Mimo, że ten student też jest już... profesorem. Oratorium Quo vadis op. 30 bn Feliksa Nowowiejskiego wprowadził na estradę Filharmonii Krakowskiej Jerzy Katlewicz, którego imię nadano przed miesiącem sali koncertowej. A zagrano je wtedy w polskiej wersji językowej dla uczczenia dwudziestopięciolecia... Polski Ludowej.

Widocznie po dzieło to sięga się zawsze od święta, skoro tym razem wykonano je z okazji tysiąclecia koronacji Chrobrego. A dyrygujący nim Piotr Sułkowski, profesor bydgoskiej Akademii Muzycznej, był dyplomantem Jerzego Katlewicza, a więc w ten sposób ustanowiono poniekąd łączność pomiędzy dawnymi i obecnymi czasy. Był też dyrektorem Filharmonii Olsztyńskiej... imienia pochodzącego z Warmii Feliksa Nowowiejskiego.
Nieoczywista była jego droga do polskości i autorstwa muzyki do Roty. Podobnie jak Czech Fryderyk Smetana, Litwin Mikalojus Konstantinas Čiurlionis czy Łotysz Jāzeps Vītols w pełni przyswoił sobie ojczystą mowę dopiero jako osoba dorosła (Lisztowi nigdy się to nie powiodło). Początkowo bowiem związany był z niemiecką kulturą muzyczną.
Również Quo vadis, jego najsłynniejsze dzieło, które zyskało międzynarodowy rozgłos, skomponowane zostało do libretta Antonii Jüngst w tym języku. Wykonywane było w Czechach, w Niemczech, w Holandii i w Stanach Zjednoczonych. A po wojnie w Poznaniu, z którym Nowowiejski związany był przez dużą część swego życia: w 1966 roku w Operze pod batutą Roberta Satanowskiego oraz współcześnie w 2006 roku w Filharmonii pod dyrekcją Łukasza Borowicza. W obydwu wypadkach po polsku.

Później zmieniły się muzyczne gusty i rzadziej po nie sięgano, gdyż, niczym eklektyzm w ówczesnej architekturze, nie jest dziełem jednorodnym stylistycznie. Łączy patos orkiestrowych tutti z ustępami bardziej lirycznej natury oraz z właściwą dla muzyki religijnej kontemplacyjnością (Nowowiejski komponował również msze). Nie sposób wszak odmówić mu swobodnego posługiwania się rozbudowanym aparatem wokalno-instrumentalnym ze zwielokrotnioną obsadą blachy i perkusji, ośmiogłosowym chórem (przygotowanym przez Janusza Wierzgacza) i solistami.
Pewne reminiscencje głównego motywu przewodniego pozostają uchwytne w Uwerturze uroczystej Dmitrija Szostakowicza, który być może miał okazję zetknąć się z tym utworem w dzieciństwie? Piotr Sułkowski posiada znaczne doświadczenie w wykonywaniu tego dzieła, prezentując je kilkakrotnie z Filharmonią Olsztyńską (Warmińsko-Mazurską) i nagrywając na płyty po niemiecku.

W swojej interpretacji położył nacisk na monumentalizm formy i potęgę brzmienia wzmocnionego przez organy (kompozytor sam na nich grywał) z Michałem Białko za klawiaturami. Szczególnie barwnym malarstwem dźwiękowym odznaczały się introdukcja Maestoso drammatico, a następnie chór Der Götter Zorn der Rache Strahl ukazujące grozę pożaru trawiącego Rzym, z pasażami fletów naśladującymi pełgające płomienie.
Skoro zaczyna się od pożogi, to napięcie musi rosnąć i kulminować w Marszu pretorian oraz żądaniu zemsty w solo ich dowódcy Gruß und Heil des göttlichen Nero!, podejmowanym przez chór Christianos ad leones!. Występujący w tej partii Wojciech Gierlach, śpiewak o przepastnym basie, imponował schodzeniem do dźwięków najniższych dla tego głosu. Dwie pierwsze sceny przedstawiające świat rzymskiego imperium przeciwstawione są dwóm pozostałym, dotyczącym wspólnoty chrześcijańskiej, i kiedyś rozdzielane były przerwą.
Dużą siłą ekspresji odznaczał się przywołujący nabożeństwo chór a cappella z towarzyszeniem organów odpowiadający na wezwania Kapłana (Szymon Maziarz). Głosem tej społeczności jest Ligia, która podejmuje dialog że Świętym Piotrem. Scena ta kończy się chóralną apostrofą do Boga Der Herr segne dich und behüte dich…. W partyturze oznaczono ją „z oddali“, a więc stłumienie dobiegającego śpiewu dyrygent osiągnął poprzez odwrócenie się zespołu w stronę organów, symbolizujących zarazem ołtarz, wprowadzając tym samym czynnik dramatyczny.
Partia Świętego Piotra w ujęciu Tomasza Kumięgi odznaczała się wewnętrznym skupieniem, zwłaszcza w ustępie poprzedzającym spotkanie z Jezusem, kiedy pada słynne pytanie: Quo vadis, Domine?, od którego tytuł wzięła powieść Henryka Sienkiewicza i oparte na niej oratorium Nowowiejskiego.
Z kolei dramatyczny sopran Wioletty Chodowicz jako Ligii musiał pokonywać gęstą orkiestrację, co wymagało od artystki odwoływania się tym razem do mocniejszej dynamiki. O uczoności partytury świadczy opanowanie techniki polifonicznej, najpełniej dochodzącej do głosu w finałowej fudze na słowie Amen. W dobie ponowoczesności, kiedy wewnętrzna spójność przestała być estetycznym ideałem, hybrydowe formy jak symfonie Gustava Mahlera czy właśnie oratorium Nowowiejskiego, odzyskują uznanie i popularność, a więc i miejsce w koncertowym repertuarze.
Lesław Czapliński