Opera (melodramma) Il furioso nell’isola di San Domingo (Szalony na wyspie San Domingo) do libretta Iacopo Ferrettiego miała zainaugurować nowy sezon w rzymskim Teatro Valle. Donizetti podpisał kontrakt w drodze powrotnej z Mediolanu, gdzie triumfalnie zadebiutował w Teatro della Canobbiana Napojem miłosnym.

Jego współpraca z librecistą przywołanej melodrammy odbywała się jednak głównie na odległość ze względu na liczne zobowiązania, które wymagały obecności kompozytora w Neapolu. Pomimo wątpliwości Donizettiego odnośnie jakości obsady i orkiestry w Teatro Valle (ale nie własnej partytury, z której „nie był niezadowolony”) nowa opera spotkała się z niezwykłym sukcesem podczas prapremiery w styczniu 1833 roku.
Od tamtego czasu była wielokrotnie wznawiana na całym półwyspie, stając się ważną pozycją repertuaru operowego i najczęściej wystawianym tam włoskim tytułem na przestrzeni następnych dwóch dekad. Pod koniec wieku stopniowo o niej zapominano, a pierwsze dwudziestowieczne wznowienie Szalonego na wyspie San Domingo miało miejsce dopiero w 1958 roku w Sienie. Później sięgano po tę dwuaktówkę niezwykle rzadko i taki stan rzeczy trwa do dzisiaj. Na festiwalu w Bergamo zaprezentowano ją w nowym wydaniu krytycznym pod redakcją Eleonory Di Cintio.
Ogólnie rzecz ujmując rzeczona pozycja należy do przeplatającego elementy komiczne z elementami lirycznymi lub dramatycznymi gatunku semiseria, który cieszył się wówczas dużą popularnością. Jej temat został zainspirowany jednym z epizodów z powieści Don Kichot Miguela de Cervantesa. Tytułowym szalonym jest Cardenio, który na skutek zdrady swojej żony Eleonory popadł w obłęd i schronił się na wyspie San Domingo.
Pewnego dnia z powodu szalejącego na morzu sztormu dochodzi do katastrofy statku, z którego z życiem uchodzi jakaś wyrzucona przez fale na plażę kobieta. Okazuje się nią być właśnie dręczona wyrzutami sumienia niewierna żona, która wyruszyła na poszukiwanie swego męża, aby go prosić o przebaczenie. Na jej widok Cardenio wpada w gniew, a następnie rzuca się w fale oceanu.

