... w poszukiwaniu przerzucanych z Niemiec nielegalnych imigrantów. W pierwszej części uwertury, granej przy otwartej kurtynie i stanowiącej przedakcję, uchodźca (czyżby ze względu na egzotyczną urodę tureckiego basse'a noble Doğukana Özkana?), który później okaże się Alidorem, rozkłada przed Kopciuszkiem karty, ale zostaje brutalnie przepędzony przez nadchodzących bojówkarzy, którzy w dalszym ciągu staną się częścią chóru (przedstawienia w Operze Krakowskiej 10 i 12 lipca).
Fabuła Kopciuszka Gioacchino Rossiniego jest nie tyle baśnią, ile powiastką moralną, częściowo rozgrywaną na zasadzie zakładu, z którego wynika przebieg akcji, a dotyczącego wystawienia na próbę charakterów postaci i ich zdolności do okazania miłosierdzia i wielkoduszności. Z morałem, ale o nim, gdy nadejdzie dlań właściwa pora, choć jego zalążek obecny jest już na samym początku. W przebiegu intrygi daje znać o sobie zabieg od nazwiska siedemnastowiecznego komediopisarza francuskiego określany mianem „marivaudage“.

W tym przypadku polegający na zamianie strojów pomiędzy księciem i jego lokajem, by incognito wybadać rzeczywiste doń nastawienie, a nie podyktowane przez zajmowaną przezeń pozycję. Wcześniej do domu Don Magnifica zawita wspomniany Alidor, ponownie pod postacią uchodźcy, by naocznie przekonać się, kto okaże mu współczucie i udzieli wsparcia, albowiem jest spiritus movens całego przedsięwzięcia, trzymając nici intrygi niczym Don Alfonso w Così fan tutte Lorenza Da Ponte i Wolfganga Amadeusa Mozarta, na którym być może wzorował się librecista Jacopo Ferretti, tyle że bez libertyńskich akcentów.
Inscenizacja Jochena Schönlebera z dyskretnymi odniesieniami do współczesności za sprawą odpowiedniego ustawienia niektórych sytuacji i kostiumów autorstwa Claudii Möbius, przede wszystkim pozostaje w zgodzie z tokiem muzycznym, nie naruszając go, lecz w naturalny sposób będąc z niego wywiedzioną.

Na tle czerni uproszczonych dekoracji zaprojektowanych przez Moussé Dior Thiam, wyraziście rysują się sylwetki postaci i ich ruch, przypominając nieco teatr marionetek, których animatorem jest Alidor. A wszystko to z wdziękiem i wyczuciem humoru odpowiadającymi naturze muzyki Rossiniego.

Pewny kontrapunkt stanowią natomiast projekcje w głębi podobizn osób biorących udział w akcji, a komizm dotyczący antypatycznych sióstr Kopciuszka uzyskany zostaje poprzez dobranie fizycznie kontrastowych artystek, niczym Pat i Patachon niskiej i krępej oraz wysokiej i smukłej. Pod względem muzycznym Kopciuszek wraz z nieco wcześniejszym Cyrulikiem sewilskim są dojrzałymi przykładami belcantowej opery komicznej, zapowiadając zarazem Napój miłosny i Don Pasquale Gaetano Donizettiego. Pojawiają się zatem reminiscencje z Cyrulika. Otwierający go chór Piano, pianissimo do pewnego stopnia posiada swój odpowiednik w duecie Don Ramiro i Dandiniego Zitto zitto, piano piano.
Przedrzeźnianie przez przyrodnie siostry Kopciuszka i jego pieśni o królu niczym Almavivy w przebraniu rzekomego Don Alonsa przez Don Bartola, czy też poganianie Angeliny przez Kloryndę i Tyzbe przypomina zabieganie Figara z jego kawatyny Largo al factotum. To także stanowiące intermezzo Temporale, a więc orkiestrowe odmalowanie burzy, znacznie rozszerzone w stosunku do poprzedniej opery.
Z kolei wejściowa kawatyna lokaja Dandiniego udającego Księcia Come un'ape nei giorni d'aprile wykazuje daleko idące zbieżności z pełnym fanfaronady analogicznym ustępem Belcore, sierżanta-samochwały Come Paride vezzoso z Napoju miłosnego, a parlanda z arii Don Magnifica Sia qualunque delle figlie oraz z jego duetu z Dandinim Un segreto d'importanza w drugim akcie powrócą w partii tytułowego Don Pasquale i w jego duecie z doktorem Malatesta Cheti cheti immantinente.

