Każdego roku w małej francuskiej miejscowości Ambronay, położonej niedaleko Lyonu w regionie Owernia-Rodan-Alpy, organizowany jest jeden z najważniejszych festiwali muzyki barokowej. Prawie wszystkie koncerty odbywają się w głównej nawie benedyktyńskiego opactwa, które na przestrzeni ostatnich lat zostało niemalże całkowicie odrestaurowne po dokonanych tutaj na skutek różnych historycznych wydarzeń zniszczeniach.
Dzięki zakrojonym na szeroką skalę pracom przywracającym temu sakralnemu obiektowi dawną świetność powstała też przylegająca do jednego z jego boków kameralna sala koncertowa: Salle Monteverdi. Z kolei w innej części miasteczka usytuowane jest wielofunkcyjne audytorium, w którym mają miejsce wydarzenia o bardziej ludycznym charakterze, jak na przykład spektakle przeznaczone dla dzieci lub całych rodzin. Warto jeszcze przypomnieć, że pomysłodawcą, twórcą i wieloletnim dyrektorem cieszącej się wciąż rosnącym prestiżem manifestacji jest Alain Brunet.
Po nim stery owego cieszącego się ogromnym powodzeniem u przybywającej nieraz z dalekich stron publiczności święta muzyki barokowej przejęła dynamiczna i pomysłowa Isabelle Battioni. Tradycyjnie już zaprosiła ona artystów cieszących się międzynarodową renomą, jednocześnie dając szansę na skonfrontowanie się z odbiorem wymagających słuchaczy młodym i dopiero znajdującym się na początku kariery zespołom.
Ponadto w Festiwal w Ambronay wpisały się już na stałe przebiegające w miłej atmosferze nieformalne spotkania z wykonawcami i najróżniejsze wydarzenia towarzyszące. Oczywiście nie można zapominać o tym, że napięta sytuacja polityczno-wojenna na świecie i związane z tym kryzysem ogromne wydatki na zbrojenia nie pozostają bez wpływu na kulturę, na którą przeznacza się wciąż niepokojąco malejące środki finansowe.

Owe restrykcje dotknęły również i tę francuską manifestację, która tego roku po raz pierwszy została okrojona do trzech, zamiast do tej pory czterech, weekendów. Zrobiono natomiast wszystko, aby nie ucierpiał na tym poziom i bogactwo ambitnie zaplanowanego programu.

Odbywającą się od 12 do 28 września edycję zainaugurowały cenione Chór i Orkiestra Ghislieri z włoskiej Pawii, które pod batutą Giulio Prandiego zaproponowały słuchaczom Te Deum i fragmenty Il Vespro di Santa Cecilia Alessandro Scarlattiego. W przypadku tego pierwszego dzieła mieliśmy do czynienia z prawykonaniem, gdyż chodzi tu o kompozycję do tej pory nieznaną, odkrytą niedawno przez Lukę Della Libera. Następnie zespół La Palatine, kierowany przez Guillaume’a Haldenwanga, wykonał Stabat Mater i Kantaty tego samego twórcy. Zaś dyrygent Lionel Meunier stojący na czele ansamblu Vox Luminis oraz Freiburger Barockorchester interpretowali Mszę h-moll Jana Sebastiana Bacha.
Udało mi się dotrzeć dopiero na drugi festiwalowy weekend, otwarty występem polskiego Cohaere Ensemble. We wspomnianej Sali Monteverdiego zachwycił on publiczność cyklem utworów zatytułowanych Symphonies divisées par suite de tons francuskiego kompozytora Pierre’a Gaultiera de Marseille (czyli z Marsylii).
Ponieważ chodzi w tym przypadku o twórcę praktycznie nieznanego, warto podać na jego temat parę podstawowych informacji. Urodził się on w La Ciotat (1642), a zmarł w Sète (1696), zaś kształcił w Paryżu u renomowanego klawesynisty Jacques’a Championa de Chambonnières.

