Młodociany Witold Gombrowicz szokował swoich bliskich bosymi stopami, Staś Witkiewicz robił pocieszne miny i zaskakiwał swoich wychowawców erotycznymi skojarzeniami. Spektakl złożony z dziecięcych zabaw dramatycznych przyszłego Witkacego stał się bazą przedstawienia w reżyserii Andrzeja St. Dziuka z zakopiańskiego Teatru im. St. I. Witkiewicza. Sam tytuł CCY-WITKAC-Y, Menażeria wg „Juweniliów”, mówi w zasadzie wszystko.

Sześcioosobowa obsada dwoi się i troi, bo aktorzy muszą sami ustawiać wyposażenie sceny, przesuwane podesty i inne elementy dekoracji, co zresztą daje poczucie domowego, amatorskiego przedstawienia, w którym głównym elementem jest rodzinny stół, przy którym państwo Witkiewiczowie z synem konsumują posiłki, gdzie przyjmują gości, gdzie Staś uczestniczy w lekcjach prowadzonych przez prywatnych nauczycieli.
Każda z tych sytuacji w scenografii Rafała Zawistowskiego staje się pretekstem do jakiejś parateatralnej „hecy”, gdzie słowa grają mniejszą rolę niż ruchy, miny, sugestie, awantury. Oczywiście Staś wykorzystuje do swoich dramatów domowników, mamę, tatę, służącą, którą w tym spektaklu kreuje mężczyzna. Wykonawcy przedstawienia nieustannie zmieniają kostiumy, choć ich charakteryzacja wciąż przypomina commedię dell arte. Twarze z mocno podkreślonymi oczami pomalowane są na biało. Dopiero w finale wszyscy mażą się na czarno.

To „coś” między Urodzinami a Stypą, napisano w programie. Krytycy doszukują się w przedstawieniu elementów rodzącego się stylu teatralnego i literackiego „dorosłego” Witkacego. A może to dorośli artyści starają się zinfantylizować dziecięce próby małego Stasia. Być może spektaklowi lepiej by zrobiło umieszczenie w scenariuszu większej ilości elementów biograficznych, nazwania pojawiających się „gości”, przywołanie autentycznych wypowiedzi rodziców.
W tej formie, jaką prezentuje już od 16 lat Teatr z Zakopanego, cała rzecz jest bałaganem i zgrywą, choć z iście witkacowską wyobraźnią. Menażerii towarzyszy muzyka Włodzimierza Kiniorskiego, który przygotowaną przez siebie taśmę wzbogaca grając na żywo na saksofonie i waląc w kilka bębnów. Jak na domowy spektakl, to wystarczy, ale żadnego czytelnego przesłania taki podkład, poza ogłuszającym hałasem, nie przynosi. Zakopiańskie przedstawienie przyjechało na Festiwal Arcydzieł do Rzeszowa, a miejscem pokazu była sala widowiskowo-gimnastyczna Centrum Młodzieży na jednym z osiedli mieszkaniowych. Szkoda, że było to jednorazowe wydarzenie, gdyż osiedli – czytaj miejskich sypialni – jest więcej.
Joanna Tumiłowicz