Odpowiedź może być tylko jedna. Dobrze, bo tak też odpowiedział Pan Bóg malarzowi Janowi Styce. – „Maluj dobrze a nie na kolanach” . To się odnosi również do wspaniałego, dwuczęściowego koncertu, na którym Julianna Avdeeva, nasza piękna laureatka Konkursu Chopinowskiego, wykonała 24 Preludia i Fugi Dymitra Szostakowicza. Festiwal Chopin i Jego Europa obrósł w różne doniosłe wydarzenia i ten recital był z pewnością jednym z nich.
Najpierw jednak trzeba coś powiedzieć o samym dziele, które wywodzi się z jednego z kardynalnych osiągnięć Jana Sebastiana Bacha. Zbiór 24 Preludiów i Fug to w sumie dzieło pedagogiczne, bo poszczególne utwory we wszystkich możliwych tonacjach ułożone są od łatwiejszych do trudniejszych, zaś autor sam napisał, „na użytek młodzieży muzycznej chcącej się uczyć, a szczególnie dla tych, którzy już są zaawansowani w nauce”.
Więc nawet początkujący pianista może się zmierzyć z pierwszym Preludium ze zbioru Bacha, tak jak początkujący wiolonczelista może smarować smykiem po strunach grając Preludium z I Suity na ten instrument. Jednak nie to jest najważniejsze. Zbiór jest traktatem o muzyce, wyobraźni dźwiękowej i konstrukcyjnej. Wszystko w życiu i w sztuce ma początek, a więc preludium, a potem zaczynają się schody, ucieczki, czyli fugi.

Jest nawet takie powiedzenie fugas chrustas, jednak ułożenie dobrej fugi muzycznej wymaga już sporych umiejętności. To nie tchórzliwa ucieczka, ale umiejętne przewijanie się z własnym tematem wypowiedzi muzycznej pomiędzy innymi, bardzo podobnymi, albo wręcz identycznymi. Dymitr Szostakowicz wpadł na pomysł pójścia tym tropem Bacha w Lipsku, gdzie pojechał na uroczyste obchody 200-lecia śmierci Mistrza, a swoje 24 Preludia i Fugi zadedykował młodej Rosjance Tatianie Nikołajewej, która później to wielokrotnie wykonywała i nagrywała.
Zbiór Szostakowicza też może być traktowany jako utwory pedagogiczne, choć chyba jest trudniejszy od Bachowskiego. Z początku nie spodobał się krytykom w ZSRR, bo utwory są skomplikowanie, czasem w stylu archaicznym, ale też wiele tu typowo Szostakowiczowskiej ironii, groteski, a czasem pojawia się nawet wściekłość. Niektóre części cyklu są jakby imitacją rozmowy, z której przebija przemoc. Silniejszy gromi słabszego, widać wyraźną przewagę jednej z hipotetycznych postaci nad drugą.
A dodatkowo sam gatunek fugi, zbyt mocno kojarzył się rosyjskim ideologom z kulturą niechętnie – wtedy i dziś – przyjmowanego Zachodu. Jak grała Avdeeva? Aby odpowiedzieć na to pytanie posłużę się metodą relatywistyczno – komparatystyczną stosowaną przez lokalnych znawców przedmiotu, czyli sięgnę do znanych mi nagrań tego wspaniałego cyklu. Otóż Keith Jarrett – amerykański pianista, klawesynista i kompozytor muzyki jazzowej (i poważnej, jak podaje Wikipedia) ma na swoim koncie cały cykl 24 Preludiów i Fug. To nie byle jaki muzyk, bo ponoć jego The Köln Concert, jest najlepiej sprzedającą się solową płytą w historii jazzu. Nie jest jednak taką płytą nagranie 24 Preludiów i Fug Szostakowicza.

Trudno powiedzieć co skłoniło jazzmana do wysiłku podporządkowania się pokrętnej, eklektycznej, a miejscami wirtuozowskiej stylistyce rosyjskiego kompozytora. Tłumaczymy to jako tchnienie Szostakowiczowskiego geniuszu. Jarrett gra wszystko dosyć sprawnie, ale jakoś dziwnie „sucho”.

Zupełnie jakby nie uprawiał jazzu. Gdzieś przepadł jego luz, swoboda, całkiem jakby nie czuł bluesa, jakby te nuty wielkiego Rosjanina, to była jakaś biblia, z którą nie wolno żartować, podrabiać, przekręcać. A gdzie łatwość improwizowania? Nawet nie trzeba zmieniać poszczególnych dźwięków, tylko je odpowiednio podać na tacy. Jedynie w dwóch przypadkach – w Preludium i Fudze 12 oraz 24 – jako ekstremalnie patetycznych, artystę trochę ponosi, ale w pozostałych częściach cyklu jest spokojny i poważny.
Wydaje się, że gdyby sam Bach przeżył jeszcze 200 lat więcej i podano by mu do zagrania Preludia i fugi Szostakowicza, to on to by zagrał, ale nie mogąc się otrząsnąć ze zdziwienia, że tak też można. Tymczasem Julianna Avdeeva wie, że można sobie pozwolić na wiele. Można się rozkochać w poszczególnych frazach, można walić po klawiszach albo udawać, że się nie gra, tylko dźwięki gdzieś z daleka się pojawiają i zaraz znikają.

Pianistka wyczuwa, gdzie kompozytor czerpał z Chopina, np. w Preludium 13, gdzie podrabiał Bacha, np. Preludium 15, gdzie nawiązywał do Obrazków z Wystawy Musorgskiego – Preludium 23, gdzie przywoływał rosyjskie pieśni – np. Preludium 16, albo tańce ludowe, gdzie groził swoim prześladowcom (Fuga 12), a gdzie słaniał się pod brzemieniem nacisków ideologicznych.

Gdzie kpił, a gdzie się bał. Avdeeva rozłożyła cykl 24 Preludiów i Fug na dwa wieczory, zresztą na swoje nieszczęście, bo dała podwójną okazję do popisów tym melomanom, którzy chcieli udowodnić, że mają telefony komórkowe. Prawda, że w niektórych wolniejszych epizodach cyklu artystka „przeestetyzowała”, ale wynagrodziła to słuchaczom huraganowymi rzutami na klawiaturę w odcinkach późniejszych, aby uczucie kontrastu było ekstremalne. Ona jest dobra w takich grach i za to ją lubimy.
Joanna Tumiłowicz