Przegląd nowości

120 minut Sodomy albo Inicjacja młodego reżysera

Opublikowano: niedziela, 11, styczeń 2026 16:08

Bo tyle czasu w zamku Silling spędzają widzowie krakowskiego Teatru Nowego. Zamiast 120 dni jak to jest w oryginale. A faktycznie w jakimś współczesnym mieszkaniu na grodzonym osiedlu, którego właściciel bawi się w domorosłego markiza Donatiena Adolphe'a François de Sade'a, inicjujac młodych ludzi w wyzwolone zachowania seksualne.

 

Sodoma 1

 

Z uwagi na grającego go Jacka Poniedziałka cała akcja zyskuje znamiona autotematyczne. Albowiem wtajemniczanym okazuje się Piotr Mateusz Wach, dla którego jest to „wteatrowstąpienie“, ponieważ tym przedstawieniem stara się o reżyserski dyplom krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. Okazuje się on trójgłowym bohaterem spektaklu Sodoma, skoro w diegezie, mówiąc uczenie, a w świecie przedstawionym bardziej przystępnie, posiada on swoich trzech reprezentantów scenicznych. Grający go nie odznaczają się szczególną urodą fizyczną, ani charakterystycznością.


Pojawiający się jako pierwszy Grzegorz Kestranek okazuje się natomiast bardzo sprawny pod względem aktorskim, bynajmniej nie sprawiając wrażenia nowicjusza. Drugi, Patryk Sojka, jest tancerzem wykonującym brawurowe figury na pograniczu akrobacji. Trzeci, Wojciech Rybicki, podobnie w swoim zaistnieniu scenicznym w znacznej mierze odwołuje się do czynnika choreograficznego. Nadto pojawia się też taniec „jednej zasłony“, tym razem w wykonaniu kobiety Alicji Sędzikowskiej. Cała rzecz zaczyna się w tonacji nieco komediowej, niczym u Fredry, kiedy Wtajemniczający każe inicjowanemu zwracać się do siebie: „Tak, panie“, dodając zniecierpliwiony „kurwa“, na co tresowany młodzieniec. odpowiada: „Tak, panie, kurwa“.

 

Sodoma 2

 

A więc niczym Dyndalski literalnie spisujący dyktowany mu przez Cześnika list do Rejenta, w który tamten co rusz wplata „mocium Panie“. Ale później nie będzie już tak beztrosko, kiedy rozpocznie się odgrywanie ról związanych z władzą i nieodłączną od niej hierarchią, a wydane na jej pastwę ciało w swej nagości pozostaje całkowicie bezbronnym (najczęściej w takich okolicznościach zadawane były tortury). Rzecz znamienna: sam Wtajemniczający prawie do końca pozostaje w ubraniu, w tym w podkoszulku imitującym wytatuowany tors. Dochodzą do tego ryzykowne akcesoria oraz stymulujący chemsex. Drugą część poprzedza quasi-odczyt o patriarchacie, który dziś wydaje się już nieco mitycznym przeciwnikiem, chyba że go przedefiniujemy i uniezależnimy od płci, czemu według prelegenta służyć ma homoerotyzm, przełamujący tradycyjne role i dotychczasowe tabu, ale rozwój wydarzeń zdaje się temu zaprzeczać. Dziś to raczej kobiety niosą dumnie jego sztandar, jako szefowe korporacji będąc niejednokrotnie bardziej okrutne i przemocowe od swych męskich odpowiedników.


Podobnie polityczki prowadzące skuteczne kampanie wojenne. Zresztą i w przeszłości kobiety w znacznej mierze przyczyniały się do jego odtwarzania i utrwalania poprzez wychowanie dzieci i młodzieży w jego duchu, między innymi poprzez wpajanie praktyk religijnych. W okresie kontestacji z uwolnieniem seksualności wiązano szersze wyzwolenie społecznej natury, a z nagością nadzieję na przywrócenie powszechnej szczęśliwości w imię utopijnego „raju teraz“, jak brzmiał tytuł słynnego przedstawienia Living Theatre.

 

Sodoma 3

 

W widowisku Teatru Nowego seksualność posiada zaś różne oblicza, poza jedną, a mianowicie radością, której na próżno by szukać. Może dlatego, iż w tym wszystkim nie ma sfery uczuciowej, lecz czysto instrumentalne i przedmiotowe traktowanie partnera, a nie osoby, na podobieństwo zabawki czy lalki erotycznej, do czego dorośli ludzie mają skądinąd prawo pod warunkiem dobrowolności. Drugą część w znacznej mierze wypełnia metonimiczna sekwencja orgii przetransponowanej na serię wysmakowanych kompozycji z upozowanych nagich ciał, odznaczających się znaczną urodą plastyczną, ale pod względem zmysłowym zimnych niczym arktyczny mróz, który spłynął właśnie nad Polskę. Do pewnego stopnia można mówić w tym przypadku o rzekomej rajskiej niewinności, a o wiele bardziej obsceniczne okazują się często sytuacje z dozowaniem cielesności i związanym z tym napięciem. Jeśli coś spina i trzyma dramaturgię spektaklu to elekroniczna oprawa muzyczna Michała Smajdora, na którą składają się niepokojące ostinata, ale i ciągłe bloki dźwiękowe mniej rzucające się w uszy, ale podprogowo kształtujące przeżycia publiczności w pożądanym dla twórców kierunku.


Na przypisywane jej znaczenie wskazuje umieszczenie nazwiska kompozytora zaraz po reżyserze i autorach tekstu (Piotr Mateusz Wach I Eliasz Niezgoda), a przed odpowiedzialnymi za stronę wizualną (Jakub Kotynia).

 

Sodoma 4

 

Znaczne wrażenie wywiera i na dłużej zapada w pamięć dynamiczna sekwencja zabawy sylwestrowej, w której agresywnej ścieżce dźwiękowej towarzyszą nie mniej porażające, migotliwe efekty świetlne (Wojciech Kiwacz) i ruch postaci złożony z jego urywanych faz (chor. Szymon Dobosik). Choć Sodoma przy ulicy Krakowskiej 41 okazuje się artystycznie oswojona i nie pociągająca większych niebezpieczeństw w związku ze wstąpieniem w nią (patronują jej dwa smoki wawelskie, należące do stałego, mobilnego wystroju sceny), to dla równowagi dziś udaję się na „Purytanów“.

                                                                    Lesław Czapliński