Kolejny koncert Artystki zaprzyjaźnionej z tym festiwalem, której nie mogło zabraknąć z okazji jego jubileuszu. Elżbieta Stefańska rozpoczęła swój występ od wzruszającego gestu wręczenia bukietu kwiatów Stanisławowi Gałońskiemu, a więc osobie, bez której nie byłoby Muzyki w starym Krakowie.
Przy tej sposobności jej inicjator i do dziś dyrektor artystyczny zabrał głos, w oszczędnych słowach dziękując publiczności za wierne towarzyszenie, albowiem kierowany przez niego festiwal wyróżnia się na tle innych i tym, iż obywa się bez przemów, oddając należne miejsce przede wszystkim samej muzyce.
Tego wieczora Elżbieta Stefańska zaprosiła do udziału nie tylko swoją niegdyś studentkę, a obecnie stałą współpracowniczkę Mariko Shioyę, ale także innych muzyków specjalizujących się w wykonawstwie historycznym na instrumentach z epoki i tworzących zespół Solo e tutti.

Ich występ odbył się pod hasłem Bach i synowie, co posiadało dla mnie dodatkowy wydźwięk sentymentalny, przywołując w pamięci tak samo zatytułowany koncert z początków moich zainteresowań tą dziedziną sztuki, a w którym wzięła udział Elżbieta Stefańska, wraz ze swoją Mamą – Haliną Czerny-Stefańską – wykonując Koncert podwójny Es-dur na fortepian i klawesyn Wq 47 Carla Philippa Emanuela – a całość z orkiestrą Filharmonii Krakowskiej poprowadził wtedy Jerzy Katlewicz.

Tym razem posiadał on zdecydowanie kameralny charakter. Ram dostarczyły dla niego zagrane przez polską i japońską klawesynistki podwójne koncerty: c-moll BWV 1060 Johanna Sebastiana oraz F-dur Wq 46 Carla Philippa Emanuela. W pierwszym przypadku największe wrażenie wywarło na mnie środkowe Adagio, pełne medytacyjnej zadumy, w którym partie dwóch solowych instrumentów rozwijają się w technice imitacyjnej na tle pizzicata smyczków. Kolejny punkt programu odwoływał się poniekąd do gry muzycznych zwierciadeł.
Bardzo popularnego Koncertu klawesynowego d-moll BWV 1052 wysłuchaliśmy w wersji zanotowanej przez syna Carla Philippa Emanuela oraz z partią orkiestrową już współcześnie przetransponowaną na drugi klawesyn przez niemieckiego muzykologa Wernera Breiga.

Spośród Sześciu sonat „hamburskiego“ Bacha jak nazywa się Carla Philippa Emanuela, w katalogu Wotquenne'a oznaczonych pod pozycją 92, najbardziej przypadła mi do gustu Es-dur w tempie Andante, w której flet prowadzi dialog z altówką i klawesynem na zasadzie pytań i odpowiedzi.
W Kwartecie D-dur op. 19 Johanna Christiana Bacha, określanego z kolei mianem „londyńskiego“, partia fletu ukształtowana została na sposób wokalny, co uwydatnił jeszcze „śpiewający“ na nim Tomasz Potaczek. O ile akustyka kościoła św. Marcina podczas recitalu Krzysztofa Jakowicza sprzyjała brzmieniu skrzypiec, unosząc je pod sklepienie, to w przypadku klawesynów zatarła selektywność dźwięku, zwłaszcza w przypadku ustępów przeciwstawiających ich partie. Wieczór ten stanowił doskonałe wprowadzenie do przewidzianego nazajutrz występu Jordiego Savalla i towarzyszących mu muzyków.
Lesław Czapliński