Przegląd nowości

Na linii strzału... - Boska komedia. Postscriptum

Opublikowano: poniedziałek, 02, luty 2026 20:54

Czy o czyimś życiu decyduje czasem ulamek sekundy potrzebny na pociągnięcie spustu, sprawiający, że staje się on jego zakładnikiem na resztę życia? A zatem przez dziesiątki lat, kiedy nosi w sobie i dopieszcza myśl o zemście, równie silnej namiętności, tyle że niszczącej? Czy o tym właśnie myśli Henrik, kiedy na samym początku wyciąga z szuflady rewolwer na wiadomość, że ma odwiedzić go  wiarołomny przyjaciel, który przed laty uwiódł mu żonę i mierzył do niego w trakcie polowania?

 

Zar 1

 

Rewolwer, z którego zada sobie śmiertelny strzał Sándor Márai, autor powieści Żar, według której sztukę pod tym samym tytułem osnuł Christopher Hampton, a wystawił ją Teatr Polonia w reżyserii Jana Englerta. To nie jest jednak Czechow, ani sztuka sensacyjna. Strzały nie padną, lecz się będzie o nich mówiło przez półtorej godziny, czyli czas standardowego seansu filmowego. A głównie tokował grany przez Jana Englerta wspomniany Henrik. 


W takiej sytuacji najcięższa rola przypada przez większą część czasu milczącemu partnerowi, w tym przypadku Danielowi Olbrychskiemu jako Konradowi, kiedyś najbliższemu przyjacielowi, a może i więcej, skoro stara Nini przywołuje słowa matki Henrika o najlepszym związku, choć ten się od tego potem zdecydowanie odżegna. Musi zatem wyłącznie środkami pozawerbalnymi wyrażać swoje reakcje na słowotok adwersarza: ruchami oczu, mimiką, drobnymi gestami.

 

Zar 2

 

Czterech potrzeba do brydża. W dramacie, na dodatek traktującym o miłosnym trójkącie, przydałaby się trzecia postać i to kobieca. Musi ona jednak stawać przed oczyma widzów w formie pośredniej, przywoływana wyłącznie przez mężczyzn, skoro od dwudziestu już lat spoczywa w grobie. Na otarcie łez na początku i końcu pojawia się wspomniana dawna piastunka Nini w osobie Mai Komorowskiej.

 

Zar 3

 

Jakby zastygłej w manierze sprzed lat czyli bohaterki Za ścianą Krzysztofa Zanussiego. W oparciu o fotosy wydaje mi się, że bardziej odpowiednia w tej roli jest występująca w niej na zmianę Anna Seniuk? W ogóle momentami można odnieść wrażenie, że do pewnego stopnia obcujemy z maskami zdjętymi przed laty. Diamentami, które pozostały w popiele po wygasłym żarze? Można też zastanawiać się na ile wiek bohaterów przywoływany jest środkami aktorskimi, a na ile wynikiem kondycji samych wykonawców.


Na mnie największe wrażenie wywarł Daniel Olbrychski, który, poza scenicznym uobecnieniem postaci, dodaje charakterystyczne cechy swojego indywidualnego stylu, znanego z poprzednich ról, a przejawiającego się w modulacjach głosu, ruchach podbródka.

 

Zar 4

 

A nerwowe przebieranie palcami wyrażać może zarówno niezręczność sytuacji, w której znalazł się Konrad, w pewnym sensie wciągnięty w pułapkę, jaką być może zastawił niegdyś na polowaniu na Henrika, ale i stanowić pozostałość po dawnej pasji pianistycznej bohatera, a co za tym idzie przebiegania nimi po klawiaturze. A skoro jest on Polakiem, to stereotypowo rzecz dotyczyć musiała Chopina i jego Poloneza-fantazji As-dur op. 61. 

 

 Zar 5

 

Aktorom nie ułatwia zadań wątłość materiału dramaturgicznego. Wszystko jest prawie wiadome od samego początku, a zatem cały ciężar spoczywa na osobowościach wykonawców, zdolnych skupić na sobie uwagę widzów i utrzymać ją przez wspomniane półtorej godziny. Nie w pełni się to udało tym razem. Wcześniej z wyzwaniem tym zmierzyli się w Teatrze Narodowym w 2007 roku Zbigniew Zapasiewicz, Ignacy Gogolewski i Danuta Szaflarska. Na tym tle powstała też opera Marca Tutina, w której jednak przeszłość jest nie tylko wspomnieniem, ale wprost ożywa.

                                                            Lesław Czapliński