W zasady gatunku operowego wtajemniczał go natomiast sam Jean-Baptiste Lully. Gaultier de Marseille jest autorem dwóch oper: Le jugement du Soleil (Wyrok Słońca) i Le Triomphe de la Paix (Triumf Pokoju), które niestety nie przetrwały do naszych czasów. Zachowały się natomiast przywołane wyżej i utrzymane w różnych tonacjach Suity, przeznaczone na jeden lub dwa instrumenty melodyczne z towarzyszeniem basso continuo. W Ambronay zabrzmiały one wysoce atrakcyjnie w interpretacji tworzących wspomniany zespół Marty Gawlas (flet), Marty Korbel (skrzypce), Moniki Hartmann (wiolonczela) i Natalii Olczak (klawesyn). Powiedzmy od razu, że te bezbłędnie komunikujące się wzrokiem i uważnie wzajemnie słuchające instrumentalistki intrygowały swobodą techniczną, wyrazistą artykulacją i dynamiczną elastycznością.
Wykazując nietuzinkową inwencję prowadziły zajmujący dialog, wymieniając się celnie skonstruowanymi myślami muzycznymi, co składało się na sprężystość i zgodność zespołu. Wyczuwało się też szczególnie intymną relację każdej z wykonawczyń z jej instrumentem. Nic zatem dziwnego, że ich koncert spotkał się z gorącym przyjęciem publiczności. Warto przy okazji wspomnieć, że Cohaere Ensemble wziął udział w funkcjonującym już od 2014 roku europejskim programie EEEMERGING+. Celem tej inicjatywy jest wspomaganie i promowanie karier młodych muzyków specjalizujących się w muzyce dawnej poprzez organizowanie rezydencji, koncertów, dokształcania i akcji promocyjnych. A do tych ostatnich zaliczyć także należy wydaną właśnie pod szyldem Ambronay Editions płytę polskiego zespołu.

Tego samego dnia wieczorem festiwalowi goście zajęli miejsca w głównej nawie opactwa, gdzie przebywający obecnie na rezydencji w Théâtre de Caen i koncentrujący swoją działalność na muzyce siedemnastego wieku Ensemble Correspondances przeniósł nas w wyższe rejony duchowości. Otóż pod dyrekcją swego założyciela i szefa artystycznego Sébastiena Daucé - klawesynisty i organisty - interpretował on trzy młodzieńcze kantaty Jana Sebastiana Bacha, skomponowane przezeń w roku 1707 w Mülhausen, gdzie przez kilka miesięcy sprawował funkcję organisty. Chodzi tutaj o kantaty Aus der Tiefe ruf’ich Herr zu dir BWV 131, Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106 i poprzedzoną Sinfonią na smyczki Christ lag in Todes Banden BWV 4. Prowadzeni precyzyjnym gestem, wzrokiem, a nawet ruchami całego ciała członkowie przywołanego zespołu zajmowali pozycje z przodu estrady lub wycofywali się na drugi plan, w zależności od mniej lub bardziej eksponowanych partii wokalnych. Kreowali kontemplacyjny nastrój perfekcyjnym brzmieniem, pięknym zestrojeniem wszystkich zjednoczonych głosów i skupioną modlitewnością oraz pełnym panowaniem nad czasem, każdym dźwiękiem, a także ciszą. Nie zawiedli też imponujący dykcją i wokalną maestrią soliści: Caroline Weynants (sopran), Blandine de Sansal (alt), Sebastian Maclaine (tenor) i Lysandre Châlon (bas).
Stopliwością głosów, idealnie pomiędzy nimi zachowywanymi proporcjami, a zarazem umiejętnością wciągającego eksponowania poszczególnych linii wokalnych urzekali również młodzi śpiewacy z hiszpańskiego zespołu Cantoria, działającego pod kierownictwem Jorge Losany. Ansambl powstał w 2016 roku podczas Festiwalu Muzyki Dawnej w Sierra Espuňa i doskonalił swą sztukę podczas funkcjonującego właśnie w Ambronay - a wspomnianego już wyżej - programu EEEMERGING.

