Dwie nowe wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej stawiają przed publicznością odwiedzającą klockowaty obiekt obok Pałacu Kultury i Nauki aktualny i żywo komentowany problem. Chodzi o rolę kobiet w sztuce i kobiece sprawy na tle różnych cywilizacji. Obie wystawy rozpoczynają drugi rok działalności MSN. W wystawie Kwestia Kobieca 1550-2025 bierze udział blisko 200 artystek z całego świata. Prace nie są ułożone chronologicznie, ale tematycznie.

Mamy przegląd kobiecych spojrzeń na różne istotne kwestie życiowe, od wielkich dramatów biblijnych, po współczesne zmagania rodzaju żeńskiego z mężczyznami, które rozgrywają się na różnych polach. Kuratorką tej wystawy jest amerykańska historyczka sztuki Alison M. Gingeras, dla której zasadniczą sprawą jest istnienie na przestrzeni wieków kobiecego „ubezwłasnowolnienia”, zaś jego najistotniejszym obiektem wciąż pozostaje ciało.
Prace na tej wystawie zostały wypożyczone z wielu światowych instytucji, m.in. Galerii Uffizi we Florencji, Muzeum Arabskiego w Katarze, Narodowego Muzeum w Oslo, czy ważnej galerii w Monachium. Samo pojęcie feminizmu zostało stosunkowo niedawno sprowadzone do Polski, jednak kwestionowanie przewagi pierwiastka męskiego absorbowało niektóre przedstawicielki „płci pięknej” już nawet pod koniec XIV wieku. W poszczególnych salach Muzeum Sztuki Nowoczesnej mamy zatem celowo przemieszane świadectwa kobiecego punktu widzenia dziś i nawet bardzo dawno temu. Np. w niewielkiej salce „dyskutują ze sobą” Yoko Ono, wdowa po Johnie Lennonie, japońska artystka, wokalistka i feministka, oraz Artemisia Gentileschi, XVII-wieczna malarka, a właściwie jej obraz Zuzanna i starcy. Wtajemniczeni wiedzą, że była gwałcona przez swego nauczyciela, zaś jego obietnice ślubu okazały się kłamstwem. Takich zbitek historyczno-obyczajowych na wystawie jest o wiele więcej i nierzadko dotykają one najbardziej tragicznych wydarzeń, w których kobiety bywały ofiarami – Powstanie Warszawskie, żydowskie getta w czasie II Wojny Światowej, czy aktualną wojnę na Ukrainie. Druga wystawa zatytułowana Miasto kobiet składa się z czterech części odnoszących się do odrębnych kwestii.

Inne jutra zahaczają o różnorodność form życia, gdzie jest miejsce na kryzysy i rosnącą polaryzację społeczną; tutaj jest też myślenie queerowe jako przestrzeń wolności. Z trzewi wkracza w głąb ciała, w tzw. „bebechy”, gdzie jest trawienie, oddychanie i inne, często niewydolne układy fizyczne i społeczne. Jej serce wbrew tytułowi odnosi się do praw reprodukcyjnych, a w tym również doświadczenia aborcji czy poronienia. Mamy tu nawet bardzo stary wizerunek sakralny Madonny z dzieciątkiem, ale także obraz El aborto wykonany przez meksykańską malarkę Fridę Kahlo, gdzie w sposób symboliczny ukazana jest utrata dziecka, którego ta kobieta bardzo pragnęła. Wreszcie część wystawy o haśle Byłyśmy poświęcona jest Międzynarodowemu Rokowi Kobiet 1975, gdzie także zajmowano się prawami kobiet, choć w dosyć specyficznym, zideologizowanym stylu. Nie od rzeczy jest wspomnieć, że na nowej, podwójnej wystawie feministycznej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej można obejrzeć sporo prac polskich artystek. Zarówno tych, które już odeszły jak Bronisława Wilimowska, Tamara Łempicka, czy Alina Szapocznikow, jak też przedstawicielek młodego pokolenia. W czasie specjalnego oprowadzania po wystawie niektóre z nich miały szansę opowiedzieć o swoich inspiracjach. Np. Małgorzata Mycek zwróciła uwagę na własne zaangażowanie w transpłciowość używając męskich końcówek czasowników np. „zrobiłem”, ale także na sprawy wiejskich obyczajów i przesądów.
Z kolei Zuzanna Hertzberg, autorka instalacji złożonej ze sztandarów przypominających obiekty biorące udział w religijnych procesjach, przedstawiła postacie nierzadko zapomnianych bohaterek pochodzenia żydowskiego, które stały się ofiarami antysemityzmu. Wystawę, której uważne zwiedzanie może zająć kilka godzin, wypełniają setki prac, obrazów, grafik, rzeźb, fotografii.

Są nawet hafty, dokumenty, rękodzieła rozmaitego autoramentu, ale także wiele tak częstych w sztuce nowoczesnej projekcji wideo. Zgodnie z mocno rozszerzoną formułą obiektu należącego do świata sztuki współczesnej znajdziemy tutaj dzieła wybitne, całkiem tradycyjne, ale także wiele z pozoru nieporadnych, szokująco ordynarnych lub wręcz nijakich, które niewyedukowany widz nazwałby po prostu „bazgrołami”. Jedno co je zdecydowanie łączy, to kwestia kobieca, a więc to, co znajduje się w tytule jednej z tych ogromnych prezentacji artystycznych.
Joanna Tumiłowicz