W ramach jubileuszowego, pięćdziesiątego festiwalu Muzyka w starym Krakowie wystąpiła orkiestra kameralna Wirtuozi Lwowa, co roku powracająca do kościoła jezuitów przy ulicy Kopernika. Poprzednio zazwyczaj z utworami lwowskiego Mozarta (Franza Xavera, syna Wolfganga Amadeusa), a tym razem z muzyką ukraińską i polską. Większość kompozycji reprezentujących rodzimą twórczość gości utrzymana była w charakterystycznym dla niej elegijnym nastroju.
Wieczór otworzyła orkiestrowa transkrypcja pierwotnie chóralnego koncertu Hospody, syłoju twojeju Dmytra Bortnianśkiego, klasycystycznego kompozytora pochodzącego z Głuchowa na Ukrainie, doskonalącego swój kunszt we Włoszech i związanego następnie z dworem w Petersburgu, dla którego pisał opery (jedną z nich przed laty przedstawiono w ramach Muzyki w starym Krakowie).
Na mnie największe wrażenie wywarło toczące się rozlewną frazą Andante z solami: skrzypcowym (Wołodymyr Duda), altówkowym i wiolonczelowym. Wewnętrznym skupieniem odznaczało się poświęcone pamięci Tarasa Szewczenki Preludium Jakowa Stepowyja, nadnieprzańskiego twórcy zmarłego na tyfus w 1921 roku. Wirtuozi Lwowa pod dyrekcją Serhija Burki zagrali je nasyconym dźwiękiem o ciemnym zabarwieniu. Stanisław Ludkewycz był drugim obok Wasyla Barwinśkiego reprezentantem tym razem środowiska galicyjskiego kompozytorów ukraińskich.
Dożył sędziwego wieku 100 lat i przejściowo był patronem Filharmonii Lwowskiej po Czajkowskim, którego imienia pozostaje do dziś ulica przy której ona stoi (dawniejsza nazwa Chorążczyzna - od Andrzeja Potockiego). Wysłuchaliśmy jego Czterech pieśni, z których dwie ostatnie utrzymane były w formie dumek, z łkająco opadającą linią melodyczną i dyskretnymi wokalizami.
Myrosław Skoryk, którego imię po śmierci w 2020 roku nadano Filharmonii Lwowskiej (okazuje się, że nie tylko w Polsce degraduje się poprzednich patronów, że wspomnę Ludwika Solskiego, którego w krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych zastąpiono Stanisławem Wyspiańskim), poza swoim krajem pozostaje rozpoznawalnym głównie jako autor muzyki filmowej: do huculskich Cieni zapomnianych przodków w reż. Sarkisa Paradżaniana i Wysokiej przełęczy w reż. Wołodymyta Denysenki - z tej ostatniej pochodzi Melodia a-moll, która zwłaszcza ostatnio, w związku z wojną zyskała międzynarodową sławę.
Psalm 50 „Hospody pomyłuj“ (Boże, zmiłuj się) to muzyczna medytacja, łącząca tradycje śpiewu cerkiewnego w partii wokalnej z uproszczoną, nowoczesną fakturą harmoniczną w akompaniamencie, co podkreśliła kościelna akustyka z właściwym jej pogłosem, unoszącym pod sklepienie srebrzyste brzmienie sopranu Sofii Sołowij. Miasto Maryji Zoltána Almasziego, ucznia Jurija Łaniuka i jak tamten będącego kompozytorem i wiolonczelistą, to rodzaj przejmującego trenu na smyczki, stanowiącego hołd dla bohaterskiego oporu Mariupola.
Rozpoczyna się solo altówkowym i ostatecznie wygasa wiolonczelowym, z ostro zarysowaną, dysonującą kulminacją mniej więcej w punkcie złotego podziału. Program uzupełniły dwie polskie pieśni: Życzenie Fryderyka Chopina do słów Stefana Witwickiego oraz Znasz-li ten kraj Stanisława Moniuszki do Mickiewicza parafrazy wiersza Goethego.
Te znane miniatury wokalne zyskały nowe oblicze za sprawą zmienionej szaty instrumentalnej, dokonanej przez obecnego na koncercie Wiktora Kaminśkiego, który zorkiestrował fortepianowy akompaniament. Wspomniany pogłos oraz powściągliwe tempa przydały większego ciężaru gatunkowego i nieco monumentalnych rysów wykonanej na zakończenie młodzieńczej Serenadzie op. 2 Mieczysława Karłowicza. A może następnym razem lwowscy muzycy dokonaliby konfrontacji związanych z tym miastem kompozytorów ukraińskich (Ludkewycza, Barwinśkiego i Mykoły Kołessy) z polskimi (Mieczysław i Adam Sołtysowie, Tadeusz Majerski, Andrzej Nikodemowicz)?
Lesław Czapliński