Rzeszowskie Piwnice wypełniły się postaciami w białych szpitalnych pidżamach, ale chyba nie pośmiertnych całunach. Pięciu aktorów jakby zawieszonych między światem żywych i umarłych, wciąż szukających resztek radości towarzyszących ziemskiemu bytowaniu, a zarazem zapalających nagrobne znicze.

Tekstów dostarczyła postaciom zasłużona poetka Anna Bernat, szerszej publiczności może słabiej znana, ale gdyby uświadomić sobie, że jej słowami śpiewały takie pieśniarki i pieśniarze jak: Łucja Prus, Sława Przybylska, Irena Santor i Teresa Tutinas, a także Andrzej Dąbrowski czy Waldemar Kocoń, wyłania się nam twórczyni świetnie operująca poetycką metaforą i potrafiąca stworzyć nastrój oscylujący między melancholią a radością. I właśnie nastrój jakiejś niewysłowionej tęsknoty za pełnym życiem przebija z niezwykłego spektaklu zatytułowanego Dopóki masz ogród.
Każda z postaci nawiązuje do powinowactwa czy nawet podobieństwa człowieka i drzewa, pada też dwa razy znane powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza. Scenariusz tej poetyckiej historii stworzył z tekstów Anny Bernat i poszczególne osoby wywołał na scenę, Sławomir Gaudyn, zaś w nieco astralne role wcielili się znani z Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie Robert Chodur, Marek Kępiński, Małgorzata Machowska, Adam Mężyk i Piotr Napieraj, wszyscy w wieku pozwalającym już mówić i śpiewać o tym „lepszym” ze światów.

Jeden skarży się nawet, że ma już 103 lata i wie, że „tam” będzie mu lepiej niż tu. Oczywiście zwykła etiuda poetycka nie zawsze potrafi dostarczyć widzom odpowiedniego nastroju „na sucho”. Dlatego potrzebna jest muzyka, a w niej instrumenty niosące swą barwą delikatne, ulotne przesłanie, jak wiolonczela, klarnet z fortepianowym podkładem.
Tutaj do całości spektaklu dołożył się swoją twórczością Wojciech Głuch wraz z niewielkim zespołem muzycznym pod kierownictwem Tomasza Jachyma. Oczywiście nie jest to spektakl z którym należy jeździć po szkołach czy przedszkolach. Chyba także nie najlepiej czuli by się na nim pensjonariusze hospicjów i domów opieki, bo wciąż jeszcze nie nauczyliśmy się swobodnie mówić o odchodzeniu, o śmierci. Przedstawienie mówione, śpiewane i dyskretnie tańczone było jednak bardzo udanym spektaklem towarzyszącym podczas 4 Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie. A wyrażenie „arcydzieło” niekoniecznie było tutaj użyte na wyrost.
Joanna Tumiłowicz