Ta realizacja Eugeniusza Oniegina w Operze Paryskiej była przez publiczność i krytykę z różnych względów niecierpliwie oczekiwana. Po pierwsze od wielu lat nie pojawiła się na czołowej scenie Francji nowa inscenizacja arcydzieła Czajkowskiego, prezentowanego niezmiennie od dłuższego już czasu w wersji Willy Deckera. Po drugie przy okazji tej premiery za pulpitem dyrygenckim stanął Siemion Byczkow, mianowany właśnie nowym dyrektorem muzycznym paryskiej placówki.
Po trzecie zaś ciekawość wzbudziło powierzenie rzeczonej inscenizacji Ralphowi Fiennesowi, brytyjskiemu reżyserowi i aktorowi, doskonale znanemu ze swojego udziału w słynnych filmach (np. Lista Schindlera czy Angielski pacjent), a także z cenionych kreacji teatralnych.

Owo zainteresowanie podsycał dodatkowo fakt, że zmierzenie się Fiennesa z Eugeniuszem Onieginem stanowi jego pierwszą przygodę ze sztuką liryczną. W efekcie otrzymaliśmy przedstawienie utrzymane w klasycznej - i tym samym dla niektórych może zaskakującej - wszakże niezwykle teatralnie skutecznej estetyce. Brytyjczyk zrezygnował bowiem z rewolucjonizowania operowej reżyserii i z radykalnej konfrontacji z nawykami tradycyjnie nastawionych widzów, proponując w zamian wierne trzymanie się wywiedzionego z poematu Puszkina libretta. Wraz ze scenografem Michaelem Levinem, kostiumolożką Annemarie Woods i oświetleniowcem Alessandro Carlettim przeprowadził całą akcję sceniczną za pomocą plastycznych obrazów o wręcz malarskim charakterze.
Już na wstępie przywołana zostaje sceneria rosyjskiej prowincji w jesiennej tonacji. Obszerne tło wypełnia widok nagich i utrzymanych w żółtych barwach pni drzew oraz pokrywających całą powierzchnię liści. Tak nakreślona perspektywa przywołuje od pierwszych chwil melancholijny klimat życia na skostniałej w sztywnych tradycjach prowincji. Emanuje z tej wizji egzystencjalny smutek i stan rozmarzenia, a zarazem poczucie braku perspektyw na zmianę egzystencji.
Słynny epizod pisania przez Tatianę miłosnego listu do Oniegina rozgrywa się na niemalże pustej scenie, na której widnieje jedynie stół i krzesło. Ta otwarta przestrzeń może symbolizować zagubienie bohaterki w obojętnym wobec budzących się w niej uczuć świecie, ale zarazem w pewnej mierze pozbawia tę scenę tak bardzo tutaj pożądanej intymności.
Podczas balu, wydanego przez Łarinę na cześć Tatiany w dniu jej urodzin, w tle nadal widnieją sylwetki wznoszących się niemalże do nieba drzew. W tym mocniejszym zatem kontraście z opisaną scenerią melancholii pozostają radosne tańce zaproszonych na tę okazję gości (choreografia Sophie Laplane). Radosny nastrój zostaje niespodziewanie zakłócony ostrym spięciem pomiędzy Onieginem i Leńskim. Przenoszą oni nabierający coraz bardziej dramatyczne akcenty konflikt na zewnątrz, gdzie następnie pod padającymi z góry płatkami śniegu rozgrywa się pomiędzy nimi mający tragiczny finał pojedynek.
I dopiero w akcie trzecim reżyser zamienia krajobraz rosyjskiej przyrody na przykuwające wzrok przepychem wnętrze petersburskiego domostwa księcia Gremina, w którym odbywa się wydany przez gospodarza wielki bal. Ciekawym, choć tylko dwukrotnie wykorzystanym, pomysłem jest użycie małej ruchomej platformy, której przybliżanie lub oddalanie pozwala na zajmującą zmianę perspektywy akcji.
Nie do końca natomiast przekonuje sposób, w jaki Fiennes prowadzi grę aktorską. Albowiem obok intrygujących epizodów, jak wspomniana scena pisania listu, pojawiają się także momenty rozczarowujące konwencjonalną statycznością. Pełnej satysfakcji dostarcza natomiast poziom wokalny wszystkich solistów, z Borisem Pinkhasovitchem na czele.
Swoim ciemnym i mocnym barytonem kreśli on sugestywnie postać Oniegina, może nieraz zbyt chłodnego i zdystansowanego, ale pewnie tak sobie tego bohatera wyobraża reżyser. Na gorący aplauz publiczności zasługuje młody ukraiński tenor Bogdan Volkov, w roli Leńskiego, dysponujący ciepłym, lirycznym i wrażliwie cieniowanym głosem. Swoim zjawiskowym wykonaniem ostatniej arii z drugiego aktu wywołuje on u słuchaczy szczere wzruszenie. Rozległą skalę emocji wznieca także wcielająca się w rolę Tatiany Ruzan Mantashyan. Armeńska sopranistka przejmująco oddaje szczerość i delikatność uczuć ulegającej pierwszym miłosnym porywom dziewczyny, cynicznie zlekceważonej przez Oniegina.
Odmienną wokalnie i charakterologicznie postać beztroskiej i wesołej Olgi buduje imponująca scenicznym temperamentem maltańska mezzosopranistka Marvic Monreal, posiadająca szeroki wachlarz możliwości interpretacyjnych. Efektownie wypadają interwencje - szkoda, że z woli kompozytora tak krótkie - ukraińskiego basa Alexandra Tsymbalyuka, nadającego szlachetny i dostojny wymiar postaci księcia Gremina.
Z dużą przyjemnością słucha się interpretacji dwóch nestorek scen operowych, w osobach występującej w roli Madame Łariny Susan Graham i śpiewającej partię niani Filipiewnej Eleny Zaremby. Ich doświadczenie sceniczne i kunsztowne wokalne aktorstwo dają o sobie znać już na wstępie, kiedy dwie protagonistki rozmyślają nad przebrzmiałymi urokami młodości.
Obsadę dopełniają brytyjski tenor Peter Bronder, ucieleśniający wykonującego wdzięcznie ułożone przez siebie kuplety Monsieur Triqueta oraz irański bas Amin Ahangaran (Zariecki) i Mikhail Silantev (Kapitan). Ponadto okrągłe i bogate brzmienie prezentuje zaangażowany scenicznie chór. Znający wszelkie niuanse arcydzieła Czajkowskiego Siemion Byczkow wydobywa z tej partytury ponętny urok, bogactwo kolorystyczne i giętkość fraz, uwydatniając też zawartą w niej urzekającą inwencję melodyczną. Nieustannie dba też o w pełni wyważony dźwiękowy balans pomiędzy orkiestrą i sceną.
Leszek Bernat