Polina Anikina, odtwórczyni Angeliny, czyli tytułowego Kopciuszka, posiada szlachetny, ciemny rejestr altowy oraz dobrze brzmiącą średnicę, tak że w jej ujęciu najkorzystniej prezentowała się wielokrotnie powracająca pieśń przewodnia Una volta c'era un re, utrzymana w stosunkowo niskiej tessyturze. Atutem śpiewaczki jest prawidłowo opanowana technika koloraturowa, ale wiele do życzenia pozostawia góra skali, której dźwięki były artykułowane ze znacznym wysiłkiem i przybierały ostre zabarwienie, co odczuwało się w finałowym rondzie Nacqui all'affanno. Stąd stawała mi przed uszyma brawurowa interpretacja nie tylko tego ustępu przez Bożenę Zawiślak.
A także dziesięć lat wcześniej Ewy Podleś, dla której wystawiono tę operę na Scenie Kameralnej warszawskiego Teatru Wielkiego po jej sukcesie na Konkursie im. Czajkowskiego w Moskwie w 1980 roku. Albowiem partia ta napisana jest na głos kontraltowy o rozległej rozpiętości i z łatwością poruszający się w jego skrajnych rejestrach.

Pdobnych problemów nie miał Patrick Kabongo Mubenga jako Książę Ramiro, ze swobodą operujący na styku oktaw raz- i dwukreślnej, kończąc swą popisową arię Sì, ritrovarla io giuro długą fermatą. Podobnie postąpił w zakończeniu arii z drugiego aktu Filippo Morace w roli Don Magnifica, typowy bas buffo o nieco matowym tembrze, ale zarazem odznaczający się nieodpartą vis comica pod względem scenicznym.

Znacznej satysfakcji dostarczył basso cantante Doğukan Özkan, zwłaszcza w arii Là del ciel nell'arcano profondo, choć w jego przypadku wspomnaine aluzje do losu imigranta wynikały może dodatkowo z faktu, iż miał problemy z otrzymaniem polskiej wizy. Z kolei Emmanuel Franco, który dobrze zapisał się w mojej pamięci jako Juan w zarzueli Portowa oberżystka Pablo Sorozábala, tym razem jako Dandini łączył swobodę w posługiwaniu się nośnym, a zarazem giętkim barytonem z żywiołowym temperamentem i nerwem dramatycznym, przydając scenicznym sytuacjom znacznej siły wyrazu. Verena Kronbichler, wykonawczyni charakterystycznej partii Tyzbe, wykazała się nie tylko sprawnością wokalną, ale i utanecznieniem.
Ze zmiennym powodzeniem przebiegał występ białoruskiej sopranistki Ellady Maszynskiej-Koller jako Klorindy, na przemian sprawiając ujmujące wrażenie i mniej satysfakcjonujące. Całość poprowadził Juan Miguel.Pérez-Sierra, dobry znajomy krakowskiej publiczności. Jedyne moje zastrzeżenie budziło zbyt ograniczone dynamicznie crescendo tematu z uwertury, który powróci w dalszym ciągu w kawatynie Don Magnifica Miei rampolli femminini z pierwszego aktu i w stanowiącym jego finał concertato Mi par d'essere sognando.
Zwracało uwagę należyte strojenie waltorni w arii przywołanej postaci w drugim akcie, a także pomysłowe figuracje na pianoforte Agnieszki Ignaszewskiej-Magiery towarzyszące recytatywowi Don Magnifica i Dandiniego poprzedzającemu ich duet, a ilustrujące ich dialogi. Kopciuszek Rossiniego ma szczęście do Krakowa. Tu przed dwieście trzema laty odbyła się jego polska premiera.

Po z górą półtora wieku, w 1990 roku powrócił na afisz Opery i Operetki pod dyrekcją Ewy Michnik i z wielką kreacją Bożeny Zawiślak, godną utrwalenia, a także świetnymi: Andrzejem Biegunem jako Dandinim i Januszem Borowiczem w partii Alidora. I teraz w międzynarodowej obsadzie i wzorem Wiednia z filharmoniczną orkiestrą w kanale. A jaki z tego wszystkiego nieco uwspółcześniony morał? Nie lekceważcie imigranta, bo może się pod nim kryć wpływowa osoba, która odmieni wasz los.
Lesław Czapliński