Piewrotnie działał jako kwartet i koncentrował się na interpretacji hiszpańskich utworów polifonicznych z okresu renesansu, odnosząc znaczące sukcesy na najbardziej prestiżowych manifestacjach muzycznych w całej Europie.

Uczestniczył też w audycjach renomowanych stacji radiowych i ma na swoim koncie cenione wyróżnienia. Na tegorocznej edycji festiwalu wystąpił natomiast już w rozbudowanym aż do czternastu artystów składzie i z towarzyszeniem organów, za którymi zasiadła Marina López. Zaprezentowany program - zatytułowany Les Trésors du Vatican (Skarby Watykanu) - zawierał utwory dwóch wybitnych mistrzów polifonii okresu renesansu. Pierwszy z nich to Giovanni Pierluigi da Palestrina, którego właśnie obchodzimy pięćsetną rocznicę urodzin i który wywarł trudny do przecenienia wpływ na twórczość swoich następców. W pierwszej części koncertu rozbrzmiewała jego Missa Papae Marcelli, kompozycja jakby zawieszona w czasie i czerpiąca z najbardziej wyrafinowanych tradycji polifonii.
Drugą część wypełniły motety na podwójny chór Tomása Luisa de Victorii, skądinąd najwybitniejszego ucznia Palestriny, pasjonującego się polifonią sakralną. W tych kompozycjach de Victoria osiąga głęboką ekspresję wykorzystując w tym celu kontrasty pomiędzy poszczególnymi interwencjami dwóch zespołów wokalnych, które prowadzą rodzaj pełnego czułości, ale zarazem intensywnego dialogu. Ów dialog został przez śpiewaków Cantorii wydobyty w poruszającym i zachwycającym swoim mistrzostwem stylu.
Rzęsiste brawa słuchaczy zachęciły artystów do bisu, którym okazało się Cantate Domino Monteverdiego. Bohaterką dwóch kolejnych wieczorów była Cappella Mediterranea, bardzo liczący się w świecie muzyki dawnej zespół, który w tym roku obchodzi dwudziestą rocznicę swego powstania.

Założył go Leonardo Garcia-Alacrón, argentyński dyrygent, klawesynista i zarazem kompozytor, który w ostatnim czasie pojawia się na podium dyrgenckim najbardziej prestiżowych instytucji muzycznych, od Opery Paryskiej aż do Teatro Colón w Buenos Aires. Zawdzięczamy mu między innymi odkrycie licznych dzieł operowych Cavalliego i bogatą dyskografię z zakresu repertuaru włoskiego, hiszpańskiego, francuskiego, flamandzkiego i niemieckiego. Podczas pierwszego wieczoru poprowadził on w Ambronay od organów wykonanie dwuaktowej semi-opéra Acis und Galatea HWV 49 Georga Friedricha Haendla, powstałej do tekstów paru autorów inspirujących się Metamorfozami Owidiusza.
Paradoksalnie ta skromna rozmiarami opera, przeznaczona do prezentowania w kameralnych warunkach prywatnych salonów, stała się za życia kompozytora jego najczęściej wystawianym dziełem. Przywołuje ona popularną historię legendarnej miłości sycylijskiego pasterza Akisa i nimfy Galatei, w której z kolei zakochany jest cyklop Polifem. Kiedy ten ostatni ulegając niepohamowanej zazdrości zabija Akisa przygniatając go skałą, cierpiąca Galatea zamienia krew ukochanego w rzekę.

To miniaturowe arcydzieło Haendla, które skądinąd podlegało później wielu przeobrażeniom i było poddawane nowym orkiestracjom, stanowi błyskotliwą syntezę pomiędzy angielskim i włoskim stylem, wykorzystującą arie da capo i częste interwencje chóru.

