W 2013 roku w usytuowanym u ujścia rzeki Nidelvy norweskim mieście Trondheim został powołany do życia przez dyrygenta Martina Wåhlberga poświęcony muzyce dawnej Barokkfest, który szybko stał się jednym z najważniejszych festiwali w Skandynawii. Organizowane w jego ramach manifestacje rozgrywają się w historycznych miejscach, przede wszystkim w Katedrze Nidaros (najdalej wysuniętej na północ średniowiecznej katedrze na świecie) oraz w Pałacu Arcybiskupim.
W tym roku miałem zaś okazję uczestniczyć w wydarzeniach muzycznych mających miejsce w zabytkowej i dysponującej świetną akustyką sali siedziby loży masońskiej: Frimurerlogen. Tegoroczna edycja przywołanego przedsięwzięcia, tradycyjnie odbywającego się na przełomie stycznia i lutego, przebiegała pod hasłem „Wolności”, a otworzyło ją wykonanie Mesjasza Händla pod batutą wspomnianego założyciela i jednocześnie szefa festiwalu.
Dba on o zapewnienie każdemu z koncertów udziału wybitnych artystów, którymi w przypadku słynnego oratorium Händla byli Marie Perbost (sopran), Anthea Pichanick (alt), Samuel Boden (tenor) i Håvard Stensvold (bas). Pierwszą pozycją bogatego repertuaru festiwalu, w którym dane mi było w tym roku uczestniczyć, był koncert hiszpańskiej sopranistki Núrii Rial, która - jak zapowiedziano w programie - miała wykonać „wolnościowe pieśni”. Na interesująco i spójnie ułożony program złożyły się utwory takich kompozytorów, jak Tarquinio Merula, Claudio Monteverdi, Santiago de Murcia czy Giovanni Girolamo Kapsperger.
Nie zabrakło też popularnych pieśni włoskich i hiszpańskich czy utworu Como pájaro libre z repertuaru urugwajskiej artystki Diany Denoir, córki austriackich emigrantów i wychowanki znanego autora i kompozytora Eduardo Mateo. Z kolei do motywu przewodniego festiwalu idealnie pasowała zakazana niegdyś przez argentyńską dyktaturę pieśń Como la cigarra Marii Eleny Walsh, argentyńskiej poetki, powieściopisarki i kompozytorki.
Podczas słuchania tych wszystkich utworów można się było zachwycać muzykalnością Nurii Rial i jej umiejętnością poruszania się w różnych stylach, a także wokalną elastycznością artystki, dodatkowo wzmacnianą podkreślaniem tekstu śpiewanych kompozycji delikatnymi gestami.
Ujmowała też zdolność hiszpańskiej sopranistki do lekkiego prowadzenia głosu, co szczególnie zajmująco się manifestowało w utworze Torna il sereno Zefiro Sigismondo d’Indii. W wydobywaniu z poszczególnych pozycji wszelkich subtelności i nadawaniu im odpowiedniego charakteru wokalistkę wspierali towarzyszący jej muzycy: Rolf Lislevand (gitara barokowa), Erik Skanke Høsøien (teorba) i Elvin Venaes (kontrabas). Swój interpretacyjny kunszt prezentowali oni również w instrumentalnych i często nabierających improwizacyjnych cech fragmentach programu. Wszakże najważniejszym wydarzeniem omawianego wydania festiwalu było zaprezentowanie w formie koncertowej oryginalnej - po raz pierwszy po trzystu latach - wersji opery Spartaco (Spartakus) Giuseppe Porsilego.
Trudno bowiem uznać za przekonującą i wierną intencjom kompozytora jej realizację z 2009 roku - w Heidelbergu i Schwetzingen - z wykorzystaniem współczesnych instrumentów. Jeśli chodzi o urodzonego 5 maja 1680 roku w Neapolu i zmarłego 29 maja 1750 w Wiedniu autora przywołanego dzieła to warto przypomnieć, że pochodził on z muzycznej rodziny (jego ojciec Carl też był kompozytorem) i że studiował w Konserwatorium Ubogich Jezusa Chrystusa w swoim rodzinnym mieście.
Jego mentorami w tej prestiżowej instytucji byli Gennaro Ursino i Gaetano Greco. Już jako zaledwie piętnastoletni chłopiec Porsile pełnił funkcję wicekapelmistrza na dworze hiszpańskiego wicekróla w Neapolu, a po wyjeździe w 1695 roku do Barcelony działał na dworze króla Karola II. Po śmierci tego ostatniego wyjechał do Wiednia, gdzie początkowo pozostawał w służbie arcyksięcia, a od 1711 roku cesarza Karola VI, którego został w 1720 roku nadwornym kompozytorem.

