Ponieważ w inscenizacji Rolanda Villazóna w nowojorskiej Metropolitan Opera na początku drugiego aktu zrozpaczony Elwino, przekonany o zdradzie Aminy, z kwiatem w dłoni również porusza się niczym w lunatycznym śnie. A szwajcarska wioska z libretta Felice Romaniego przypomina bliższą amerykańskim doświadczeniom osadę Amishów czyli mnemonitów.
Wskazują na to purytańskie, zgrzebne stroje, a także reakcja jej mieszkańców na rzekomą schadzkę Aminy z Hrabią Rudolfem. Poza tym, jak to w operowych melodramatach bywa, postacie w oka i ucha mgnieniu przechodzą pomiędzy skrajnymi stanami emocjonalnymi, od bezwarunkowej miłości do równie gwałtownej nienawiści, nie znając uczuć pośrednich. Jak to obecnie bywa, przydano bohaterce niemego sobowtóra w osobie tancerki Niary Hardister, lunatyczne alter ego, które właściwie powinno zniknąć wraz z wyjaśnieniem somnambulizmem zaistniałych nieporozumień.
Tym razem ze względów czysto wokalnej natury na pierwszy plan wysunąl się Xabier Anduaga, zjawiskowy, trzydziestoletni tenor baskijski. Dysponuje wszelkimi atutami belcantowego śpiewaka operowego. Szlachetnym, prawidłowo ustawionym głosem o wzorowej emisji. Swobodnie otwierającym się na oktawę dwukreślną.

I to nie za cenę anemicznej średnicy, jak to często bywa w przypadku śpiewaków mających rozwinięty górny rejestr. Nadto, co potrafi z tym głosem czynić i za jego pomocą wyrażać. W przeciwieństwie do włoskich tenorów, mających skłonnośc do posługiwania się wyłącznie pełnym głosem i nadużywania dynamiki, Anduaga sięga do jej pełnej skali, operując bogactwem odcieni. Nie uciekając się przy tym do falsetu.
Na dodatek dysponuje korzystnymi warunkami zewnętrznymi, zwłaszcza gdy kostiumolog zadba o dłuższe surduty, wyszczuplające sylwetkę i przydające jej wzrostu. Szczególnie można było podziwiać w jego wykonaniu artykulację wysokich tonów pianissimo.
Na przykład pod koniec duetu z Aminą Ah! tutto è il core! w pierwszym akcie oraz kwartetu Signor Conte, agli occhi miei w drugim. Pod tym względem w pełni mu dorównywała Nadine Sierra w tytułowej roli. Szczególnie ujmująco zabrzmiało w ich ujęciu śpiewane mezza voce zakończenie duetu Son geloso del zefiro errante. W jej interpretacji imponowały natomiast perfekcyjnie intonowane tony z obrębu tonacji trzykreślnej, chociażby pod koniec chóru A fosco cielo, a notte bruna. Jedyne zastrzeżenia budzić mogła niewystarczająco rozwinięta technika koloraturowa, będąca ogólniejszą przypadłością obecnej edukacji muzycznej.

Z obsady wyróżniłbym jeszcze Deborah Nansteel, która ujmująco zaprezentowała się jako Teresa, matka Aminy, ocieplając jej wizerunek wokalny. W grze orkiestry pod dyrekcją Riccarda Frizzy zabrakło mi większej potoczystości słynnych Belliniowskich kantylen, którymi zachwycał się nie tylko Chopin, ale i niechętny Włochom Wagner. Przedstawienie Lunatyczki rozpoczęło obecny sezon transmisji z nowojorskiej Metropolitan Opera (obejrzane 18 października 2025 w krakowskim kinie Kijów należącym do sieci Apollo-Film).
Lesław Czapliński