Pomysł, aby w ramach konferansjerki Wielkiej Gali wykorzystać oryginalne listy Mozarta do... p. dyrektor Alicji Węgorzewskiej, okazał się znakomity i wcale niebanalny. Zamiast wydumanych sformułowań co i kto będzie śpiewać, przebrany w XVIII-wieczny surdut Krzysztof Szczepaniak, doskonale znany warszawskiej publiczności ze spektaklu Amadeusza – pożegnalnego przedstawienia dyrektora Słobodzianka – ze swoją cwaniacką miną i okraszając kolejne strofy „mozartowskim śmiechem”, odczytywał własne rozważania na temat własnych dzieł.
Oczywiście Warszawa tłumnie się zbiegła na niedzielną Galę Niebezpieczne związki Mozarta. Kogo tu nie było. Posłowie, prezesi (bez tego najważniejszego), prezydenci (bez tego najważniejszego), marszałkowie (bez tego najważniejszego) i inne ważne osobistości, jak z wiersza Tuwima: Bojarowie, Bambirały, grubasowie, Am! Ba! Sado! Rowie! Tylko „niebezpiecznych związków” zabrakło, bo pominięto z lektury listów wielkiego Amadeusza liczne sprośności, którymi on drażnił swych znajomych.
Ale to może zostanie uwzględnione na kolejnej gali za rok, na którą już zaprosiła dyrektor Węgorzewska. W rzeczy samej dwuczęściowy koncert, w którym orkiestra MACV i soliści pod batutą Adama Banaszaka grała genialną muzykę, stwarzał atmosferę niewiarygodnie pięknego Raju i Olimpu. Te frazy, w wyrafinowanych, a jakże prostych splotach, spływały ze sceny Teatru Polskiego, i zapadały na długo w serca słuchaczy.
Choć były to zaledwie wyrywki z jego najlepszych dzieł operowych, ale chciało się wołać: jeszcze, jeszcze! Soliści, młodzi i niekiedy dopiero startujący do większych karier, co z uwagą obserwowała specjalistka od castingów i Operowej Akademii Izabela Kłosińska, pokazywali co już potrafią, a co dopiero za jakiś czas będzie ich specjalnością. Na pierwszy plan wysunął się baryton Hubert Zapiór, który zagarnął dla siebie role Hrabiego, Don Giovanniego i Papagena.

Ładne i dobrze prowadzone głosy zademonstrowały Alexandra Lowe i Maya Gour. Do zachwytu wysokimi koloraturami Królowej Nocy i Konstancji doprowadziła prawie perfekcyjna Aleksandra Olczyk. Poprawnością wykazali się przybysze z Dalekiego Wschodu Yuije Zhou oraz Yiduo Zhang, których wspierał Stefan Sbonnik z Niemiec. Wreszcie swym wdziękiem, choć okupionym znacznym wysiłkiem, zaczarowała publiczność Joanna Kędzior. Galę zakończył przebaczający i przepraszający, niemalże religijny finał Wesela Figara, w którym to ansamblu niektórzy z tej bogatej obsady tylko markowali śpiew poruszając ustami metodą karpia.

Warto wymienić projektanta bogatych kostiumów z epoki – co szczególnie punktowało urodę pań, które ubrał Krzysztof Bikowski, a także zjeżdżające z sufitu dekoracje Katarzyny Gabrat-Szymańskiej. Oprawę graficznych animacji, początkowo z monotonnie latającymi motylami, przygotował Marek Knap, zaś krótką scenkę taneczną zarysowała Anna Hop. W chórze, który też dwa razy dał głos, trzymał rękę na pulsie Krzysztof Kusiel-Moroz. Niech żyje Mozart!
Joanna Tumiłowicz