Przegląd nowości

100 minut Antoniego Stolpe

Opublikowano: niedziela, 09, listopad 2025 18:12

Żył tylko 21 lat, ale zwrócił na siebie uwagę wielkim talentem muzycznym. Trwający zaledwie 100 minut koncert zawdzięczamy Warszawskiej Operze Kameralnej i Orkiestrze Polskiego Radia. Choć Stolpe studiował u Stanisława Moniuszki nie skomponował żadnej opery, ale to właśnie w środowisku Warszawskiej Opery Kameralnej znaleźli się ludzie, dla których rekonstrukcja i spopularyzowanie twórczości tego zapomnianego twórcy stały się ważnym celem i zadaniem.

 

Stolpe 1

 

Dzięki pracy muzykologów i muzyków spełnia się proroctwo Zygmunta Noskowskiego, który po przedwczesnej śmierci przyjaciela uznał, że „jego utwory staną się kiedyś ozdobą naszej muzyki”. Niestety przez ponad 150 lat niewiele się w tej dziedzinie wydarzyło. Dopiero od niedawna muzyka Stolpego wraca na estrady i do katalogów wydawniczych, potwierdzając rangę jednego z największych niespełnionych talentów polskiego romantyzmu. 


Czy rzeczywiście utwory tworzone przez młodzieńca, w zasadzie nastolatka, mogą przejść zwycięsko próbę czasu? Czy wielki talent, który w tak wczesnych latach życia przejawiał Antoni, zdążył się wspiąć na szczyty muzycznej maestrii? Historia muzyki zna takie przypadki – Mozart, Pergolesi. Także uwielbiany przez Stolpego Mendelssohn jako 17-latek napisał genialną Uwerturę do Snu nocy letniej. A jak było na koncercie, któremu dano nazwę Symfonia życia Antoniego Stolpe? Ciekawie. Dyrygował Orkiestrą Polskiego Radia w Warszawie Jerzy Wołosiuk. Solidnie, spokojnie, ale bez szczególnej pasji, choć w zapowiedziach pisano: „muzyka pełna pasji, młodzieńczego żaru i zadziwiającej dojrzałości”. Orkiestra czasem wchodziła nierówno, czasem minimalnie nierówno kończyła. Dobrze grały rogi – do czasu. Nieźle smyczki, a bardzo ładną solówkę w Symfonii a-moll granej na zakończenie wykonał koncertmistrz Marcin Markowicz.

 

Stolpe 2

 

Nawet odbyły się owacje i jak pisze najsolidniejszy krytyk koncertowy Marcin Zgliński – był stojak. A więc Antoni Stolpe może z powodzeniem i bez bólu wypełnić program koncertowy, zaś zapowiadany jest jeszcze jeden koncert z cyklu Symfonia życia. Tym razem usłyszeliśmy częściowo zrekonstruowane i specjalnie na ten cel zinstrumentowane w brakujących fragmentach przez Piotra Wróbla Uwerturę a-moll, która miała w sobie echa czy to Rossiniego, czy Smetany a nawet – to oczywiście żart – Leonarda Bernsteina. W każdym razie pojawił się tutaj motyw znany z Uwertury do Kandyda. Okazuje się, że za życia Stolpego wydano drukiem tylko jeden utwór – fortepianowy, reszta pozostała w nie zawsze kompletnych rękopisach; trzeba ich zresztą szukać po różnych kolekcjach starych papierzysk, np. w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym, zdaje się zagrożonym eksmisją komorniczą. Później wiolonczelistka Anna Wróbel zagrała Fantazję z orkiestrą, coś jakby recytatyw i arię operową, aż kuszącą by podłożyć jakieś słowa, np. Skąd tu przybyła, mimo mej woli?, a tenor Rafał Bartmiński wyśpiewał Romans do słów Wiktora Hugo, trudny wykonawczo, bo zawierający sporo dużych skoków do góry. Słów tutaj było jednak niewiele: O piękna ma, przyzywam cię!, ale melodia ładna. Po przerwie wykonano dwa utwory, najsłabszy – Hommage a F. Mendelssohn-Bartholdy – Wielki Marsz na orkiestrę, oraz wspomnianą już Symfonię a-moll – rzeczywiście kompozycję z cechami wielkiego talentu. W pierwszej części mieliśmy dyskretnie ukryty w kompozycji, wywodzącej się z ducha Mendelssohna, rytm polonezowy oplatany różnymi figuracjami poszczególnych partii instrumentów, w drugiej, powolnej, w rodzaju bachowskiego chorału przedzielonego ustępem łagodniejszym, spokój i zadumę, było też szybsze scherzando i wreszcie finał z powtarzającą się w różnych konfiguracjach kołomyjką. Chciało by się zakrzyknąć – Niech żyje Stolpe! i posłuchać jeszcze raz tej muzyki np. z płyty. Z pewnością oficyna Acte prealable przyjęła by taki projekt.

                                                           Joanna Tumiłowicz