Przegląd nowości

Wawel na naszą „Toscę”

Opublikowano: poniedziałek, 07, lipiec 2025 22:13

Wystawić jedną z najsłynniejszych oper Giacomo Pucciniego „po bożemu”, to stworzyć optymalne warunki do zrozumienia treści i przesłania dzieła, pozwolić w pełni działać naszej wyobraźni i zmysłom odczuwania. Oczywiście warstwa emocjonalna przede wszystkim zawarta jest w muzyce.

 

Tosca,Wawel 1

 

Wystarczy posłuchać już pierwszych zdecydowanych, rwanych akordów orkiestry, aby przewidzieć, że autor wpowadza nas w dramatyczne przeżycia bohaterów. Jednak jesteśmy w teatrze, który oddziałuje także efektami scenicznymi i akcją zawartą w libretcie. Pierwszy akt jest od razu prezentacją kalejdoskopu rozmaich nastrojów. Mamy coś z horroru, bo w kościele zjawia się uciekinier z więzienia szukający ratunku, rozgrywa się tutaj scena miłosna, jeszcze z elementami komicznymi, zaś w końcowej części oglądamy uroczystość religijną z udziałem dzieci, procesji, chóru, do którego dołącza się religijny hipokryta, szef rzymskiej policji.


Zatem w tym akcie mamy do czynienia ze splotem niezwykłej narracji muzycznej z bogatą w efekty akcją sceniczną, z zespoleniem gry instrumentów, śpiewu i gry aktorskiej w odpowiednio zaaranżowanych wnętrzach. W skromniejszym przedstawieniu wystarczy postawić kilka kolumn, imitację ołtarza i świętego obrazu, aby dać złudzenie świątyni, ale istnieje też pokusa, aby zgodnie z librettem zainscenizować operę w naturalnych, zabytkowych wnętrzach, tak jak opisał to w historii o Tosce francuski dramaturg Victorien Sardou.

 

Tosca,Wawel 2

 

Te miejsca do dziś się zachowały w niewiele zmienionej formie, więc w 1992 roku powstała słynna inscenizacja, w której akcja odbywa się kolejno w bazylice Sant'Andrea della Valle, w Palazzo Farnese oraz w Zamku Świętego Anioła. Pokusę, aby zrealizować coś podobnie „autentycznego" spełniła znakomita dyrektor Opery Wrocławskiej Ewa Michnik.

 

Tosca,Wawel 3

 

Przygotowana przez nią inscenizacja posłużyła się tamtym włoskim schematem i była od 1998 roku wielokrotnie wznawiana jako tzw. „chodzona Tosca”. Kolejne akty opery Pucciniego prezentowano w różnych wrocławskich lokalizacjach mających imitować oryginalne miejsca akcji. Akt I rozgrywał się w Kościele św. Marii Magdaleny, akt II – w Auli Leopoldina lub w Operze Wrocławskiej, natomiast akt III – na Wzgórzu Partyzantów lub w Parku Staromiejskim. Tosca na dziedzińcu Zamku Wawelskiego też ma już swoją historię, ale wciąż niezawodnie gromadzi w centralnym punkcie tego magicznego miejsca ok. 1500 słuchaczy.


Nie jest to typowa „Tosca chodzona”, ale by dotrzeć na dziedziniec trzeba na własnych nogach wspiąć się na Wzgórze Wawelskie, przejść przez Bramę Herbową ze średniowieczną opuszczaną kratą, ominąć katedrę i przez różową bramę z łacińską inskrypcją Si Deus Nobiscum Quis Contra Nos (Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam) wkroczyć na miejsce wydarzenia.

 

Tosca,Wawel 4

 

W takim anturażu wysłuchanie opery, która jest wykonywana w absolutnie znakomitym stylu, z solistami jakich nie powstydziłoby się nagranie włoskie z 1992 (Placido Domingo, Catherine Malfitano, Ruggero Raimondi oraz dyrygent Zubin Mehta) może przynieść najwięcej satysfakcji i wzruszeń. I tak też było.

 

Tosca,Wawel 5

 

Odtwórczyni roli tytułowej Vanessa Goikoetxea imponowała urodą, ale przede wszystkim doskonałą szkołą wokalną i zmysłem scenicznym. Jeśli przyjrzymy się staremu filmowi z Marią Callas, gdzie uwidoczniona jest scena z II aktu, w której Tosca nagabywana przez barona Scarpię sięga po nóż, to możemy być pewni, że Vanessa brała za wzór Marię. Jeden z najlepszych i najbardziej kompetentnych krytyków tę kreację określił mianem – najlepsza Tosca jaką do tej pory słyszałem. Jej partner Jonathan Tetelman, Amerykanin chilijskiego pochodzenia to także ideał operowego tenora, wysoki, zabójczo przystojny, z głosem, którym lubi się popisywać i nie ukrywać jego zalet na wysokich fermatach, wywołuje swymi natchnionymi ariami łzy w oczach co wrażliwszych melomanek. 


I wreszcie Mikołaj Zalasiński, okrutny Scarpia, który potrafi silić się na słodycz, gdy pragnie skorzystać z wdzięków Toski, który gotów pokazać swoje zaangażowanie religijne dołączając wielkim głosem do chóru śpiewającego Te Deum i wreszcie bez mrugnięcia okiem wysyłający na śmierć ujętych przeciwników, grożący tym samym nawet własnym podwładnym.

 

Tosca,Wawel 6

 

Czwartym, a może i pierwszym bohaterem widowiska był Piotr Sułkowski, który z dobrze przygotowanym zespołem orkiestrowym, działając całkiem z boku sceny potrafił bezbłędnie towarzyszyć wokalistom w ich trudnych rolach i dozować w sposób muzyczny warstwy napięcia w toczącej się akcji. A trzeba przyznać, że w orkiestrze ma także bardzo zdolnych instrumentalistów. Wspomniałam, że przedstawienie zrealizowano „po bożemu”, bez jakichkolwiek udziwnień, co pozostawił po sobie jeden z najlepszych muzycznie przygotowanych polskich reżyserów, Laco Adamik.

 

Tosca,Wawel 7

 

I teraz podsumowanie – mając do dyspozycji taki obiekt jak Wawel i takich solistów Opera Krakowska mogłaby zrealizować dla telewizji i kina coś na kształt filmu z 1992 roku. Wnętrza tutaj mamy doskonałe – wawelska katedra, wawelskie kazamaty i wawelskie baszty i mury obronne, z których mógłby się odbyć śmiertelny skok Toski. Podobno Cavaradossi z obecnej inscenizacji, czyli Jonathan Tetelman, wykonał na koniec znaczący gest: przyłożył  dłoń do ust, a następnie przyklękając dotknął nią desek sceny, dał więc do zozumienia, że chętnie tu powróci. To wszystko zatem czeka na realizację i wdzięczność kolejnych pokoleń widzów.

                                                                     Joanna Tumiłowicz