

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościBukareszteńscy filharmonicy w Krakowie
Strona 2 z 3
Wymieniano się archaicznie brzmiącymi ekscelencjami, jakby nie należało tego wszystkiego dawno zostawić za sobą, nie tyle nawet w XX wieku, ile już XIX, zważywszy że obydwa kraje były kiedyś socjalistycznymi. Najmniej uwagi poświęcono natomiast tym najważniejszym, bez których życie muzyczne nie miałoby sensu. A więc publiczności. W świecie takie uroczystości mają na ogół zamknięty charakter, zresztą tak było w przypadku niedawno obchodzonego jubileuszu 80-lecia PWM. Koncert otworzyła I Rapsodia rumuńska A-dur op. 11 George'a Enescu. Jest to właściwie potpourri czyli wiązanka motywów folklorystycznych, w tym charakterystycznej „ciocârlii” czyli skowronka, in crudo, a więc cytowanych właściwie w nieprzetworzonej postaci, zapowiadając o trzy lata późniejszą Hora staccato Grigoraşa Dinicu, która zdobyła o wiele większy rozgłos w świecie. W mojej pamięci odżyło natomiast wspomnienie wykonania tejże rapsodii z o wiele większym wyczuciem, a zarazem zacięciem w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych przez Orkiestrę Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie pod dyrekcją Krzysztofa Missony, co jeszcze raz unaocznia jaką stratą była beztroska decyzja o likwidacji tego zespołu w wolnej Polsce.
Wydaje się ona bardziej odpowiednia na bis, na który tym razem wybrano nie mniej efektowną klezmerską melodię taneczną, finałowy fragment z Rapsodii na tematy mołdawskie op. 47 Mieczysława Weinberga, utrzymanej w podobnej stylistyce, choć napisanej o całe półwiecze później. Osobiście wolę II Rapsodię rumuńską D-dur, choć opus 11 Enescu niewiele ma wspólnego z właściwym mu stylem kompozytorskim, o czym można się było wkrótce przekonać na przykładzie Symfonii koncertującej h-moll op. 8, pochodzącej mniej więcej z tego samego okresu. To muzyka wręcz ascetyczna, pozbawiona zewnętrznej okazałości, gdyż nie był on melodystą i kolorystą, lecz przywiązywał szczególną wagę do czynnika konstrukcyjnego rządzącego rozwojem materiału tematycznego. Dotyczy to wymagającej partii solowej, prawie nieprzerwanie rozpościerającej się ponad surowo ukształtowaną harmoniką towarzyszącej orkiestry. O tyle niewdzięcznej, że nie stwarzającej instrumentaliście okazji do popisu posiadaną techniką. Przeważają wolne tempa, wymagające zdolności do znacznej koncentracji zarówno od muzyków, jak i słuchaczy. Jaemin Han, dziewiętnastoletni wiolonczelista koreański potrafił zapanować nad odpowiednim przeprowadzeniem rozwoju formy, a przy tym ujmował szlachetnym brzmieniem swego instrumentu. Chętnie usłyszałbym go w utworze w szerszym zakresie ukazującym jego kunszt, na przykład w utrzymanym w tej samej tonacji II Koncercie przywołanego już Dvořáka. Wszystkie podnoszone na początku zastrzeżenia i wątpliwości repertuarowej natury poniekąd uczyniła bezprzedmiotowymi interpretacja przez rumuńskich gości jego „Szóstej“ D-dur op. 60, która w całości wypełniła drugą część po przerwie. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||