiego kompozytora Guillaume’a Connessona, co było sympatycznym ukłonem tego twórcy w stronę kultury białoruskiej w stylu przypominającym trochę Rimskiego-Korsakowa.
Rzecz dotyczy obchodzonego na wschodnich terenach tradycyjnego święta związanego z rytuałem pożegnania zimy i łączy muzycznie elementy pogańskie i chrześcijańskie odwołując się do żywiołu tanecznego. Najwyraźniej tradycja ta fascynuje francuskiego twórcę, który już nie po raz pierwszy jest grany na koncertach filharmonicznych. Po przerwie orkiestra wykonała III Symfonię skomponowaną około 1950 przez zamieszkałego wówczas w ZSRR polsko-żydowskiego twórcę Mieczysława Weinberga. Dziś dorobek muzyczny tego wybitnego artysty zmarłego w 1996 roku, jest na nowo odkrywany. Można zatem powiedzieć, że program tego koncertu w całości, także biorąc pod uwagę wykonawców, był nastawiony na wschodnio-europejski koloryt muzyczny, bo również pianista, dziś legitymujący się paszportem izraelskim urodził się w Moskwie. Produkcja streamingu została oznaczona jako wspólne przedsięwzięcie medici.tv oraz Filharmonii Narodowej. W realizację transmisji zaangażowany był polski zespół social media i wideo Filharmonii, który współpracuje z zewnętrznymi realizatorami. Warto dodać, że odbiór koncertu za pośrednictwem platformy medici.tv jest bardzo prosty, rejestracja następuje błyskawicznie zaś nagranie z tego koncertu dostępne jest w kilka minut po zakończeniu transmisji na platformie medici.tv bezpłatnie jeszcze przez 7 dni. Wypada tylko zachęcić melomanów do śledzenia kolejnych transmisji koncertów z Warszawy.
Joanna Tumiłowicz