Hofesh Shechter, niemiecki tancerz i choreograf pochodzenia izraelskiego, urodził się 3 maja 1975 roku w Jeruzalem. W wieku piętnastu lat rozpoczął naukę w tamtejszej Akademii Tańca i Muzyki, a już trzy lata później został przyjęty do Batsheva Dance Compagny. Tańczył u boku takich wybitnych artystów, jak Wim Vandekeybus, Paul Selwyn-Norton, Tero Saarinen czy Inbal Pinto.
W 2002 roku przeniósł się do Londynu, gdzie po dwóch latach został przyjęty na rezydencję do The Place, prestiżowej szkoły współczesnego tańca. Już jako uznany choreograf tworzył także i osobiście realizował rytmiczne partytury swoich spektakli, w czym pomogła mu wcześniejsza nauka gry na perkusji w Paryżu, pod kierunkiem Dante Agostiniego. Jego pierwszą kreacją choreograficzną były Fragments z 2002 roku, a cztery lata później odbyła się prapremiera spektaklu Uprising, częściowo inspirowanego zamieszkami na przedmieściach francuskich miast.
Warto jeszcze odnotować, że spektakl In Your Rooms z 2007 roku, powstały na zamówienie trzech londyńskich teatrów, został wyróżniony nagrodą krytyków. Obecnie Hofesh Shechter, uważany dzisiaj za jedną z ważniejszych postaci międzynarodowej sceny choreograficznej, jest artystą londyńskiego Sadler’s Wells Theater. Jednocześnie prowadzi też swój własny zespół w Brighton Dome.

W 2017 roku miała miejsce w Paryżu entuzjastycznie przyjęta i obsypana wieloma nagrodami prapremiera Grand Finale (Wielki Finał), poruszającego spektaklu przedstawiającego świat pozostający w konflikcie z samym sobą. Jeszcze podczas procesu twórczego Shechter mówił o nim w ten sposób: „Chodzi o poczucie końca świata. Każde pokolenie ma takie odczucia. Jestem ciekaw, co to w nas budzi, jak się zachowujemy w takiej sytuacji.

Żyjemy pośród geopolitycznych zawirowań i codziennych ataków na demokrację - nasz własny wielki finał wydaje się być coraz bliżej”. W Paryżu przywołany spektakl był prezentowany w wersji dwuaktowej, ale teraz niemiecki choreograf skondensował go do jednej godziny, co wytwarza znacznie intensywniejszą siłę ekspresji. Ponadto zwiększył liczbę tancerzy z dziesięciu do piętnastu i w takiej właśnie formie Grand Finale jest obecnie prezentowany na scenie Opera Ballet Vlaanderen w Antwerpii. W rozległej przestrzeni scenicznej umieszczono podlegające nieustannym przekształceniom i konfiguracjom czarne panele (scenografia Tom Scutt).
Są one często zanurzane we mgle lub dyskretnie oświetlane wiązkami światła (Tom Visser), które również wydobywają z mroku poszczególnych tancerzy lub ich grupę. Niekiedy kolejne postaci znajdują schronienie za owymi ścianami, które momentami przyjmują też funkcję trudnych do pokonania i wprowadzających opresyjny klimat murów. Ciała tancerzy poruszają się w jakiejś niepewnej i wręcz apokaliptycznej rzeczywistości, znajdując się w stanie stałego napięcia.

Kiedy padają bez życia na podłogę są nieraz po niej ciągnięte przez pozostających jeszcze w pionie osobników, którzy wykonują z tymi bezwładnymi jednostkami rodzaj makabrycznego tańca. Cały ruch choreograficzny budowany jest z nerwowych gestów, kręcenia ramionami, konwulsyjnych i niekiedy wręcz ocierających się o przemoc ruchów. Zdarza się jednak, że któraś z sylwetek nieruchomieje i tkwi oparta o zagradzającą jej drogę ścianę. Innym razem wyciąga ręce i kieruje twarz do góry, usiłując wyrwać się ze stanu rozpaczy poprzez mistyczne uniesienie.
W przyjmowanych pozach, przygiętych plecach czy układach scen zbiorowych współczesny język choreograficzny miesza się wyraźnie z folklorystycznymi - przeważnie żydowskimi - wpływami, czytelnie związanymi z pochodzeniem Shechtera. W obrazowanym przezeń, a znajdującym się w totalnym chaosie i - jakby się wydawało - całkowicie pozbawionym empatii świecie czai się śmierć, ale paradoksalnie nie jest to wizja pesymistyczna.

Oto bowiem często zdarza się tak, że kiedy któraś z postaci pada martwa, pozostałe przy życiu jednostki w geście miłości i grupowej solidarności podnoszą ją i z powrotem wciągają do wspólnego tańca. Pojawia się też jeszcze jeden trop interpretacyjny. Otóż w miarę upływu czasu przestrzeń sceniczna stopniowo się groźnie zacieśnia, jednak w finale wszystkie elementy scenografii znikają, pozostawiając rozległą pustkę. To do nas należy jej wypełnienie, co ostatecznie pozwala zachować nadzieję na nakreślenie jaśniejszych horyzontów.

Omawianą realizację można zatem odczytać jako wizję pełną troski i niepokoju o przyszłość świata, wszak nie jest ona pozbawiona afirmacji życia i wiary w lepsze jutro. Pomimo jej porażającej siły przekazu ta swoista refleksja Hofesha Shechtera emanuje także - wbrew nasyconej bólem i przemocą rzeczywistości - czułością, melancholią i poezją. Ważną rolę pełni tu obecność na scenie wielokrotnie się przemieszczającego zespołu muzycznego (trąbka, gitara, instrumenty smyczkowe).
Jego interwencje w kontekście tak przedstawianego świata nasuwają nieodparte skojarzenia z nabierającą waloru symbolu orkiestrą z Titanica. Przeplatają się one z dobiegającą natarczywie z głośników i niemalże hipnotyzującą pulsującym rytmem muzyką elektroniczną z taśmy, skomponowaną przez samego Shechtera.

Co istotne, w tej oszałamiającej nieposkromioną energią realizacji nie brakuje też elementów groteski i akcentów czarnego humoru. Pojawiają się one na przykład w momencie, kiedy siadający niespodziewanie na krześle jeden z tancerzy zawiesza sobie na szyi karton z napisem „przerwa”, co w absurdalny, wszak skrupulatnie zaplanowany sposób zawiesza na chwilę ten niezwykły spektakl. Łacząc w sobie spektakularnie choreografię, muzykę i teatr, wywiera on na publiczności ogromne wrażenie pełną inwencji choreografią, oddziaływującą z wielką siłą na wyobraźnię symboliką oraz fascynującą dynamiką i żywiołowością. Podziw wzbudza też najwyższej próby sprawność fizyczna niezwykle zaangażowanych emocjonalnie tancerzy zespołu z Antwerpii.
Leszek Bernat