Donizetti skomponował prawie 70 oper zanim poległ na polu walki z syfilisem i zakończył karierę w zakładzie dla obłąkanych. Don Pasquale – opera skomponowana pod koniec jego produktywnych lat – osiągnęła ogromny sukces od czasu prapremiery w Paryżu w roku 1843.
Jest to opera buffo stworzona w chwili, gdy gatunek ten szybko wymierał, wyparty przez opery romantyczne, tragiczne i liryczne, które bardziej „wciągały” widza, niż śpiewane w zawrotnym tempie opery błędów i pomyłek. Donizetti jest dziś głównie znany i kochany właśnie jako twórca oper romantycznych z Łucją z Lammermoor na czele. Doświadczenie z oper romantycznych daje znać o sobie już w uwerturze do Don Pasquale, gdzie po głośnym i szybkim wstępie, rozbrzmiewa wolne i śpiewne solo wiolonczeli.
Akcja opery jest tak samo nierealna i zwariowana, jak we wszystkich operach tego gatunku, korzeniami sięgających ludowej tradycji comedia del arte. Bogaty, acz podstarzały kawaler, Don Pasquale, ma bratanka, Ernesto, którego chce ożenić z bogatą, lecz nie najmłodszą kobietą. Ernesto kocha Norinę i odrzuca propozycje wuja, który go z miejsca wyrzuca ze swego domu. Wówczas Don Pasquale postanawia sam się ożenić i wyprodukować dzieci, które ożywią jego starość.
W akcje wkracza „lekarz” Malatesta, który przygotowuje intrygę mającą na celu pokrzyżowanie planów Don Pasquale. Przedstawia starcowi swą rzekomą siostrę, Sofronię, byłą zakonnicę, którą jest lekko przebrana w inne ciuszki Norina. Dochodzi do małżeństwa (z fałszywym notariuszem) i zaraz potem niewinna i słodka dziewczyna zamienia się w istną furię, która terroryzuje męża.
Aż jemu się wszystkiego odechciewa i Norina może poślubić Ernesto. Wszystkie postacie są w dużej mierze szablonowe: bogaty starzec, któremu marzy się młoda żona, intrygant, potrafiący odwrócić kota do góry ogonem, młodzi, nieszczęśliwie zakochani, którzy na końcu mogą się jednak pobrać. Jak zwykle w tym gatunku wystarczy zmiana sukienki, żeby już nie można było kogoś rozpoznać, dużo jest też biegania, szybkiego, paplającego śpiewu i niewybrednych efektów. Jest tu jednak dość dużo wstawek lirycznych, przede wszystkim w rolach młodych kochanków.
Wystarczy wymienić piękną arię Noriny z pierwszego aktu Quel guardo il cavaliere, arię Ernesto z towarzyszeniem trąbki z drugiego aktu Povero Ernesto czy przepiękną serenadę Ernesto Com´ é gentil i następujący po niej duet miłosny Tormami a dir z trzeciego aktu opery.

Francuzka Mariame Clément wyreżyserowała Don Pasquale dla festiwalu w Glyndebourne bez próby uwspółcześnienia opery. Historyczne kostiumy i rekwizyty towarzyszą akcji odbywającej się na ruchomej scenie, co przybliża operę do jej źródeł: teatrzyku na ryneczku małego miasteczka. Podzielona scena żongluje między czteroma wnętrzami, każde z nich reprezentuje jedną z występujących osób: Don Pasquale mieszka we wnętrzu liliowym, Norina w złocistym a Ernesto w zielonym. Pomiędzy pokojami „kursuje” wszechobecny Malatesta, wpełzający oknami lub poprzez przystawione do ścian szafy.
Scena jest mała, ograniczona czerwona welurowa kurtyna, za mała jak na scenę Opery, lecz zrozumiała przez fakt, że przedstawienie pojedzie w objazd po Danii. W Kopenhadze powinno było być grane na Starej Scenie na Kongens Nytorv, gdzie ozdoby, żyrandole i krzesła wyścielone czerwonym brokatem, współgrałyby z akcją pokazaną na scenie. Mniejsza scena podkreśliłaby również intymność przedstawienia i zmniejszyła dystans między publicznością a śpiewakami.

Jeżeli opera buffo jest dzisiaj „strawna”, to tylko, jeżeli puści się wodze wyobraźni i „przesadzi” cokolwiek zarówno w aktorstwie, jak i w tempie. Tego w wydaniu kopenhaskim zabrakło. Znakomici skądinąd śpiewacy, (z „młodą kometą” duńskiej sceny, Louise McClelland Jacobsen w roli Noriny na czele) nie zostali odpowiednio wsparci orkiestrą, która była im kulą u nogi, przyciężka i mało elegancka.
Było to zapewne „zasługą” (aby nie powiedzieć „winą”) dyrygenta Roberta Houssart, który wybitnie opóźniał tempa i nie umiał odpowiednio „uciszyć” orkiestry. Należy jeszcze wspomnieć o udziale chóru, który pojawił się w licznym gronie w trzecim akcie. Śpiewacy, ubrani całkowicie na biało i w białych perukach stanowili piękne tło zakończenia opery, gdzie mogliśmy usłyszeć morał przedstawienia: „kto chce się żenić z młodszą będąc w późnym wieku, postradał do szczętu zmysły”.
Eva Maria Jensen