Był też nauczycielem śpiewu jego małżonki. To właśnie w Wiedniu miał okazję przebywać w towarzystwie takich wybitnych muzycznych osobistości, jak Antonio Caldara, Francesco Bartolomeo Conti, Johann Joseph Fux, Nicola Porpora, a także - przez parę miesięcy - Antonio Vivaldi. Pomiędzy rokiem 1717 i 1737 Porsile stworzył wiele oper, oratoriów, mszy czy kantat (na przykład Arianna infelice na mezzosopran i basso continuo), a także utworów instrumentalnych i wokalnych.
Był szanowany, podziwiany i ceniony również przez współczesnych mu kompozytorów, jak wspomniany Fux czy Johann Adolf Hasse, którego żona śpiewała rolę Gianisbe ze Spartakusa, zanim wyruszyła do Londynu, gdzie triumfowała w operach Händla. Przywrócenie teraz do repertuaru - po wnikliwych analizach muzykologicznych - na prezentowanym festiwalu tej najważniejszej opery Porsilego trzeba zatem uznać za niezwykle cenną inicjatywę Martina Wåhlberga, którego w tym ambitnym przedsięwzięciu wspierał artystyczny konsultant Pedro-Octavio Diaz Hernandez.
Trzyaktowy Spartakus został pokazany po raz pierwszy 21 lutego 1726 roku w wiedeńskim Kleines Hoftheater, gdzie odniósł duży sukces. Przyczyniła się do niego doborowa obsada solistów, wśród których dominował Francesco Borosini jako Spartakus, a obok niego występowały między innymi Regina Schoonjans w roli Vetturii i wspomniana już wyżej Faustina Bordoni jako Gianisbe.
Autorem libretta jest Giovanni Claudio Pasquini, czerpiący inspirację ze swobodnie tutaj wykorzystanej historii słynnego gladiatora rzymskiego, przywódcy największego w historii Rzymu powstania niewolników. W gruncie rzeczy mamy tutaj do czynienia z opowieścią przyjmującą walor politycznego memento, traktującego o nadużyciach władzy spoczywającej w rękach nienadającej się do jej sprawowania jednostki.
Akcja rozgrywa się w zdobytym przez Spartakusa mieście Kapua, w którym ten zamieniający się w tyrana przywódca usiłuje podnieść swój społeczny status - i tym samym wzmocnić przejętą przezeń władzę - poprzez przymusowe tworzenie mających mu ułatwić osiąganie tych celów związków. Przede wszystkim sam pragnie poślubić wbrew jej woli szlachetną i cnotliwą Vetturię, a zarazem połączyć jej córkę Gianisbe, zakochaną w młodym Popilio, z równie szlachetnie urodzonym patrycjuszem Licinio.

Owe plany są tym bardziej okrutne, że ów Licinio miłuje w sekrecie Vetturię, która odwzajemnia jego uczucie. W obliczu zagrożenia ze strony rzymskich wojsk, zbliżających się do Kapui pod dowództwem okrutnego Crasso, Spartakus bezlitośnie forsuje w pośpiechu swoje plany dotyczące przyszłości młodych zakochanych, a ci mogą upatrywać ratunku jedynie w przywracającym im wolność upadku tyrana.

