Pierwotnie planowano, że Roger Muraro, uczeń Yvonne Loriod, pianistki i żony Oliviera Messiaena, która po jego śmierci udostępniła ostatnie pozostawione przezeń dzieło - Koncert poczwórny - zagra w nim partię fortepianową, a całość od pulpitu dyrygenckiego poprowadzi Antoni Wit, wybitny interpretator muzyki francuskiego kompozytora. Różne okoliczności sprawiły, że ostatecznie zdecydowano się na Maurice'a Ravela, a honorowego dyrygenta Filharmonii Krakowskiej zastąpił w piątek jej dyrektor artystyczny Michał Klauza.
Niemniej ambitnym przedsięwzięciem stało się zestawienie rzadko wykonywanych razem obydwu koncertów fortepianowych tego twórcy, powstających mniej więcej w tym samym czasie. Koncert G-dur już od pierwszych taktów przeciwstawia sobie dwa żywioły: motywy hiszpańskie i jazzowe, które wyznaczać będą jego przebieg, zainicjowany uderzeniem frusty, która też zakończy pierwsze ogniwo Allegramente.

Zrazu dawały znać o sobie pewne dysproporcje dynamiczne pomiędzy orkiestrą i solistą, przykrywające go, jakby rywalizowano ze sobą o pierwszeństwo. Za to nigdy jeszcze nie słyszałem tak eterycznie szemrzącego dźwięku dobywanego ze strun harfy jak przez Irenę Czubek-Davidson w epizodzie należącym do tego instrumentu. Znaczna część Adagia assai należy do pianisty, rozwijającego archaizowaną melodię utrzymaną w duchu sarabandy. Tym razem zwracało szczególną uwagę lekkie touché czyli uderzenie lewej ręki jakby zapowiedź już następnej pozycji programu.
W Presto zapanowało pełne porozumienie między Rogerem Muraro i krakowskimi filharmonikami, co zapewniało właściwy puls prowadzący do acceleranda czyli przyśpieszenia wieńczącego całość utrzymaną w typowo francuskim stylu, a więc błyskotliwości połączonej z przejrzystą i mieniącą się kolorami orkiestracją. Warto odnotować, że zaledwie w dwa miesiące po paryskim prawykonaniu z dziełem tym zaznajomić się mogła polska publiczność w Warszawie 11 marca 1932 i 16 marca we Lwowie, z kompozytorem stającym na podium dyrygenckim.

W bliźniaczym Koncercie D-dur na lewą rękę mamy do czynienia z większym składem i naprzemiennie dłuższymi ustępami orkiestrowymi i solowymi, elegijnym nastrojem wynikającym z uprzywilejowania niskich instrumentów i z od czasu do czasu wkradającymi się kontrastowymi, ostro tnącymi motywami marszowymi.
Tym razem hipnotyczny dźwięk fagotu przeprowadza do ustępu, w którym pobrzmiewają reminiscencje z o rok wcześniejszego Bolera. Za sprawą Ravela oraz podążającego jego tropem Rogera Muraro nie odczuwało się braku drugiej dłoni i zwyczajowego podziału pomiędzy nimi w zakresie prowadzenia linii melodycznej i dostarczania jej oparcia harmonicznego, choć Alfred Cortot dokonał samowolnego opracowania partii solowej na dwie ręce. Na zakończenie warto wspomnieć, że wykonaniem tego właśnie utworu francuski pianista przed czterdziestu laty zapewnił sobie czwartą nagrodę na Konkursie im. Czajkowskiego w Moskwie.
Za sprawą swej ostatniej opery Carmen, rozgrywającej się w Andaluzji, Georges Bizet bywa łączony z popularnym wyobrażeniem o muzycznej hiszpańskości, choć w znacznym stopniu była ona tworem jego własnej wyobraźni. Bliższa autentycznym pierwowzorom prowansalskim jest jego muzyka do sztuki Alphonse'a Daudeta Arlezjanka czyli mieszkanka Arles. Ułożono z niej dwie suity, które zabrzmiały tego wieczora.

Utwór ten stanowi znaczny probierz orkiestrowych umiejętności, ponieważ ważną rolę odgrywają w nim poszczególne sekcje: drzewa z eksponowanymi fletami i saksofonem, blachy z waltorniami, wreszcie smyczków, do których należy na wyłączność Adagietto zagrane pod batutą Michała Klauzy z pasją właściwą już dla następnego stulecia. A także perkusji. Dyrygent wprowadził nawet pierwiastek performatywny w osobie dobosza grającego na tamburynie prowansalskim w triuz II Intermezza oraz w finałowej Farandoli.
W pamięć zapadło też wyeksponowanie tria z I Menueta z dochodzącymi w nim do głosu echami walca pomieszanego z barkarolą. Drugą suitę zestawił Ernest Guiraud. Starsi słuchacze pamiętają zapewne jego opracowanie Carmen, w którym nie tylko zastąpił recytatywami mówione dialogi, ale czwarty akt uzupełnił o baletowe divertissement, na które złożyły się między innymi właśnie trio z Pastorale i Farandola z Arlezjanki.
Lesław Czapliński