Przegląd nowości

Romantyzm ujęty w klasycyzujące ramy

Opublikowano: czwartek, 29, styczeń 2026 21:09

Taki był program piątkowego koncertu krakowskich filharmoników pod dyrekcją Michała Klauzy, od tego sezonu ich dyrektora artystycznego. Zostanie on powtórzony nazajutrz oraz zaprezentowany w niedzielę w Tarnowie. W ten sposób powraca się do praktyki z lat 70. comiesięcznych występów w drugim mieście Małopolski.

 

Filharmonia krakowska 619

 

Na początek dano Symfonię G-dur Jana Engela, osiemnastowiecznego kompozytora związanego z kapelą katedry św. Jana w Warszawie. Jedyny portret, jaki po sobie pozostawił, to utwory, które przetrwały do naszych czasów, gdyż nie dysponujemy żadnymi jego podobiznami.

 

Filharmonia krakowska 617

  

Dzięki lekkiej, „mozartowskiej“ artykulacji wydobyto z otwierającego ją Allegra assai cały jego klasyczny wdzięk z właściwym zarazem dla niego pulsem. Spokojnie płynące Andante zawieszone zostaje jakby w zapytaniu, a niewielkich rozmiarów Presto sprawia wrażenie z konieczności dopisanego, pozostając w dysproporcji wobec poprzedzających je ogniw. Czy można zaryzykować twierdzenie, że, gdyby Mozart żył w XX wieku, to komponowałby jak Francis Poulenc? Jego utwór, skromnie określony jako Sinfonietta, powstał na brytyjskie zamówienie i w charakterze punktu odniesienia wskazano twórcy Symfonię „Klasyczną" Prokofiewa.


Powstała jednak kompozycja bardziej rozbudowana i wznosząca się ponad zwykły pastisz. Jakby Poulenc chciał udowodnić sobie i światu, iż stać go na napisanie większej absolutnej formy orkiestrowej, jedynej w jego dorobku. Czteroczęściowej niczym pełna symfonia, a Michał Klauza za sprawą brzmienia przydał jej nieco monumentalnych znamion, zdecydowanymi uderzeniami w kocioł zaznaczając wejścia w Allegro con fuoco. Następujące Molto vivace stanowi apoteozę czystego ruchu. Rejestr liryczny w znacznej mierze wypełnia część pierwszą oraz trzecią - Andante cantabile. Na dwudziestowieczne pochodzenie utworu wskazuje wszakże wprowadzenie jazzujących motywów w finale oznaczonym po francusku Très vite e très gai, a przez moment zaznacza się w nim nawet jakby z lekka sonoryzująca aura dźwiękowa. W tych ramach zaistniał  świat schubertowskich pieśni.

 

Filharmonia krakowska 616

 

W zaprezentowanym ich wyborze dominuje aura melancholijnego smutku. Ich porą jest noc, a przestrzenią pejzaż zasnuty mgłami. To już świat zdecydowanie romantycznej wrażliwości, a od strony muzycznej pieśni deklamacyjnej, ściśle podążającej za znaczeniem tekstu. Jedynie Oda do muzyki oraz śpiew Małgorzaty przy kołowrotku z pierwszej części Fausta Goethego zachowują zwrotkowy charakter. Soliście oraz dyrygentowi udało się utrzymać kameralny charakter tych wokalnych miniatur, a instrumentacja Maxa Regera mimo wszystko nie jest przytłaczająca, z czym zwykło się kojarzyć późny romantyzm niemiecki. Dobrze znany krakowskiej publiczności operowej Patrick Kabongo Mubenga to tenor di grazia według włoskiej klasyfikacji. A więc lekki z predyspozycją do otwierania się na wysoki rejestr, tu jednak nieobecny. Najlepiej odnalazł się w Nocy i snach oraz w Litanii do Wszystkich Świętych, wykorzystujac swoje doświadczenie wyniesione z repertuaru belcantowego w zakresie płynnego kształtowania frazy w ustępach kantylenowej natury. W wyraźnie udramatyzowanym Królu Olch zabrakło mi różnicowania za pomocą barwy głosu lub artykulacji wypowiedzi należących do ojca, syna i słyszanego przezeń w malignie zewu Króla Olch.


W Małgorzacie przy kołowrotku śpiewak wprowadził znaczną dozę ekspresji, przedłużając fermatę na słowie „pocałunek“, tworząc w ten sposób kulminację w wypełniającej pieśń wspomnieniowej narracji. Wydobył też dramatyczny potencjał zawarty w Prometeuszu do wiersza Goethego, w którym rzuca on harde wyzwanie Zeusowi i pozostałym olimpijskim bogom w duchu Oświecenia wyzwalającego człowieka z okowów przesądów.

 

Filharmonia krakowska 618

 

Starożytni potrafili docenić bunt tego tytana w interesie ludzkości, w przeciwieństwie do chrześcijan, nie dostrzegających podobnych pobudek w symbolicznej figurze Szatana, poza nielicznymi jak Swinburne. 

 

Filharmonia krakowska 620

 

Tak oto przebiegła muzyczna wędrówka przez trzy wieki muzyki, a więc zarówno czasy, w których panowały uniwersalne normy estetyczne, jak i tych, kiedy dochodziły do głosu narodowe odrębności i temperamenty, znajdujące wyraz i przybierające dźwiękowy kształt w powstającej wtedy twórczości. Po poście, wymuszonym przez święta i karnawał, gdy ze scen i estrad sączą się bez wyjątku kolędy i straussy, mogłem po raz pierwszy w Nowym Roku na nowo spragniony muzyki zanurzyć się  w odpowiadającym mi repertuarze.

                                                        Lesław Czapliński