Ostatecznie przeczuwający nieuchronne zdobycie przez Rzymian miasta i związaną z tą porażką utratę władzy, a na dodatek prześladowany obsesjami realnych i wyimaginowanych zdrad Spartakus popada w obłęd. I tak oto koniec jego bezwzględnego panowania umożliwia wreszcie zakochanym wolne łączenie się w szczęśliwe związki. Zostaje w ten sposób przywrócony naturalny i moralny porządek, a opera kończy się optymistyczną wizją, w której stałość wystawionych na próbę uczuć triumfuje nad brutalną tyranią.
Cała ta historia znajduje utrzymujące uwagę w napięciu odzwierciedlenie w bogatej warstwie muzycznej, przeplatającej liryczne i dramatyczne sekwencje, wypełnionej ponadto emocjonalną intensywnością, porywającymi ariami da capo, duetami czy scenami zbiorowymi. Przekonany bez reszty o wyjątkowych walorach partytury Porsilego i emanujący udzielającym się słuchaczom entuzjazmem Martin Wåhlberg prowadził swoją Orkester Nord z wyczuleniem na detal oraz godną podziwu dbałością o naturalne kształtowanie fraz i adekwatne tempa.
Czuwał też nad odpowiednim podkreślaniem kontrastów, płynnym przekazywaniem sobie motywów przez poszczególne instrumenty, a także potoczystością narracji i budowaniem zwartej wizji. Ponadto norweski dyrygent nieustannie pilnował należytego wspierania solistów nasyconym dźwiękiem, fascynująco wydobywał muzyczną retorykę i z dramaturgicznym wyczuciem integrował ją z akcją opery.

Intrygujące też okazały się pomysły Wåhlberga dotyczące dodania do partytury Porsilego trąbki naturalnej czy szałamai, co interesująco wzbogaciło brzmienie grającej na instrumentach dawnych orkiestry. Pełnej satysfakcji dostarczyła obsada biorących udział w tym wskrzeszaniu zapomnianego dzieła solistów. Młody i dominujący potężną sylwetką tenor Luigi Morassi, śpiewający partię tytułową, nadał swoim mocnym i dźwięcznym głosem o barytonowym zabarwieniu postaci Spartakusa wizerunek przytłaczającego autorytetem i bezlitosnego, choć również niekiedy opanowanego wątpliwościami, władcy.
W finałowej scenie szaleństwa włoski artysta wręcz poraził słuchaczy wokalnym i aktorskim zaangażowaniem. Sophie Junker w roli Vetturii ujmowała wrażliwie i czule prowadzonym sopranem, ofiarowującym publiczności pełną skalę szczerych wzruszeń. Jako jej ukochany Licinio od jak najlepszej strony zaprezentowała się mezzosopranistka Dara Savinova, o wyrazistych i namiętnych dołach skali szeroko prowadzonego głosu.
Postać Gianisbe kreśliła sugestywnie różnicująca odcienie uczuć swojej bohaterki mezzosopranistka José Maria Lo Monaco, a nadająca indywidualny rys zakochanemu w niej rycerzowi Popilio Anthea Pichanick pieściła ucho szlachetnym i ciepłym brzmieniem perfekcyjnie wykorzystywanego kontraltu. Wreszcie atrakcyjne elementy komizmu wprowadziła do tego koncertowego wykonania doskonale ze sobą współpracująca w pełnych wdzięku duetach para solistów w osobach Natalie Pérez i Håvarda Stensvolda.

Francuska mezzosopranistka doskonale charakteryzowała środkami wokalnymi żonę Spartakusa, Rodope, karykaturalną postać paskudnej wieśniaczki, zaś norweski bas-baryton zręcznie wcielał się w Trasone, służącego i zarazem powiernika tyrana. Wypełniająca szczelnie salę Frimurerlogen publiczność nagrodziła cały zespół artystów gromkimi brawami. Pozostaje zatem tylko żywić nadzieję, że w najbliższej przyszłości będą oni mieć możliwość utrwalenia tej niesłusznie zapomnianej od trzech wieków opery na nagraniu płytowym.
Leszek Bernat