Młody z 1963 roku czyli Jan Romanowski i stary z 1939 – Mikołaj Grabowski, są naszymi przewodnikami po historii, która jest nauczycielką, ale nie naszą. Otaczają ich postacie równolegle żyjące w danych latach, ale także pojawiające się we wspomnieniach. A nad nimi wisi, jak jakiś upiór albo memento, wycięty dziób statku, który wiózł Gombrowicza tam i z powrotem.

W takich dekoracjach rozgrywa się opowieść biograficzno-filozoficzna, jak ktoś napisał: podręcznik żeglugi w warunkach dziejowego sztormu. Jury 4 Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie przyznało tej Historii, która też nosi znamienny dla polskiej kultury człon tytułu: Rejs – NAGRODĘ GŁÓWNĄ Festiwalu Arcydzieł, statuetkę „Wanda” – dla spektaklu REJS. HISTORIA w reżyserii Radka Stępnia z Teatru Nowego im. Izabelli Cywińskiej w Poznaniu – „za poruszający spektakl, ukazujący dojrzewanie wewnętrzne bohatera, będące jednocześnie częścią procesu jego odchodzenia; także przedstawienie obrazu i przemian Polski i jej obciążeń, trwania między dojrzałością a niedojrzałością, poszukiwania miejsca w powojennej Europie”.
To jest oczywiście temat do nieustającej dyskusji, którą prowadzimy nie tylko „tu i teraz”, ale właściwie nieustannnie w ramach „nocnych Polaków rozmowy”, jak i dziennych, w pełnym świetle wykrzykiwań wiecowych i propagandowych. A jeśli nie tak, zdaniem proto-Gombrowicza miała się potoczyć ta Historia, to w takim razie jak? Którędy miałby płynąć nasz narodowy statek? Oczywiście tego się nie da ująć w słowach, choć teatr ma wiele skutecznych narzędzi i wieszczących tekstów.

Ten jest jednym z nich. A jak to zostało zrobione? Bardzo ciekawie i różnorodnie. W spektaklu są dwie kluczowe sceny, jakby puentujące przesłanie całości. Najpierw pod koniec pierwszego aktu mamy głośną, może nawet zbyt brutalną słuchowo scenę taneczną, bez jednego słowa pokazującą szaleństwo wojny i beznadziejność losów ludzkich (muzyka: Bartosz Dziadosz, ruch sceniczny: Kinga Bobkowska). Ta tragedia nie dotknęła samego Witolda Gombrowicza, który ponoć nawet będąc w Argentynie zgłosił się do wojska, ale bez specjalnego entuzjazmu. Muzyka puszczana z głośników to kanonada niskich basów i perkusji skłaniająca zespół aktorski do gwałtownych ewolucji ruchowych na tle zdjęć archiwalnych pędzącej konnicy.
Natomiast drugą sceną, na zakończenie i podsumowanie II aktu, jest śpiewana przez dwie osoby, aktorkę i aktora, parafraza piosenki Somewhere Over the Rainbow, ale z mocno ironicznym tekstem, który wcale nie odpowiada pierwotnej anglojęzycznej wersji stanowiącej, jak w klasycznym filmie amerykańskim z 16-letnią Judy Garland w roli głównej Czarodzieja z Krainy Oz, przesłanie nadziei dla każdego w trudnych czasach.

W zamyśle reżysera Radka Stępnia aktorka nawiązuje do romantycznego stylu przedwojennej piosenkarki lat 30.tych, zaś aktor Sylwester Piechura natomiast przywołuje manierę Charlesa Aznavoura lat 60-tych. Wiemy bowiem, że historia lubi się powtarzać, nie zawsze dosłownie, często w postaci farsowej, ale czy wszystkie wyroki losu mamy przyjmować z naiwym albo ironicznym uśmiechem? Czy Rejs po naszej Historii zawsze musi się odbywać według gombrowiczowskiego scenariusza?
I tak zakończył się 4 Festiwal Arcydzieł w Rzeszowie, który zorganizowali ogromnym nakładem sił pracownicy Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Trwał od 17 do 25 października 2025 roku.
Joanna Tumiłowicz