Od niechybnej śmierci ratuje go Fernando, który przybył na wyspę, aby sprowadzić z powrotem cierpiącego brata do Hiszpanii. Ten jednak wciąż nosi się z zamiarem popełnienia samobójstwa. Wyrywa słudze pistolety, po czym proponuje Eleonorze wspólną śmierć, którą mają sobie nawzajem zadać. Kiedy jednak żona kieruje pistolet w swoją stronę, Cardenio odbiera ten gest jako dowód szczerej skruchy i prawdziwej miłości, co ostatecznie skłania go do ofiarowania Eleonorze swojego przebaczenia.
Wydawać by się mogło, że nieszablonowa treść opery zainspiruje reżysera Manuela Renge do poszukiwania ciekawych tropów interpretacyjnych. Ogranicza się on jednak do dosyć powierzchownego, choć zarazem niewątpliwie atrakcyjnego, ilustrowania szybko następujących po sobie perypetii. Otóż swoją narrację sceniczną umiejscawia on w domu zmedykalizowanej opieki dla seniora, w którym przebywa stary Cardenio.
Tym sposobem mające miejsce dziesiątki lat wcześniej wydarzenia z libretta przybierają tutaj formę jego żywych, a zarazem odległych już wspomnień. Przeplatające się ze sobą przeszłość i teraźniejszość są przywoływane obecnością dwóch - odróżniających się także pochodzącymi z innych czasów kostiumami (Aurelio Colombo) - postaci: młodego Cardenio i jego starszego sobowtóra.
Ten ostatni siedzi w małym pokoju, a pojawiające się w nim i znikające rekwizyty (na przykład miniaturowy model statku) symbolizują właśnie owe przewijające się w pamięci bohatera wspomnienia. Temu samemu służą wyjmowane przezeń z kartonowego pudła podniszczone zdjęcia. Z kolei widniejące na zamykającej sceniczny horyzont ścianie motywy egzotycznej flory i fauny skutecznie przypominają widzom o miejscu akcji. Następowaniu po sobie wspomnianych wyżej elementów poważnych i komicznych zawdzięczamy wiele zabawnych reżyserskich pomysłów.
Wystarczy chociażby wspomnieć o epizodzie z wyłaniającym się z szafy Fernando lub widoku delektującej się kąpielą w wannie Eleonory, w momencie, kiedy według libretta wzburzone morze wyrzuca tę protagonistkę na brzeg. Na zasadzie kontrastu, wręcz poetyckiego i miejscami wzruszającego wyrazu nabiera częste pojawianie się niemej postaci starszej kobiety (zapewne Eleonory), odwiedzającej Cardenio w przywołanej placówce dla starców.
Jego wymagającą i wykorzystującą niezwykle szeroką skalę głosu partię śpiewa specjalizujący się w rossiniowskich rolach buffa baryton Paolo Bordogna. Warto zresztą przy okazji zaznaczyć, że przypisanie przez Donizettiego opętanej szaleństwem postaci - tradycyjnie ucieleśnianej wówczas przez sopranistki - tego typu głosu stanowiło w tamtych czasach godną odnotowania nowość.
Bordogna utrzymuje nieustannie uwagę publiczności w napięciu godnym podziwu zaangażowaniem scenicznym, intensywną grą aktorską, a niekiedy też wywołującym wzruszenie wrażliwym frazowaniem, jak w arii Raggio d’amor parea. Entuzjazm publiczności wznieca gruzińska sopranistka Nino Machaidze, której zyskujący różnorodne barwy, dźwięczny i jasny głos w połączeniu z biegłością w koloraturach i bezbłędnym wyczuwaniem stylu belcanta nadaje postaci Eleonory, kobiety silnej, ale zdolnej do uznania swego błędu, poruszający wymiar.
W pamięci na długo pozostanie błyskotliwie przez nią zaśpiewana aria Dopo si lungu pianto, kończąca akt drugi. Od jak najlepszej strony daje się poznać młody Argentyńczyk Santiago Ballerini, celnie i atrakcyjnie portretujący ładnie nasyconym i szlachetnie brzmiącym tenorem ruszającego na ratunek brata Fernando. Ponadto pojawia się postać nawiązująca w omawianej realizacji do aktualnego jeszcze w czasie powstawania opery Donizettiego problemu kolonializmu.
Chodzi tutaj o Kaidamà, służącego-niewolnika - ucieleśnianego przez ciemnoskórego barytona Bruno Taddia – wyraźnie obawiającego się razów, które w każdej chwili mogą nań spaść ze strony jego pana Bartolomeo. W drugoplanowej roli tego drugiego błyskotliwie prezentuje się Valerio Morelli, zaś Giulia Mazzola użycza swego krystalicznego i delikatnego sopranu Marcelli, czyli córce Bartolomeo.

Imponująco brzmi chór Akademii Teatro alla Scala, szczególnie podczas niezwykle realistycznej i dramatycznej sceny burzy, w której gra orkiestry jest niemalże zagłuszana wołaniem rozbitków o pomoc. A na czele owej Orchestra Donizetti Opera stoi młodziutki dyrygent Alessandro Palumbo, z powodzeniem dbający o wyrazowo-emocjonalną zgodność warstwy muzycznej z narracją sceniczną i z charakterem kolejnych zwrotów akcji.
Leszek Bernat