Przegląd nowości

Kameraliści od Santa Maria alla Scala

Opublikowano: środa, 11, luty 2026 18:47

A właściwie „śpiewający“ instrumentaliści z Mediolanu, którzy zaprezentowali repertuar pochodzący z czasów, gdy na tamtym miejscu stał jeszcze kościół pod takim wezwaniem i dopiero niedługo potem powstać miał budynek jednego z najsłynniejszych teatrów operowych. Wyłoniony z jego orkiestry zespół kameralny dał w Krakowie koncert złożony z dzieł kompozytorów pochodzących z kolei z innych regionów Włoch: Wenecjanina Antonia Vivaldiego, przez swoich współczesnych nazywanego „rudym księdzem“, oraz Neapolitańczyka Niccolò Porpory.

 

Kameraliści Santa Maria 2

 

W przypadku barokowych koncertów grupa concertino często niknie w tle towarzyszącego zespołu. Tak nie było w przypadku wykonania tego wieczora Podwójnego koncertu wiolonczelowego g-moll RV 531 Vivaldiego. Skrajne części w tempie Allegro wypełniał agon czyli współzawodnictwo pomiędzy dwoma solistami oparte na technice  imitacji, a w finale przybierające formę fugi. Środkowe ogniwo Largo to właściwie duet wyśpiewany przez ze swej natury stworzone do tego obie wiolonczele z towarzyszeniem kontrabasu w roli continuo. Massimo Polidori i Giovanni Inglese urzekali szlachetnym, głęboko osadzonym dźwiękiem o ciemnym, ciepłym zabarwieniu. Zwracały uwagę efektowne crescenda pozostałych muzyków, przydające ramom dramatycznych znamion. Przebieg Poczwórnego koncertu skrzypcowego h-moll RV 580, dziesiątego ze zbioru l'Estro armonico, w znacznej mierze oparty jest na podejmowaniu i rozwijaniu przez wchodzących w skład concertina tematu intonowanego przez pierwszego z nich. 


W ujęciu włoskich gości Koncert d-moll na smyczki i basso continuo RV 127 nabrał zdecydowanie żywiołowego odcienia, jednocześnie nic nie tracąc na dyscyplinie gry. Posiada on formę da capo i finał stanowi poniekąd powtórzenie pierwszej części. Taką jest też aria Anastasia Vedrò con mio diletto z Giustina RV 717, pierwotnie wykonywana przez kastrata Giovanniego Ossiego.

 

Kameraliści Santa Maria 1

 

Na omawianym koncercie usłyszeliśmy ją w interpretacji Danieli Pini. Ponadto artystka zaprezentowała Salve Regina Niccolò Porpory oraz dwie arie z jego oper: Come nave in mezzo all'onde, tytułowego bohatera z Siface, króla Numidii, oraz tzw. gniewu In braccio a mille furie, a należącą do Mirtea z Rozpoznanej Semiramidy, obydwie odziedziczone po kastracie Farinellim. We wszystkich wszakże przypadkach przeznaczone one były na głosy wysokie, podczas gdy włoska śpiewaczka dysponuje jego średnią odmianą. Zbyt mała giętkość w połączeniu z niewystarczającym stopniem opanowania techniki wydobywania ozdobnych melizmatów sprawiły, że posiadały one wysilony charakter i często ich zakończenie przybierało urywaną postać. Stąd w ujęciu Pini najlepiej zabrzmiały: aria Sovente il sole z serenaty Vivaldiego Uwolniona Andromeda z efektem powtórzenia ozdobników w lżejszej dynamice oraz zaśpiewane na bis Lascia ch'io pianga z Rinalda HWV 7 George'a Friedricha Haendla, w znacznej mierze oparte na płynnej kantylenie odpowiadającej naturalnym predyspozycjom tejże artystki. Tym sposobem Włosi z najlepszej strony zaprezentowali się od strony wysokiej kultury w zakresie zespołowej gry instrumentalnej.

                                                         Lesław Czapliński