Jak zatytułować jeden z najbardziej oryginalnych koncertów Festiwalu Chopin i jego Europa? Bo występ Chóru Opery i Filharmonii Podlaskiej pod dyrekcją Fabia Biondiego w programie Rossiniowskim z natury rzeczy stanowił rodzaj operowej namiastki, do czego włoski dyrygent już nas ze swą orkiestrą Europa Galante przyzwyczaił. Ten znakomity zespół chóralny przygotowywany przez Violettę Bielecką odpowiada za przygarść świetnych koncertowych i nagraniowych kreacji Moniuszkowskich, co zresztą sam Biondi przypomniał w emocjonalnym przemówieniu na zakończenie występu.
Mieliśmy w Warszawie także italianistyczne wersje naszych arcydzieł operowych, co dawało nadzieję na przełamanie totalnego nie zauważania Moniuszki przez rzeczoną Europę. A teraz już bez udawania, że Moniuszko był Włochem (i kobietą), program koncertu wypełniły utwory wokalne Gioacchino Rossiniego przeznaczone na chór, co najwyżej z akompaniamentem fortepianu. 14 niewielkich utworów z włoskimi tekstami i drobnym wtrętem francuskojęzycznym, przeniosły nas w cudowny świat muzyki pełnej skocznego rytmu, bliskiej wyrazowo innej kompozycji tego autora, Sonatom na smyczki, gdzie lekkość i melodyjność konkuruje z młodzieńczym humorem. W zestawie chóralnych pieśni znalazły się co prawda pozycje poważniejsze, jak choćby fragment a’capella ze Stabat Mater – Quando corpus morietur, ale był to jednak wyjątek. Fabio Biondi poprowadził cały program z subtelnością i wrażliwością, pięknie różnicując dynamikę następujących po sobie fraz, a nawet wyciszając śpiew w obrębie poszczególnej frazy. Potraktował też towarzyszącą zespołowi pianistkę Paolę Poncet jako współtwórczynię obrazu muzycznego całości, bowiem ona musiała mu zastąpić Europa Galante, gdzie na co dzień gra na klawesynie.
To pewnie dlatego dano jej do dyspozycji instrument historyczny, a nie współczesny, brzmiący pełniej. W całości zatem obraz brzmieniowy wieczoru też był bardzo oryginalny i zróżnicowany, bo były utwory na chór mieszany, chór żeński, chór męski, a nawet na kwartet żeński, który zaśpiewał z fortepianem uroczą i zabawną miniaturkę z improwizowanymi głosami zwierząt, kotów, drobiu, psa. Prawdziwe mistrzostwo chóru i umiejętność wydobycia z niego spoistości nakładających się głosów objawiło się we wspomnianym już ustępie ze Stabat Mater, co dyrygent zdecydował się jeszcze powtórzyć na bis.

Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej zachwyca pewnością intonacji i możliwościami wokalnymi swoich śpiewaków, którzy z powodzeniem mogą kreować także partie solowe – w wysłuchanym koncercie udowodnili to m.in. sopranistka i baryton. A jednak jeśli któryś z odbiorców chciałby się słuchając pieśni Rossiniego „ogrzać w promieniach południowego słońca”, to mógł się czuć nieco zawiedziony. W specyficznych utworach Mistrza z Pesaro przewidziano zapewne możliwość typowo włoskiego popisu wokalnego, rozlewnych fermat śpiewanych pełnym głosem, lejących się melodii gondolierów i egzotycznych kochanków. W tym wypadku mieliśmy jednak interpretację bardziej chłodną emocjonalnie. Po prostu na estradzie Studia Koncertowego im. Witolda Lutosławskiego zaprezentowano muzykę z Italii Północy. Może zabrakło jeszcze jednego, jakże popularnego Rossiniowskiego żartu muzycznego – duetu kotów czyli Duetto buffo di due gatti?
Joanna Tumiłowicz