Już sama okładka płyty, z lekka pretensjonalna, wyglądająca, jakby jej autorem była sztuczna inteligencja, stanowi ostrzeżenie. Po co polski kontratenor, zdając sobie sprawę, że ten gatunek głosu pozbawiony jest wielu interpretacyjnych, dramatyzujących przymiotów, zabiera się za repertuar romantyczny, obcojęzyczny, ale niesłychanie popularny? Takie wykonanie wymagałoby choćby cienia kreatywności, oryginalności, a w najgorszym wypadku przynajmniej zrozumienia tekstu. Już pierwsza pieśń Das Wandern z tego składającego się z 20 pieśni cyklu Piękna młynarka, ujawnia całkowitą bezsilność śpiewaka, któremu od strony technicznej niewiele można zarzucić. Jednak prostota tych pieśni nie powinna dawać artyście prawa do bylejakości.

On jednak zachowuje się jak jakaś bezmyślna maszyna, wszystkie repetycje stara się powtarzać idealnie tak samo, jakby to był warunek dobrego wykonania. A jest po prostu banalne i nudne. Historia młynarczyka, który zakochuje się w dziewczynie i początkowo nawet zyskuje przychylność, przechodzi różne stadia emocjonalne, jest radość, nadzieja, zwątpienie, rozpacz, wizja śmierci. W interpretacji Piotra Olecha przypomina to jednak popis dziecka na imieninach u cioci. Sprawę jeszcze komplikuje akompaniament na zabytkowym fortepianie, który w niskich rejestrach nie pasuje do skromnego falsetu, dopomina się mocniejszych odpowiedzi artysty. Instrument z kolekcji znanego klawesynisty i organisty Marka Toporowskiego to zjawisko z zupełnie innej estetyki, do tego używany w nagraniu „siłowo”. Generalnie trzeba wyrazić zdziwienie, że oficyna DUX, znana z wielu ciekawych dokonań, dokłada do niezliczonych nagrań cyklu Schuberta, niektórych świetnych, a nawet wręcz genialnych, coś co chwały artyście nie przynosi i na pewno nie nadaje się do konkurowania na rynkach niemieckojęzycznych. Czy nie lepiej wydać coś własnego, polskiego i ze skarbnicy muzyki dawnej?
Joanna Tumiłowicz