Przegląd nowości

Elektryzujący Liu

Opublikowano: wtorek, 02, wrzesień 2025 17:29

Doskonały, należący nawet do światowej czołówki kwartet smyczkowy może oczywiście zapewnić pełną salę, ale to jednak „tylko” muzyka kameralna, utwory drugiego wyboru. Kwartet z fortepianem to już nieco lepsza propozycja, bo instrument dodający szybkie perkusyjne przebiegi, dający radę niekiedy całej orkiestrze, a co dopiero kilkorgu smyczkowcom, sprawia, że słuchacz nie jest pozostawiony tylko arco i pizzicato.

 

Liu Bruce 1

 

Jeśli do tego pianista ma charyzmę, talent owiany jakąś tajemnicą i pokaźne grono fanów płci obojga, sprawa nabiera zupełnie innego wymiaru. Udział Bruce'a Liu, posiadacza legendarnego imienia i nazwiska podobnego do ikony kina i superbohatera, w koncercie Apollon Musagete Quartet, to wydarzenie ekstraordynaryjne. Po prostu najwyższy światowy poziom do piątej potęgi.


Po tym przydługim wstępie można przejść do omawiania programu koncertu tak skrojonego, by wisienki i tort pozostawić na koniec występu. Na początek zagrał sam kwartet Medytację nad Chorałem św. Wacław Józefa Suka. Choć w programie drukowanym ta pozycja zamykała koncert, ale chyba by nikt nie był w stanie przenieść entuzjazmu aż do tego miejsca. Jeden z bywalców od razu zanotował na fb: „Za chwilę BRUCE LIU, W pierwszej części była rozgrzewka” (w domyśle – co mi tam kwartet). A więc owa Medytacja była pięknie brzmiącą, kantylenową miniaturą, w której zawarte zostały nadzieje naszych sąsiadów Czechów z 1914 roku na uzyskanie własnego niepodległego państwa. Polacy to znają też z liczącego wiele lat doświadczenia i na szczęście nie zmarnowali wtedy okazji. 

 

Liu Bruce 2

 

Jeszcze prawie 100 lat wcześniej Adam Mickiewicz pisał: „O wojnę powszechną za Wolność Ludów! Prosimy cię Panie”. W tym wołaniu było również miejsce dla Czechów. Po tym pięknym wstępie Apollon Musagete, który stażem jest młodszy od występujących wcześniej Hagena i Belcea, wciąż na stojąco za wyjątkiem wiolonczelisty Piotra Skweresa, wzięli się za danie główne, czyli Mozarta Kwartet fortepianowy g-moll. To dzieło dzisiaj odbierane jako apoteoza piękna i młodości w swoich początkach budziło niechęć wykonawców. Było dla nich za trudne, bo wtedy nie wszyscy mieli takie dyplomy jak nasi chłopcy z Apollon Musagete. Wydawca, który zamówił u Wolfganga Amadeusza aż trzy takie Kwartety z fortepianem zląkł się, że nie sprzeda tych nut i powiedział, że honorarium za trzy wypłaca, ale prosi, by już nie przysyłać drugiego i trzeciego – donosi w książce programowej Festiwalu Chopin i jego Europa Kamila Stępień-Kutera. W ten sposób zapisał się zgniłymi zgłoskami w historii muzyki. Ale słuchało się teraz tego Mozarta z prawdziwą przyjemnością, którą udział Bruce,a Liu jeszcze powiększył. Po przerwie był czas na deser, a właściwie dwa desery. Kwintet fortepianowy Roberta Schumanna, to dzieło znane i lubiane, melodyjne, miejscami udramatyzowane i do tego wirtuozowskie. Gdyby coś takiego otrzymał już wspomniany wydawca Mozarta, byłoby pozamiatane. Trudno powiedzieć, kto narzucił mordercze tempo w Scherzu Molto vivace. Można podejrzewać, że niesyty Bruce, ale kwartetowcy też się wyrobili, a wiolonczelista nawet się uśmiechał. I po tym arcypopularnym Schumannie cała ekipa, razem z Liu wykonała transkrypcję wzruszającego Nokturnu (pośmiertnego), w którym Chopin, jakby z zaświatów wspomina swoją najpopularniejszą piosnkę Gdybym ja była słoneczkiem na niebie. Kto zrobił aranżację, nie wiadomo. Chyba nie pianista, któremu zamiast pełnej partytury autor „obrabotki” wpisał w części tylko podkład lewej ręki: um-pa-pa. Miał więc nasz wirtuoz prawie występ w utworze na lewą rękę. Ale podobało się wszystko bardzo i bez stojącej owacji się nie obeszło.

                                                                                Joanna Tumiłowicz