A tak się zdarza w najnowszym widowisku Cracovii Danzy Olga Boznańska. Wszystkie kolory tańca (scen. i reż. Romana Agnel, chor. Romana Agnel i Alina Towarnicka), mającym swą premierę 21 października.

Podobnie jak w krakowskim Muzeum Narodowym, znów przenosimy się do paryskiej pracowni tej modernistycznej artystki. Jesteśmy świadkami jak nawiedzają ją postacie uwiecznione na płótnach artystki.

Przede wszystkim jest to Dziewczynka z chryzantemami z chyba najsłynniejszego obrazu Boznańskiej. Unaoczniona przez Zuzannę Frank staje się zarazem personifikacją Anioła Stróża i Losu. Sama malarka ulega rozdwojeniu na tę z dojrzałego okresu paryskiego o ciemnej sylwetce, znanej z autoportretu, oraz z czasów studiów w Mnichowie i odróżniającą się jasnym strojem (kost. Elżbieta Wójtowicz-Gularowska).
Tym razem jest to w znacznej mierze kobiecy balet, stąd na dalszy plan zeszły techniczne popisy na rzecz nostalgicznego przywołania atmosfery fin de siecle'u z jego dekadentyzmem, trwających nadal w pracowni artystki mimo zmian zachodzących w otaczającym świecie, które do niej nie miały już dostępu.

Ożywają, co prawda, portretowani przez Boznańską mężczyźni, w tym jej narzeczony Józef Czajkowski, lecz odgrywają zdecydowanie drugorzędną rolę. A dzieje się to niejako na dźwięk fragmentów z suit Peer Gynt Edvarda Griega, a także Valse triste Jeanna Sibeliusa.

Zwłaszcza melancholijna aura tego ostatniego przydaje wywoływaniu dawno nieżyjących osób znamion czegoś odrealnionego, świadczącego o przemijaniu rzeczy tego świata. Pod wpływem tej opowieści tańcem zilustrowanej i wyrażonej rodzi się pytanie, jak można żyć, będąc osaczonym przez twory własnej sztuki?
Lesław Czapliński