W surowym, ale o niezwykłej akustyce wnętrzu luterskiego kościoła św. Marcina wystąpił Krzysztof Jakowicz, kolejny niezawodny przyjaciel festiwalu Muzyka w starym Krakowie, wiernie mu towarzyszący od wielu lat. Nie mogło go zatem zabraknąć podczas tego jubileuszowego, pięćdziesiątego. Wybitny skrzypek wygłosił z tej okazji krótką laudację skierowaną do pomysłodawcy i do dzisiaj dyrektora artystycznego Stanisława Gałońskiego, który musi stawiać czoła trudnościom finansowym nawet w roku okrągłej rocznicy.

Artysta zatem calkiem bezinteresownie ofiarował Jemu i zebranej publiczności swoją grę, rezygnując z honorarium. Jądrem jego recitalu były utwory barokowe dwóch ówczesnych tytanów: Johanna Sebastiana Bacha i Georga Philippa Telemanna. Trudno zdecydować się i stwierdzić, co budziło większy podziw.
Perfekcyjna technika i wirtuozeria, niesłabnące z upływem lat. Czy szlachetne brzmienie instrumentu unoszące się pod sklepienie. A może dojrzałość interpretacyjna, sprawiająca, że niezależnie od całej błyskotliwości wydobywanej z tekstu muzycznego, nie umykało uwadze artysty budowanie formy w przypadku Bachowskiej I Partity h-moll BWV 1002 czy Telemanowskich fantazyj: VII i X. Biegłość techniczna, granicząca nieomal z czymś nadludzkim, doszła do głosu zwłaszcza w utrzymanym w zawrotnym tempie Courante.
Następujące po każdej części ustępy wariacyjne skrzypek zaznaczał za sprawą lżejszej dynamiki i artykulacji, tak że mogły one sprawiać wrażenie akustycznego cienia rzucanego przez poprzednie ogniwo. Wieloletnie doświadczenie artystyczne skrzypek wykorzystał w wymagającej interpretacyjnego namysłu i rozwagi Chaconne z II Partity d-moll BWV 1004.
Jakowicz znowu dostosowywał do wymowy kolejnych wariacji rodzaje brzmienia, a zarazem panował nad spójną wizją całości. Pięknem wydobywanego ze skrzypiec dźwięku, jego nasyceniem i wynikającą z tego ciepłą barwą można się było napawać w wolnych, refleksyjnych częściach w tempie Largo z Fantazji: Siódmej TWV 40:20 i Dziesiątej TWV 40:23.
Muszę przyznać, że po tej dawce muzyki pełnej głębokich treści, zawierające popisowe sztuczki, w tym grę na jednej strunie, utwory komponujących wirtuozów wydały mi się dość powierzchowne i błahe. A więc kaprysy: V Es-dur „Alla saltarella“ op. 5 Henryka Wieniawskiego oraz XV e-moll op. 1 Niccolò Paganiniego. Na bis Krzysztof Jakowicz sięgnął do miniatur ulubionego przez siebie Panajota Bojadżijewa, związanego z naszym krajem bułgarskiego skrzypka i kompozytora, w tym przepełnionego muzycznym humorem Krakowiaka.
Lesław Czapliński