W okresie przedświątecznym Opera Krakowska po raz drugi w Polsce sięgnęła po jednoaktowe dzieło Gian-Carla Menottiego Amahl i nocni goście (premiera 29 listopada), wcześniej wystawione w warszawskim Teatrze Wielkim w 1990 roku. Utwór ten powstał jako opera telewizyjna i zapoczątkował dzieje tego gatunku. Kompozytora i librecistę w jednej osobie podobno zainspirować miał obraz Hieronima Boscha Pokłon Trzech Króli. Akcja rozgrywa się w Palestynie w czasach, gdy urodzić się miał Jezus.

Tytułowy Amahl to chromy dwunastolatek, który swoje kalectwo rekompensuje skłonnością do marzycielstwa. A zatem Matka, z którą żyje w ubóstwie, początkowo nie chce uwierzyć w jego opowieść o wizycie trzech egzotycznych gości, których olśniewające błyszczącą materią stroje stanowią wytwór wyobraźni Anny Sekuły, autorki kostiumów do tego przedstawienia.

A towarzyszy im orszak nie mniej fantastycznych stworów. Odtąd inscenizacja przybiera postać feerii, a niezwykli przybysze postanawiają dary przeznaczone dla Jezusa przekazać rodzinie pozostającej w potrzebie, niejako ustanawiając w ten sposób obyczaj ofiarowywania prezentów z okazji ich święta. W rzeczywistości we Włoszech czyni to nieco demoniczna wróżka Befana, stąd zapewne autor wolał nieco zmodyfikować związany z tym obyczaj.
Ostatecznie następuje cud uzdrowienia Amahla, a reżyser Włodzimierz Nurkowski ze swej strony dodał ramę, zgodnie z którą cała historia okazuje się snem nieprzytomnego, współczesnego Amahla, pobitego przez hałastrę podchmielonych przechodniów. Mimo to ponownie odzyskuje sprawność, gdyż jest to widowisko przeznaczone dla młodego widza i musi posiadać szczęśliwe zakończenie.

Osobiście wolałbym, aby zamiast tego odnalazł jakiś przedmiot po tajemniczych gościach, świadczący, iż to niezwykłe spotkanie naprawdę miało miejsce. Tytułową rolę Menotti powierzył głosowi chłopięcemu, stąd na premierze wystąpił w niej Gabriel Golik, ze znacznym powodzeniem radzący sobie z partią napisaną bez taryfy ulgowej ze względu na wiek.

Interesująco zaprezentowała się Iwona Socha jako jego Matka, choć przyszło się jej zmierzyć z tessyturą pomiędzy sopranem a głosem średnim. Jej śpiew odznaczał się znaczną dozą ekspresji, szczególnie w przejmującej arii-skardze na przypadającą jej dolę Całe to złoto. Utrzymanej w stylistyce oper werystycznych, w którym to repertuarze artystka ta najczęściej obecnie występuje. Jako trzej królowie pojawili się: Jarosław Bielecki (Kasper), Wołodymyr Pańkiv (Baltazar) i Michał Kutnik (Melchior).
Co prawda w śpiewanym tekście Amahl napomyka, iż jeden z nich jest czarny, ale próżno by szukać odpowiedniej charakteryzacji, gdyż zgodnie z panującymi obecnie przesądami miałoby to być czymś rasistowskim i ubliżającym. Zarazem jednak, jakby chcąc zadośćuczynić kontrowersjom związanym z poprzednią premierą Ariadny na Naksos, w chórze Pasterzy w polskim przekładzie występują nieobecne w angielskim oryginale arabskie imiona jak Omar, Mustafa czy Lejla.
Niestety nie podano autora tłumaczenia, a więc nie wiadomo, czy zostało ono dokonane na potrzeby tej inscenizacji, czy skorzystano z poprzedniego Zofii Kierszys? Orkiestra w uszczuplonym składzie bynajmniej nie jest pozbawiona instrumentacyjnej pomysłowości (kier. muz. Andrzej Korzeniowski), co jest może zasługą Samuela Barbera, będącego jej współtwórcą?
Z kolei w tańcu Pasterzy daje znać o sobie dyskretna stylizacja orientalna. Nie do końca przekonuje mnie sztuczne nagłośnienie, wypaczające nieco proporcje. Zastosowano je zapewne, aby polski tekst lepiej docierał do widzów, choć i tak jest on wyświetlany. Być może uwzględnia się jednak możliwości w tym względzie bardzo młodej publiczności? Zarazem można już przypuszczać, iż tradycyjny orszak Trzech Króli 6 stycznia 2026 wyruszy tym razem właśnie z Opery Krakowskiej?
Lesław Czapliński