Skrócony przegląd muzyki niemieckiej zafundował nam Festiwal trzy- czte- ry kierowany przez znakomitego pianistę i aktywnego organizatora życia muzycznego Macieja Grzybowskiego. Wszystkie pozycje składające się na 6. koncert ciekawego cyklu zostały dobrane ze smakiem i wyobraźnią. Wyszukano też czworo znakomitych wykonawców, którzy wymieniali się na estradzie, by w ostatnim utworze wystąpić w komplecie – Olga Pasiecznik – sopran, Aleksandra Świgut – fortepian, Jarosław Nadrzycki – skrzypce oraz Andrzej Ciepliński – klarnet. Należy przy tym podziwiać wszechstronność wykonawców, którym bliskie były zarówno dzieła klasyczne, romantyczne, modernistyczne, ekspresjonistyczne i awangardowe.

W żadnym z utworów kameraliści nie czuli się nieswojo, żadnego nie potraktowali „po łebkach", jako mniej ważnego czy też poważnego. Swoją drogą, jak zauważył Marcin Majchrowski z radiowej „dwójki” w krótkim tekście wprowadzającym w istotę dobranej muzyki, „niby to światy nieporównywalne, a jednak gdzieś w głębi łączy je bardzo wiele, sięgają przecież sedna ludzkiej wrażliwości”. Czy Schubert był bardziej wrażliwy od Hindemitha albo Albana Berga, a Widmann ustępował swą zdolnością odczuwania Beethovenowi? Takie pytania, z pozoru oczywiste, w konfrontacji z tworzoną na estradzie muzyką, do której artyści dokładali maksimum swej pasji, talentu i wrażliwości właśnie tracą sens. Raczej poszukuje się w tych dziełach uniwersalności, choć przemawiającej do nas różnymi językami, odnajdujemy także różne akcenty i postawy charakterystyczne dla kultury (niemieckiej), w której wyrośli twórcy. W koncercie wszystko było poukładane prawie proporcjonalnie, bo były trzy utwory wokalno-instrumentalne i dwa czysto instrumentalne. Artyści się wymieniali, ale nawet pianistkę, którą zwykle traktują słuchacze jako akompaniatorkę, zwolniono z obecności na estradzie podczas bardzo skromnych obsadowo, ale muzycznie pełnych natchnienia, subtelnych i wyrafinowanych Duetach na skrzypce i klarnet Paula Hindemitha.
Język niemiecki występował trzykrotnie, najpierw w nostalgicznej pieśni Schuberta Pasterz na skale, gdzie słowa wzięto od Wilhelma Müllera, następnie aż siedmiu autorów złożyło się na cykl dedykowany własnej żonie Albana Berga, a potem w ultra nowoczesnym i przejmującym cyklu Poematy umarłej lipy, z udziałem fortepianu także preparowanego, gdzie kompozytor Jörg Widmann posłużył się tekstem niemieckiej autorki Diany Kempff, notabene córki słynnego pianisty Wilhelma Kempfa.

W tych ostatnich pieśniach przejawił się żal i gniew wyrażony niekonwencjonalnymi środkami po utracie drzew, które dla niemieckich poetów stanowiły najbardziej charakterystyczny, tak jak i u nas dla Kochanowskiego, synonim spokoju, szczęścia, także świadka nieszczęśliwej miłości.

Trzeba na koniec zwrócić uwagę na kreację Olgi Pasiecznik, która swym świetnie postawionym głosem potrafiła zarówno zanurzyć się w tajemniczość Schubertowskiego romantyzmu, secesyjne zawiłości Albana Berga, a także wymagającej czasami szeptu pieśni Widmanna. Nawet suknia śpiewaczki nawiązywała kolorystyką do stylu malarskiego Gustava Klimta, gdzie tak istotnym tematem były symbole. To także dlatego koncert festiwalu trzy- czte- ry pozostawił wiele niezatartych wrażeń.
Joanna Tumiłowicz