Przegląd nowości

Wina Mahlera?

Opublikowano: piątek, 13, marzec 2026 23:26

Bez wątpienia Gustav Mahler przyczynił się do rozluźnienia rygorów symfonicznej formy, wzbogacając ją o rozbudowany czynnik wokalny. O ile od czasów Beethovena i Mendelssohna kantatowe finały stanowiły rozwinięcie jej formuły, o tyle nadanie jej kształtu suity pieśni okazało się ślepym zaułkiem.

 

Filharmonia Krakowska 637

 

Podążyli tym tropem Alexander von Zemlinsky (Liryczna), Dmitrij Szostakowicz (Czternasta), a zwłaszcza Krzysztof Penderecki (Szósta i Ósma). A początek temu dała właśnie Pieśń o Ziemi Mahlera do wierszy starochińskich poetów, tak właśnie przez niego samego określona. Dzieło to wypełniło lwią część piątkowego koncertu krakowskich filharmoników. Według znawców czingczu, czyli opery pekińskiej, o kunszcie jej artystów świadczy, że „nie pocą się pod pachami“, co jest metaforą braku objawów jakiegokolwiek wysiłku. 


Czy w piątek dało się to powiedzieć w odniesieniu do krakowskich wykonawców pod dyrekcją Saschy Goetzela? Do głosu męskiego należą epikurejskie ustępy o charakterze biesiadnym, głoszące pochwałę życia, stąd chwilami nieomal operetkowe ich zabarwienie, do żeńskiego (altu) zaś te odznaczające się refleksyjną naturą, w których daje znać o sobie stoickie pogodzenie z przemijaniem, aczkolwiek to w pierwszej części z udziałem śpiewaka powraca za każdym razem o pół tonu wyżej refren Mroczne jest życie, mroczna jest śmierć.

 

Filharmonia Krakowska 638

 

Tenor Mickaela Spadacciniego momentami brzmiał zbyt przenikliwie, ale odpowiada za to Mahler, ponieważ w ustępach utrzymanych w wysokiej tessyturze zmusza artystę do znacznego natężenia dynamicznego, skoro przychodzi mu przebijać się przez zmasowane tutti orkiestrowe. Więcej wokalnej subtelności zawiera się w partii altu.

 

Filharmonia Krakowska 639

 

Głos Czeszki Ester Pavlů szczególnie ujmował ciemnym kolorytem w niskim rejestrze, wychodzącym naprzeciw melancholijnemu Pożegnaniu, utrzymanemu w klimacie Mahlerowskiego Adagia z charakterystycznymi arpeggiami harf. W górze skali ulegał niekiedy pewnemu spłaszczeniu. Swój wkład zaznaczyli ponadto: Marta Gromińska w z lekka orientalizowanych solach fletu (zbiór wykorzystanych wierszy nosi właśnie tytuł Chińskiej fletni), w skrzypcowych Joanna Konarzewska, a Michał Dąbek na wiolonczeli. 


A że cuda nie powtarzają się dwa razy, więc i fenomen Saschy Gotzela sprzed ponad roku nie znalazł na razie potwierdzenia. Dość nierówne było wykonanie pod jego batutą V Symfonii cis-moll Mahlera w ramach jego majowo-czerwcowego festiwalu i dopiero następnego dnia dostarczył rekompensaty Michał Klauza, prezentując zjawiskowe ujęcie samego Adagietta z niej wraz ze swoją wówczas jeszcze warszawską orkiestrą radiową.

 

Filharmonia Krakowska 640

 

Również piątkowe poprowadzenie Ósmej Beethovena nie należało do szczególnie porywających. Było przyciężkie i za głośne. Ulotniło się poczucie humoru i dystansu ze strony kompozytora, który pomiędzy dwiema „wielkimi“ symfoniami pozwolił sobie na beztroski powrót do muzyki poprzedniego stulecia i własnej młodości (anachroniczny Menuet jako trzecia część), dialogując z nimi (miarowe niczym metronom Allegretto, przywodzące na uszy analogiczne ogniwo z Zegarowej Josepha Haydna).

 

Filharmonia Krakowska 641

 

Nie wiedział jeszcze, że tamten i Wolfgang Amadeus Mozart uzyskają za sprawą Raphaela Georga Kiesewettera rangę klasyków wiedeńskich, do których w końcu i on sam zostanie zaliczony. Niewiele zostało z tej gry z przeszłością, czy też niepohamowanej witalności i pędu (brak wolnego ogniwa), efektu nieomal perpetuum mobile w finale. Przyszło mi zatem powrócić pamięcią do kreacji stworzonej przed wielu laty przez Siedfrieda Kohlera w ramach cyklu wszystkich symfonii Beethovena z okazji dwustulecia jego urodzin.

                                                                Lesław Czapliński