Zachwycał się nim sam Mozart, który przygotował jego niemiecką wersję. Na wstępie Garcia-Alacrón, który właśnie na tym festiwalu rozpoczynał swoją błyskotliwą karierę, nawiązał w uroczystym wystąpieniu do rocznicego charakteru wspomnianego koncertu. Następnie argentyński dyrygent nadał interpretacji rzeczonej pozycji porywający słuchaczy lekki i na wskroś teatralny charakter. Zręcznie przeplatał komediowe i tragiczne akcenty, podkreślając pogodny i optymistyczny klimat finału, w którym pogrążona w załobie nimfa odnajduje wewnętrzne ukojenie, niejako przenosząc zmarłego kochanka do boskich sfer. W omawianym wykonaniu wzięli udział świetnie się w swoich rolach odnajdujący soliści, z Charlotte Boden w roli Galatei i śpiewającym partię Akisa Hugo Hymasem na czele.
Nic zatem dziwnego, że entuzjazm publiczności, świętującej z przywołanym zespołem rocznicę jego powstania, został nagrodzony bisem, jakim okazał się powtórzony duet tej dwójki protagonistów: Happy we. Następnego dnia emocje licznie zgromadzonych w nawie głównej słuchaczy zostały ponownie rozpalone do czerwoności podczas koncertu, którego najjaśniej świecącą gwiazdą była współpracująca z Cappellą Mediterranea od początku jej istnienia argentyńska sopranistka Mariana Flores.

Jej występ, z towarzyszeniem zmniejszonego składu ansamblu pod dyrekcją Garcii-Alacróna, został pomyślany jako hołd złożony wybitnym kompozytorkom włoskiego baroku. Przede wszystkim wyeksponowano utwory Barbary Strozzi i Antonii Barby, wykształconych przez Francesco Cavalliego, ojca opery weneckiej. Pierwsza z tych twórczyń odnosiła sukcesy w zakresie madrygału, druga zaś - w typowo włoskiej wirtuozerii.

Obok utworów ich autorstwa słuchaliśmy też kompozycji wspomnianego Francesco Cavalliego, Biago Mariniego, Tarquinio Meruli i Dario Castellego. We wszystkich pozycjach wykorzystująca cały arsenał środków wokalnych i szeroki wachlarz możliwości interpretacyjnych, a ponadto emanująca sceniczną charyzmą Mariana Flores łączyła muzykalność z doskonałą techniką. Posługiwała się odpowiednimi rejestrami ornamentyki, trafnie oddawała zróżnicowane stany emocjonalne oraz fascynująco malowała głosem zmieniając barwy i prezentując doskonale oparte piano.
Podkreślała treść śpiewanych tekstów świetnie dobranymi i w pełni naturalnymi ruchami, nasycając głos rozpaczą lub radością, okazując się przy tym mistrzynią delikatności i miękkości. Oczarowana publiczność przez dłuższy czas nie chciała puścic solistki z estrady, zmuszając ją gorącym aplauzem do kolejnych bisów.
Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o poprzedzającym tę urodzinową galę koncercie o zdecydowanie kameralnym charakterze, który w Sali Monteverdiego zaprezentowali Pernelle Marzorati (harfa historyczna) i Thomas Vincent (lutnia barokowa).

Ten występujący pod szyldem Les Accords Nouveaux duet przygotował program wypełniony repertuarem salonowym o zdecydowanie lekkim klimacie, na który złożyły się utwory Johanna Kropfgansa, Adama Falckenhagena, Jean-Baptiste’a Krumpholtza i Josepha Haydna. Z żalem opuszczałem opactwo w Ambronay, nie mając już możliwości posłuchania takich zapowiedzianych na trzeci weekend festiwalu zespołów, jak Le Grand Ballet, Assemblée, Les Musiciens de Saint-Julien z solistką Julie Roset (sopran), Il Caravaggio czy renomowanego Pygmalionu pod batutą Raphaëla Pichona. Z tym większym jednak entuzjazmem po raz kolejny powrócę na ten niezwykle gościnny i zawsze przyciągający starannie skonstruowanym programem festiwal.
Leszek Bernat