Przegląd nowości

Muzyczne rodziny w gościnie u Stefańskich

Opublikowano: czwartek, 18, grudzień 2025 14:04

Gdzie, jak nie w Salonie im. Haliny Czerny i Ludwika Stefańskich, których tradycje kontynuuje ich córka Elżbieta, jest najbardziej odpowiednie miejsce dla występów muzycznych rodzin? Dodatkowy patronat pochodzić może od wielopokoleniowego rodu Bachów, choć tym razem wysłuchaliśmy wyłącznie kompozycji tego najsławniejszego - Johanna Sebastiana. 

 

 U Stefanskiej 4

 

Panie Domu - Elżbieta Stefańska i Mariko Shioya - zagrały we własnym układzie na cztery ręce między innymi słynną Arię na strunie G z III Suity orkiestrowej D-dur BWV 1068, poprzedzoną wszakże rodzimymi rytmami Poloneza Józefa Elsnera. Między innymi po Bacha, a także miniatury  Aleksandra Tansmana sięgnęli Anna Boczar i Bartłomiej Kominek z synami Michałem i Maciejem. Wydarzeniem tego popołudnia był wszakże gościnny występ Agaty i Elżbiety Sapieszyn w duetach skrzypcowych. Ich minirecital rozpoczął się, zgodnie z praktyką przyjętą tego dnia, od transkrypcji Bachowskich Inwencji dwugłosowych nr 14 i 15, BWV 785 i 786. 


Nie lada atrakcją było wysłuchanie Sonaty na ostatnią noc Adwentu siedemnastowiecznego kompozytora włoskiego Aldebrando Subissatiego, przez dziewięć lat związanego z dworem Jana II Kazimierza. Utwór ten posiada narracyjny charakter o kontrastowym przebiegu i niezbyt często bywa wykonywany. Na koniec usłyszeliśmy opracowania Trzech Psalmów Mikołaja Gomółki.

 

U Stefanskiej 2

 

Agata Sapiecha, zasłużona dla propagowania wykonawstwa historycznego w Polsce, kierując zespołem Il Tempo, grała na skrzypcach barokowych, a w miniaturach Gomółki na oryginalnych polskich skrzypkach zwanych mazankami, natomiast córka Elżbieta na współczesnym instrumencie. Dzięki temu niejednorodnemu zestawieniu zaprezentowane utwory zyskały nieoczekiwane oblicze brzmieniowe.

 

U Stefanskiej 3

 

A po muzyce przyszedł czas na rozmowy o różnych tradycjach interpretacyjnych dawnej muzyki, w których, niezależnie od mniej lub bardziej ortodoksyjnego ich praktykowania, na koniec najważniejszymi wszakże okazują się indywidualne osobowości artystów. Zapału do wymiany myśli dostarczało wino i pomysłowe cukry, jak zawsze przygotowane przez Mariko Shioyę, którą wcześniej mieliśmy okazję podziwiać od strony klawesynowej klawiatury. Dało mi to asumpt, by podsunąć pomysł dołączenia dodatkowego imienia Gioacchina, skoro zadomowiona w Polsce japońska muzyczka potrafi tak udatnie łączyć obydwie sztuki na podobieństwo Mistrza Rossiniego.

                                                                  Lesław Czapliński