Kiedy w 1988 roku na ekranach kin pojawił się film Beetlejuice w reżyserii Tima Burtona, mało kto spodziewał się, że czarna komedia o demonie stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tytułów jego kariery. Film, łączący horror i groteskowy humor, szybko zdobył status kultowego, doczekał się animowanego serialu, licznych gadżetów, a w 2019 roku również musicalowej wersji na Broadwayu. Ten spektakl otrzymał aż osiem nominacji do nagród Tony.
We wrześniu 2025 roku Beetlejuice zagościł na deskach warszawskiego Teatru Syrena, stając się jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń musicalowych w Polsce. Fabuła musicalu jest wierna oryginałowi: poznajemy małżeństwo Maitlandów, które ginie w wypadku i trafia do zaświatów. Tam spotykają demona Betelgeuse’a, marzącego o powrocie do świata żywych.

Jedynym sposobem, by spełnić jego plan, jest wykorzystanie Maitlandów i młodej Lydii Deetz, zmagającej się z żałobą po śmierci matki. Ich losy splatają się w groteskowej historii, która – mimo horrorowej otoczki – niesie przesłania o akceptacji, stracie i relacjach rodzinnych. Musical bawi czarnym humorem, ale też potrafi wzruszyć. Groteska i makabra przeplatają się tu z morałami, co tworzy mieszankę nieoczywistą, a przy tym atrakcyjną dla współczesnego widza. Najwięcej komediowej energii wnosi do spektaklu Maciej Maciejewski jako Beetlejuice. Jego interpretacja postaci jest pełna groteski i humoru, a choć muzycznie nie zawsze wypada równie mocno, aktorsko potrafi utrzymać ciężar całego spektaklu.
Julia Totoszko jako Lydia tworzy charyzmatyczną, przekonującą postać — w jej interpretacji bohaterka zyskuje urok i emocjonalną głębię. Wokalnie nie zawsze dorównuje broadwayowskiemu pierwowzorowi, ale w kilku utworach potrafi naprawdę porwać publiczność. Gorzej wypadają role drugoplanowe: śpiew bywa niewyraźny, a techniczne problemy z mikrofonami sprawiają, że wysokie dźwięki momentami są nieprzyjemne dla ucha.

Mimo to aktorzy drugiego planu prezentują solidny poziom i nie wybijają spektaklu z rytmu. Piosenki w polskiej adaptacji są poprawne, choć nie wszystkie zapadają w pamięć tak mocno jak broadwayowskie oryginały. Brakuje im chwilami energii, przez co niektóre numery nie wybrzmiewają w pełni. Na szczęście rekompensuje to oprawa wizualna.

Scenografia i kostiumy zaskakują rozmachem, zwłaszcza jak na polskie warunki. Twórcy sięgnęli po burtonowski klimat – groteskę, mocne kontrasty i karykaturalne elementy – dzięki czemu widz od pierwszej sceny czuje, że przeniósł się do świata balansującego między makabrą a absurdem. Polski Beetlejuice to spektakl udany, choć z pewnymi mankamentami. Bawi, chwilami wzrusza, a przede wszystkim zachwyca scenografią i charakterystycznym klimatem. Maciej Maciejewski i Julia Totoszko dźwigają na swoich barkach główne role, a mimo kilku potknięć wokalnych całość ogląda się z przyjemnością. To widowisko pełne czarnego humoru, nie dla każdego, ale jeśli ktoś ceni połączenie groteski i muzycznej energii, wyjdzie z Syreny usatysfakcjonowany.
Michał Pilinko