West Side Story, jeden z legendarnych klasyków nowego dramatu muzycznego, znanego pod nazwą musical, pochodzi z roku 1955, a jest rezultatem współpracy kompozytora Leonarda Bernsteina (1918-1990) z choreografem Jerome Robbinsem (1918-1998), scenarzystą Arthurem Laurentsem (1917-2011) i Stephenem Sondheimem (1930-2021), autorem ostatecznej wersji tekstu.
Podstawą akcji jest klasyczny dramat Szekspira Romeo i Julia, dramat miłości niemożliwej z powodu konfliktu rodzin, do których należą kochankowie, przeniesiony w zupełnie inną scenerię – ulic Nowego Jorku, gdzie konkurują ze sobą dwa gangi: Jets (Odrzutowce), biali Amerykanie i Sharks (Rekiny), kolorowi Portorykanie, świeżo tu osiedleni. Romeo, to w tym wydaniu Tony, były Jet, który konflikty uliczne już porzucił, by zacząć normalne amerykańskie życie. Julia to Maria, niedawno przybyła do Stanów, związana z gangiem Sharków, jest bowiem siostrą ich przywódcy, Bernardo.

Tak jak u Szekspira: miłość jest silniejsza od rodzinnych więzów, i tak jak u Szekspira, wszystko kończy się śmiercią: zanim kurtyna zapadnie na końcu drugiego aktu, ponoszą śmierć: Bernardo, Tony i Maria. Konflikt między dwoma bandami wydaje się absurdalny – mają walczyć kto ma prawo do małego odcinka ulicy – ale jest to tylko pretekst: właściwym podłożem nienawiści są konflikty społeczne, rzeczywistość, w której właściwie nie ma miejsca ani dla Jetów ani dla Sharków.
Dzieli ich tylko fakt, że o ile jedni (Sharks) są pierwszym pokoleniem migrantów, to drudzy – Jets, drugim, bo urodzili się już w Ameryce, ale w gruncie rzeczy ani dla jednych, ani dla drugich nie ma tu miejsca.
A droga dla awansu społecznego nie stoi dla nich otworem. Pod tym względem sytuacja nie różni się od stanu dzisiejszego – w Danii też znamy bardzo krwawe konflikty między tubylcami (bardziej lub mniej rodowitymi Duńczykami) a migrantami („czarnymi”), drugim, a nawet trzecim pokoleniem migrantów z Turcji i krajów arabskich. Młodzi i sfrustrowani nie walczą o terytorium, lecz o miejsce w hierarchii społecznej, w systemie, który segreguje ludzi na „lepszych” czy „gorszych”.
To, co wyróżnia West Side Story od innych przedstawień, to genialna choreografia, między innymi scen walki lub scen, gdzie przynależność społeczna aktualizuje się poprzez muzykę: Jets tańczą w rytmach jazzowych, Sharks w południowoamerykańskich. Przedstawienie kopenhaskie jest wyjątkowo „spójne”: charakteryzuje je wysokie tempo, energia tańca, zgrabne manipulowanie wszystkimi wymiarami sceny (kilka poziomów, które poruszają się w górę i w dół. Naprawdę oryginalna jest koncepcja umieszczenia całej orkiestry symfonicznej na ruchomym podium w głębi sceny: orkiestra zjeżdża i wjeżdża grając, co dodaje sporo dynamiki do akcji scenicznej.
Młodzi wykonawcy, w większości wykształceni w licznych już dzisiaj akademiach musicalowych, tańczą, śpiewają i odgrywają sceny teatralne w sposób bardzo dynamiczny, cała scena wibruje, dekoracje zmieniają się płynnie, gra świateł nie tylko na scenie, ale też i na widowni, podkreśla tempo i werwę przedstawienia.
Tu znajdziemy sceny zbiorowe, wokalno-taneczne: Jet song, Amerika, I feel pretty, Gee, officer Krupke. West Side Story to także sentymentalna historia miłosna, odgrywa się ona jakby poza czasem i przestrzenią, w specjalnej „ponadczasowej” i wiecznie aktualnej przestrzeni odwzajemnionej, lecz z góry skazanej na fiasko miłości.

To tu mamy piękną „arię” Maria Tonyego, duety: Tonight, One hand, one Heart i Somewhere. W rolach głównych występują Mikkel Hoé jako Tony i Linda Arunee Dreck jako Maria. Na słowa pochwały zasługują nie tylko oni, ale również inni soliści. Doprawdy nie ma tu podrzędnych, taniec, śpiew, choreografia i dekoracje są na bardzo wysokim, międzynarodowym poziomie. Musical został przetłumaczony na język duński, teksty śpiewane są w języku angielskim, dialogi niestety nie. Duńska wersja językowa nie jest najwyższego lotu, a dialogi mówione przerobione zostały na zbyt współczesny, slangowy język.
Eva Maria Jensen