Gdy po wiedeńskiej prapremierze Orfeusza i Eurdyki do włoskiego libretta i z kastratem Gaetano Guadagnim w tytułowej roli, Christoph Willibald przygotowywał dla Paryża ich francuską wersję, musiał dostosować się do miejscowych gustów i zwyczajów. Śpiewaków operujących wysokim głosem za cenę okaleczenia uważano tam za wynaturzenie. Należało zatem przetransponować tę partię na haute-contre, francuską odmianę wysokiego tenora, oraz dodać ustępy orkiestrowe, do których można było stworzyć układy baletowe. Dla Josepha Legrosa, Gluck dopisał na koniec pierwszego aktu brawurową arię L'espoir renaît dans mon âme z wirtuozowskimi melizmatami.

W Polsce zazwyczaj francuską wersję grywa się w prawie o wiek późniejszym opracowaniu Hectora Berlioza dla Pauline Viardot, a więc głos mezzosopranowy (na przykład Opera Krakowska w 2013 roku z Agnieszką Rehlis), co podyktowane jest brakiem tenorów o odpowiedniej giętkości artykulacyjnej i swobodnie poruszających się w górnym rejestrze. Wczoraj Capella Cracoviensis powróciła do oryginalnej redakcji paryskiej. W głównej partii wystąpił hiszpański artysta Juan Sancho. W jego wykonaniu zabrakło mi jednak niewymuszonej lekkości w kreśleniu efektownych ornamentów, a w górze skali wyczuwało się brak zdecydowanej pewności intonacyjnej.

A zatem w uszach pamięci pozostanie mi łatwość pokonywania tego rodzaju pasaży przez niezapomnianą Ewę Podleś, która pozostanie, jak na razie, Orfeo assoluto. Eurydyką była Dorota Szczepańska, a Amorem Michalina Bienkiewicz. Zgodnie z decorum właściwym dla francuskiego klasycyzmu pojawiający się na początku drugiego aktu chór Cieni Quel est l'audacieux tonował swoją grozę znaczną dozą elegancji w przeciwieństwie do złowrogich furii w wersji włoskiej. Grającą na instrumentach historycznych orkiestrę i chór Capellæ Cracoviensis oraz solistów poprowadziła Camille Laforge. Pod jej batutą zwracało uwagę wrażliwe kształtowanie planów dynamicznych oraz operowanie instrumentalną barwą, szczególnie dochodzące do głosu w ustępach orkiestrowych.
Lesław Czapliński