Przegląd nowości

Mistrz szlachetnego touché

Opublikowano: środa, 19, listopad 2025 22:23

Czyli uderzenia. Ani przez moment nie sprawiającego wrażenia przebitego, lecz dobrze, głęboko osadzonego w instrumencie. Zwłaszcza podczas operowania w obrębie oktaw kontra, subkonta i wielkiej. Dawit Chrikuli jest laureatem konkursu im. Rubinsteina, tyle że nie w Tel Awiwie, lecz w Chinach.

 

Filharmonia Krakowska 596

 

I jakby skradające się touché w otwierającej jego krakowski recital Fantazji f-moll op. 49 przypominało mi brzmienie fortepianu pod palcami tamtego pianisty w triu w Polonezie As-dur op. 53 zagranym na bis podczas pamiętnego, ostatniego polskiego koncertu w Łodzi 30 maja 1975 roku. Nie zamierzam jednak porównywać dwudziestoczteroletniego artysty gruzińskiego z wielkimi muzykami z przeszłości, gdyż sam już stanowi indywidualność znacznego formatu i nie potrzebuje tego rodzaju, wątpliwego wsparcia. 


Zarówno w przywołanym utworze, jak i w zagranym na koniec Scherzu E-dur op. 54 pianista odwoływał się do wyrazistego środka ekspresyjnego jakim jest dynamizujące przebieg muzyczny rubato. Z kolei w Scherzu cis-moll op. 45 rozwinął przed uszyma słuchaczy całą skalę odcieni i kontrastów dynamicznych.

 

Filharmonia Krakowska 598

 

Nie lada wyzwaniem było zagranie kompletu 24 preludiów z opusu 28, choć wolałbym, żeby artysta zmierzył się z większymi formami sonatowymi, na przykład z zagraną w III etapie konkursu Drugą b-moll op. 35. Pierwiastek wirtuozowski natomiast zawładnął klawiaturą w Walcu As-dur op. 42 i przejawił się w nadaniu mu zawrotnego tempa. Przed recitalem określonym jako mistrzowski zastanawiałem się, czy nie jest to przesadne i na wyrost, zważywszy wiek pianisty i fakt, że nie odniósł laurów?

 

Filharmonia Krakowska 597

 

Po występie okazało się jednak w pełni uzasadnionym. Chrikuli to w znacznej mierze ukształtowana już osobowość artystyczna, a takie na ogół nie mieszczą się w konkursowych standardach wyznaczanych przez akademickich pedagogów. W trakcie ostatniego zyskał renomę niepokornego uczestnika, prezentującego własne, oryginalne ujęcia muzyki Chopina. Tłumaczy to, że ostatecznie nie znalazł się nawet w gronie wyróżnionych. Wszystko to spowodowało, że złamałem swoją zasadę trzymania się z dala od ogarniającego Polaków raz na pięć lat szopenowskiego szaleństwa i wybrałem się na monograficzny recital tego artysty. I wcale tego nie żałuję.

                                                                     Lesław Czapliński