Fabułę tej barokowej opery francuskiej można by długo opowiadać, bo jest w niej zawarty dyskurs pomiędzy rozumem i uczuciem, pomiędzy śmiertelnikami, którzy pragną się wspiąć na wyżyny ducha, a postaciami nieziemskimi, którym nie zawsze chce się zniżyć do realiów życia na ziemi.
Natalia Babińska, reżyserka opery Jean-Joseph Cassanéa de Mondonville pt. Titon et l’Aurore, wymyśliła, że w taki konflikt uwikłał się człowiek nauki, do tego astronom stojący na pograniczu obu sfer, a nie prosty pasterz Tyton zakochany ze wzajemnością w bogini poranka. Zamiast poetyckiej metafory pojawia się science fiction z licznymi akcesoriami nawiązującymi zarówno do sfery niebieskiej (wspaniała makieta wszechświata), jak również do atrybutów wiary, nadziei i miłości.
Wizję reżyserską bardzo ciekawie i kreatywnie rozwija autorka scenografii i kostiumów Aleksandra Reda. A ponieważ w operach francuskich nie mogło zabraknąć scen baletowych partie nieśpiewane, ale także duże sceny zbiorowe, włączył się ze swymi pomysłami choreograf Jacek Przybyłowicz. Do tego dochodzą projekcje Zuzanny Grzegorowskiej.

Przedstawienie od strony wizji scenicznej jest szalenie bogate i dające pole do snucia także rozważań natury etycznej. Nie jest wykluczone, że niektóre symbole pojawiające się na scenie zostają rozszyfrowane dopiero po dłuższym namyśle. Czy jednak każdy znak i każda kwestia zawarta w libretcie musi by interpretowana jednoznacznie?
Przecież opera Tyton i Aurora to przede wszystkim dzieło muzyczne. Tutaj trzeba poszukiwać odpowiedzi na nurtujące pytania o podstawowe kwestie ludzkiej egzystencji, o trwałość uczuć miłosnych, o współistnienie nienawiści, o zazdrość i wybaczenie, o pychę i spryt. Krzysztof Garstka kierujący tradycyjnie przedstawieniami Polskiej Opery Królewskiej, w których na pierwszym planie znajduje się świetna orkiestra Zespół Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona, w sposób budzący podziw dyryguje i jednocześnie gra na zespolonym instrumencie klawesynie połączonym z pozytywem.
Pracuje jakby na „trzech etatach", ale to zapewnia spójność warstwy muzycznej. Zwłaszcza, że kompletnie nie znany w Polsce kompozytor de Mondonville, był także mistrzem instrumentacji. Widać jak muzycy Capelli, podobnie jak dyrygent, muszą być multiinstrumentalistami. Przy tym partytura opery jest niezwykle barwna, są w niej np. odniesienia do natury, w tym świetne sekwencje z ptakami, są bardzo rozbudowane partie wzmocnione chórem, są intymne sceny liryczne ze skromniejszym akompaniamentem.
A wśród artystów śpiewających pojawiają się takie gwiazdy jak Olga Pasiecznik, znakomita głosowo i aktorsko w dosyć ryzykownej partii zazdrosnej boginii Pales. Bardzo dobrze przysposobiony jest również inny przedstawiciel świata nieziemskiego Bóg Wiatrów śpiewający niskim głosem Jędrzej Suska, pojawiający się także jako Prometeusz.
Ci wykonawcy wybijają się na czoło obsady, choć niczego nie można zarzucić odtwórcom ról tytułowych Aleksandrowi Rewińskiemu i Julii Pliś. Wreszcie przyciąga uwagę występująca w podwójnej roli Nimfy i Miłości Joanna Sojka. Spektakl prezentowany w zabytkowym Teatrze Królewskim w Starej Oranżerii spełnia wszystkie wymogi przedstawienia nawiązującego do najlepszych tradycji tego miejsca, a wybór właśnie tej opery na rozpoczęcie, tym razem wprowadzającego muzykę francuską, IV Festiwalu Barokowego trzeba uznać za bardzo trafny.
Joanna Tumiłowicz