Opera w Awinionie, symbol życia kulturalnego tego znanego z niewykle bogatej historii miasta francuskiej Prowansji, obchodzi właśnie dwusetną rocznicę swego powstania. Została ona wzniesiona według projektu architekta Théodore’a Charpentiera, a jej inauguracji dokonano 30 września 1847 roku wystawieniem Żydówki Halévy’ego.
Owa okrągła rocznica wpłynęła na wyjątkowy charakter bieżącego sezonu rzeczonej placówki, wypełniony nie tylko przedstawieniami operowymi i koncertami, ale także różnego rodzaju spotkaniami z publicznością. Nie zabraknie też wydarzeń muzycznych z czynnym udziałem dzieci i młodzieży, czyli inicjatyw przygotowujących przyszłą publiczność.
Warto ponadto jeszcze wspomnieć o przygotowywanych i prowadzonych przez multidyscyplinarny zespół badaczy konferencjach, podczas których debatują oni na takie tematy, jak historia sztuki lirycznej i społeczna misja teatru operowego czy wielorakie wyzwania dotyczące przyszłości kultury. Co istotne, owoce tych pogłębionych dyskusji i wnikliwych refleksji są utrwalane w formie systematycznie ukazujących się publikacji.
Rocznicowy program starannie przygotowanego sezonu otwiera obecnie nowa realizacja Don Giovanniego Mozarta w reżyserii stojącego na czele placówki w Awinionie Frédérika Roelsa. Jego wizję słynnej opery cechuje kompletna niestabilność sytuacji i ludzkich relacji oraz oderwanie zawartego w niej mitu od historycznego kontekstu. Powoduje to, że widz nie jest w stanie usytuować budowanego przed jego oczyma obrazu w jakiejś konkretnej epoce.

Sam Mozart rozgrywał akcję swej dramma giocoso w szesnastowiecznej Sewilii, wszakże Roels nie respektuje tego czasowego uwarunkowania, ale nie przeprowadza też - na wzór wielu innych reżyserów - tak modnej dzisiaj aktualizacji. We współpracy ze scenografem Bruno de Lavenèrem i kostiumologiem Lionelem Lesirem dokonuje on wyboru swoistej ponadczasowości. Cała przestrzeń sceniczna wypełniona jest monumentalną konstrukcją architektoniczną przywołującą zniszczone, a niektóre nawet popadające w ruinę budynki, utrzymane w stylu klasycystycznym. Pochylone i w niektórych miejscach zabezpieczane podporami przed zawaleniem się ściany, sfatygowane fasady, sklepienia i łuki czy pojedynczo zamurowane okna składają się na pobudzającą ciekawość - również za sprawą zjawiskowego oświetlenia Laurenta Castaingta - perspektywę. Niekiedy ulega ona nieznacznym przekształceniom, otwierając nowe możliwości ruchu scenicznego. Z boku umieszczona jest częściowo opanowana przez jakieś zielsko budka telefoniczna, zręcznie wykorzystywana jako miejsce, w którym pojawiają się - lub znikają - kolejni protagoniści. To również w tej budce rozgrywają się niektóre sceny intymne, o nią też rozstrzaskuje sobie głowę Komandor, który po śmierci pokazuje się w jej wnętrzu, przybierając wygląd włóczęgi lub zakapturzonego zombie.
Niekiedy reżyser wprowadza pewne akcenty przemocy (wywracanie krzeseł, zakładanie kajdanek, krępowanie sznurem), ale tylko wówczas, kiedy wpisują się one logicznie w całościowy zamysł dramaturgicznej narracji. Wszystkie jej wymieszane ze sobą w przemyślany sposób elementy, w tym również odwołujące się do różnych epok kostiumy, nadają opowiadanej historii uniwersalny wymiar. Podziw wzbudza świetnie przez Roelsa ustawiona gra aktorska, zawsze pozostająca w ścisłym związku z psychologicznym profilem każdego z bohaterów.

A przyznać trzeba, że ucieleśniają ich doskonale się w swoich rolach odnajdujący wokalnie i scenicznie soliści. W tytułowej partii Don Giovanniego aplauz publiczności wznieca Armando Noguera, dysponujący energetycznym i donośnym głosem oraz nieprzeciętną ekspresją sceniczną. Zgodnie z koncepcją reżysera argentyński baryton pokazuje tę postać nie jako prototyp kolekcjonującego kobiety uwodziciela, lecz jako mężczyznę pragnącego miłości, a zarazem niezdolnego do stałej relacji i ostatecznie zawsze uciekającego od obiektu swego pożądania. Sprawia to, że stoi on na z góry przegranej pozycji i nie jest w stanie się odnaleźć w obcym mu świecie, wprowadzając do otoczenia jedynie zamęt i chaos. W roli służącego Leporello doskonale się sprawdza prezentujący bogatą paletę wokalnego aktorstwa Tomislav Lavoie, który odczytuje katalog podbojów miłosnych Don Giovanniego z telefonu komórkowego. Budowaniu postaci Don Ottavia dobrze służy szlachetnie i delikatnie prowadzony przez Lianghuę Gongę tenor o lirycznym brzmieniu, a szczerym i czułym, a zarazem zazdrosnym Masetto jest inteligentnie wykorzystujący swe wokalne walory Aimery Lefèvre.
Z kolei głęboki i gęsto nasycony bas Mischy Schelomianskiego nadaje przejmujący wymiar wizerunkowi tajemniczego Komandora. W inscenizacji Frédérika Roelsa to jednak kobiety zdradzają mocniejsze i bardziej wyraziste charaktery. Gabrielle Philiponet przekonująco oddaje ambiwalentną naturę Donny Anny, manifestującej odrazę do mordercy jej ojca, a zarazem ulegającej jego zmysłowemu urokowi.

Emocjonalne stany porzuconej przez Don Giovanniego i cierpiącej z powodu nieszczęśliwej miłości Donny Elviry znajdują poruszające odzwierciedlenie w śpiewie Anaïk Morel. Przeciwieństwem przywołanych wyżej bohaterek jest natomiast kreowana przez czarującą jasną i krystaliczną górą skali Eduardę Melo postać zalotnej i namiętnej, a zarazem niezwykle sprytnej Zerliny.

Precyzja i homofoniczna barwa cechuje każde wejście miejscowego chóru, jak zawsze doskonale przygotowanego przez Alana Woodbridge’a. Zaś z akcją sceniczną idealnie integruje muzykę bardzo tutaj ceniona dyrygentka Débora Waldman, dbająca o jakość brzmienia wszystkich grup instrumentalnych oraz o płynną i spójną narrację całego wykonania.
Leszek Bernat