Przegląd nowości

Sarmacka „Halka“ na osiemdziesięciolecie

Opublikowano: poniedziałek, 14, lipiec 2025 21:01

W kontuszach i żupanach, pod karabelami, pod szpalerem z których przechodzą narzeczeni w otwierającym polonezie, w portkach z parzenicami (kost. Dorota Roqueplo)i z toporkami w dłoniach, które w finale groźnie wyciągają się w stronę Janusza, sprawcy tragedii. I z Uwerturą przy opuszczonej kurtynie. Taka jest kolejna, jubileuszowa Halka na osiemdziesięciolecie Opery Śląskiej.

 

Halka 512-128

 

Dziesiąta inscenizacja od premiery 14 czerwca 1945 roku na scenie Teatru Śląskiego w Katowicach. Co dziesięć lat powstawały nowe ujęcia tej opery, przy czym dodać należy jeszcze pierwszą zrealizowaną po przeprowadzce na stałe do Bytomia w 1947 roku.

 

Halka 512-2

 

Obecne wystawienie jest dziełem choreografa Emila Wesołowskiego i łączy realistyczną scenografię (Maciej Preyer) z animacjami (Natalia Berkowicz), które pozwalają wyczarować ogród towarzyszący duetowi Halki i Janusza, przywołać wizję gór szczytów w dwóch ostatnich aktach, zapowiadającego nieszczęście przelatującego kruka czy personifikującego Halkę i antycypującego jej tragiczny los białego gołębia, wreszcie skałę z której rzuci się w wodne odmęty, które wszystko pochłoną. W znakomitej kondycji znajduje się orkiestra Opery Śląskiej, od dwóch lat ze znacznym sukcesem kierowana przez Piotra Mazurka, co słychać już było w uwerturze, której toku nie zakłócały żadne pantomimy, jak to często bywa, a więc bez reszty można było skupić się na jej wykonaniu.


A było ono perfekcyjne. Wzorowo brzmiały flet i obój, intonujące przewodni motyw, waltornie i trąbki, a tutti ani przez moment nie były przerysowane dynamicznie, zwłaszcza w odniesieniu do talerzy. Stanisław Kufluk od kilkunastu lat jest najlepszym Januszem, odkąd przyszło mu zastąpić Mariusza Kwietnia, który po pierwszym akcie zszedł ze sceny podczas krakowskiej premiery w 2011 roku.

 

Halka 512-25

 

Piękny, gęsty, nasycony alikwotami głos barytonowy zachwycał zarówno w pieśni Skąd tu przybyła mimo mej woli, jak i w duecie z Halką O Jaśko. Mój drogi czy w scenie z Jontkiem I skądże ty, tak wodzić śmiesz, a później wtopiony w zespół. Arnold Rutkowski jako Jontek, będący z natury raczej tenorem lirico spinto, zrazu nie wydawał się najlepiej odnajdywać w utrzymanej w bohaterskim rejestrze arii I ty mu wierzysz, choć pod jej koniec imponował długimi fermatami na wysokich tonach. Później już w jego występie nie było słabych punktów.

 

 Halka 512-33

 

Szczególną urodą wokalną odznaczała się w jego interpretacji dumka Szumią jodły na gór szczycie. Również pod względem aktorskim w przekonujący sposób poprowadził tę genderową ante litteram postać, choć stworzoną w XIX wieku. Na przekór ówczesnym realiom obyczajowym i stanowym, zamiast pomścić na ukochanej zniewagę odrzucenia z jej strony, roztacza nad nią tkliwą opiekę i wchodzi w otwarty konflikt z dziedzicem.  


Izabela Matuła w tytułowej partii w pierwszej, krakowskiej części nadużywała dynamiki, zwłaszcza w górnym rejestrze, wskutek czego jej głos nabierał ostrego zabarwienia. W czasie przerwy artystka jakby przeszła metamorfozę i w sekwencji podhalańskiej, na przekór temu, iż coraz bardziej pogrąża się w obłędzie, jej śpiew odznaczał się wyjątkową kulturą i muzykalnością.

 Halka 512-58

 

Zwłaszcza wysokie dźwięki, intonowane pianissimo i stopniowo rozszerzane i wzmacniane dynamicznie, urzekały szlachetnością brzmienia. Ujęcie kawatyny O mój maleńki wywierało wrażenie zarówno we wzruszającym ustępie lirycznym, jak i w zdecydowanie dramatycznych. Także chór w pełni odnalazł się dopiero w góralskich kostiumach - ustęp otwierający trzeci akt - jakby wcześniej kontusze nieco go uwierały. 


Halka 512-48

 

Reżyser nie osłabił zawartych w libretcie antagonizmów stanowych, choć w ostatnim akcie starał się zarysować przemianę Janusza i rodzące się w nim poczucie winy, spotykające się wszakże z nieufnością i wrogością górali. Wyeksponował ponadto rolę w dramacie jego zausznika, okrutnego Dziemby. Skoro inscenizacja jest dziełem choreografa, nie dziwi efektowne ułożenie Poloneza, Mazura i Tańców góralskich. Warto może zarejestrować to przedstawienie jako kanoniczną wersję opery Stanisława Moniuszki, jako punkt odniesienia wobec inscenizacji dość swobodnie traktujących pierwowzór, odchodzących od lokalnych i historycznych realiów?

                                                                   Lesław Czapliński