Pomysł wplecenia dwóch typów awantur – rodzinnych i sąsiedzkich – w jeden spektakl Teatru Telewizji wydawał się dosyć oryginalny. Rzecz wymagała jednak odpowiedniej naturalistycznej scenerii, więc na tradycyjnej scenie byłoby to dosyć trudne do wyobrażenia, choć z drugiej strony wszystko, co dzieje się w jednym pomieszczeniu nadaje się do w sumie kameralnego przedsięwzięcia.

Tomasz Walesiak dosyć zgrabnie ułożył historię, w której psychopatyczna matka chce wprowadzlć swoje rządy do nowego domu córki i zięcia, a jeszcze ma na głowie autystycznego syna, który balansuje na granicy depresji i samobójstwa.
Wplecenie niemal tak samo porąbanego małżeństwa sąsiadów jako zabieg dramaturgiczny, dodaje jeszcze rumieńców prezentowanej historii, co zmyślnie spożytkował reżyser Michał Grzybowski. Ten drugi kierował się dysproporcją – co przyznał w rozmowie po spektaklu – stosunków we własnej „normalnej” rodzinie z elementami wydarzeń teatralnej czyli „nienormalnej”. Jednak jak uczy doświadczenie różnica między normalnością a patologią w sprawach podstawowej komórki społecznej jest w sumie niedostrzegalna. Rodzice, a zwłaszcza matki, są zwykle oparte na prototypie Dulskiej i należą do profesjonalnych detonatorów rozmaitych nieszczęść, promotorek spraw rozwodowych. A wszystko z niepohamowanej miłości i nadaktywności połączonej z nadopiekuńczością. Czy podobną inspiracją do stworzenia opowieści Rodzice było własne doświadczenie autora Tomasza Walesiaka – nie wiemy.
Jednak sądząc po wcześniejszych jego pracach i wypowiedziach dla mediów mogły to być także projekcje autobiograficzne. „Polegałem na własnych doświadczeniach i relacjach z bliskimi – z rodziną i przyjaciółmi. Jeden z ciężkich, emocjonalnych dialogów dzień po burzliwej dyskusji z moją mamą.
Ona pewnie przeczyta tę wypowiedź i w tym momencie będzie miała w oczach przerażenie, bo wybiera się na spektakl ze swoimi przyjaciółkami. Mamo, nie przejmuj się, to nie jest o Tobie” – powiedział Tomasz Walesiak w rozmowie o swoim wcześniejszym spektaklu Kiedy stopnieje śnieg pokazywanym w TR Warszawa. „To, co dzieje się na scenie, to potężna rodzinna konfrontacja. Jeśli chodzi o postacie, to zdecydowanie łatwiej utożsamić mi się z bohaterkami i bohaterami w moim wieku.

Każda i każdy na swój własny sposób radzi sobie z trudnymi emocjami. Mam poczucie, że ja osobiście trudne sytuacje odreagowuję poprzez żart, ironię.” A więc wychodzi na to, że autor przerabia wciąż tę samą historię, tylko w różnych odsłonach i wariantach, bo przecież konflikty i awantury mogą mieć bardziej lub mniej gwałtowny przebieg i stanowić mniej lub bardziej udaną pożywkę dla żartów i anegdot, które będzie się na starość opowiadać wnukom. Co do spektaklu Rodzice był on dosyć ospały i formalny w pierwszych dialogach młodej pary, ale potem się szybko rozkręcił, nabrał dynamizmu. Ma też bardzo udany akcelerator – konfrontację tytułowej rodziny z sąsiadami. Tutaj możemy zaobserwować aktorski majstersztyk, gdy nieco „odjechanego” sąsiada Damiana gra Łukasz Simlat (siedem lat bez alkoholu). To jest znakomite – wisienka na torcie.
Joanna Tumiłowicz