Po latach oczekiwań już 21 marca 2026 roku na ekranach kin na całym świecie zagości transmisja, której nie sposób przegapić. Zjawiskowa Lise Davidsen zmierzy się z jedną z najbardziej wymagających partii dla sopranu dramatycznego – rolą irlandzkiej księżniczki Izoldy w Tristanie i Izoldzie, operowej, poruszającej medytacji Wagnera nad miłością i śmiercią. Partnerować jej będzie tenor Michael Spyres jako owładnięty uczuciem Tristan.

To niezwykłe wydarzenie to także premiera nowej inscenizacji w reżyserii Yuvala Sharona – artysty, którego The New York Times okrzyknął „najbardziej wizjonerskim reżyserem operowym swojego pokolenia” oraz pierwszego Amerykanina, który wyreżyserował operę na słynnym festiwalu w Bayreuth. Będzie to także pierwsze wykonanie Tristana i Izoldy w nowojorskiej operze pod batutą dyrektora muzycznego Met, Yannicka Nézet-Séguina. Mezzosopranistka Ekaterina Gubanova ponownie wcieli się w Brangenę, a bas-baryton Tomasz Konieczny wystąpi jako Gorwenal (po entuzjastycznie przyjętych rolach w Holendrze tułaczu i Pierścieniu Nibelunga). W roli króla Marka zadebiutuje bas-baryton Ryan Speedo Green.

Warto przypomnieć co o tym spektaklu napisał w znanym wszystkim melomanom Przewodniku operowym nieodżałowany Józef Kański: Tristan i Izolda jest w historii muzyki pozycją wyjątkową; stanowi genialną kwintesencję stylu muzycznego zwanego „wagnerowskim”, stanowi ukoronowanie i zarazem, w pewnym sensie, zamknięcie całego etapu w rozwoju muzyki.
Na powstanie dzieła i jego specyficzny klimat złożyły się różnorodne przyczyny, wywodzące się z trzech zasadniczych źródeł. Pierwsze z nich to wzgląd o charakterze praktycznym: pracując nad gigantycznym cyklem Pierścienia Nibelunga, wiedział Wagner, że praca ta rozciągnie się jeszcze na lata, a więcej jeszcze minie czasu, nim jakiś teatr zdoła ów cykl wystawić. Pragnął zatem stworzyć w tym czasie dzieło o mniejszych nieco rozmiarach i skromniejszych wymaganiach co do aparatu wykonawczego, które mogłoby względnie szybko stać się żywym, realnym potwierdzeniem słuszności idei głoszonych przez niego dotąd w teoretycznych rozprawach.

Z drugiej strony genezy Tristana i jego treści szukać trzeba w osobistych przeżyciach twórcy – jego namiętnej i gorącej miłości do Matyldy Wesendonk, miłości wzajemnej, lecz tragicznej, gdyż oboje, będąc związani węzłami małżeńskimi, nie mogli myśleć o połączeniu się na stałe.
Trzecie wreszcie żródło ogólnego klimatu Tristana i Izoldy i jej całej filozoficznej problematyki to lektura przesyconych pesymizmem dzieł Artura Schopenhauera (duet Tristana i Izoldy w II akcie wywodzi się wyraźnie z tej filozofii). Tristan i Izolda jest wśród wszystkich wagnerowskich dramatów muzycznych dziełem najbardziej pesymistycznym, głosząc – w ślad za Schopenhauerem – iż świat ten jest jedynie miejscem cierpień, a ideału szczęścia nie da się osiągnąć w życiu, które właściwie jest tylko oczekiwaniem na śmierć.
Jeżeli zaś opera nie pozostawia słuchaczowi wrażenia zupełnej rozpaczy i beznadziejności, to jedynie dzięki ostatniej, niezrównanej scenie, w której śmierć Izoldy staje się nie klęską i rezygnacją, ale triumfem ducha wyzwalającego się wreszcie z wszelkich więzów cielesnych namiętności, cierpień, lęku i tęsknoty.

Osobny rozdział stanowi w Tristanie zagadnienie harmoniki. System tonalny dur-moll, którego główną zasadą są – biorąc najogólniej _ napięcia między współbrzmieniami grawitujące ku centralnemu punktowi danej skali, osiągną tu swe ostateczne granice.

Wykorzystanie wszelkich możliwych form, funkcji tonalnych oraz niezwykłe bogactwo zmian chromatycznych potęguje i zwielokrotnia owe napęcia tak, że nie ustają one właściwie ani na chwilę, wywołując w konsekwencji atmosferę ekstatycznego uniesienia – zgodnie z treścią dzieła. Warto też wspomnieć, iż akord użyty w eksponowanym zaraz na wstępie motywie miłości, zyskał sobie na zawsze w teorii muzyki nazwę „akordu tristanowskiego”. Pisząc Tristana miał Wagner pierwotnie na widoku „praktyczność” dzieła, czyli możność wystawienia go w przeciętnym nawet teatrze. Jednak muzyczne trudności dramatu i same jego rozmiary są tak ogromne, że nawet i dziś wciąż stanowi Tristan i Izolda jeden z najcięższych probierzy dla wykonawców pod względem muzykalności, pamięci oraz wytrzymałości głosowej.