Który zawdzięcza jej kształt renesansowej rezydencji z arkadowym dziedzińcem, będącym dziełem ściągniętych przez nią włoskich architektów. I wraca nie w postaci sprowadzonych z Włoch prochów, lecz poświęconej sobie opery Zygmunta Krauzego, wystawionej tam 29 czerwca. Na wawelskich krużgankach rozgrywała się część akcji mającej miejsce w Bari: w czasach młodości księżniczki Sforzy, przeżywającej pierwsze uniesienia miłosne z Ettore Pignatellim, oraz umierającej tam po opuszczeniu Polski, otrutej przez swego wiarołomnego zausznika Gian Lorenza Pappacodę.
Na głównej zaś scenie z ogromną koroną, jako jedynym elementem dekoracyjnym, toczyły się zdarzenia, których świadkami przed pięcioma wiekami były właśnie te mury. Te trzy wątki dzieją się równolegle, stąd „roztrojenie“ bohaterki na trzy odtwórczynie stosownie do jej wieku, a więc Paulę Maciołek, Edytę Piasecką i Karinę Wiktor-Kałucką.
Kompozytorowi Zygmuntowi Krauzemu napisanie opery zajmuje zazwyczaj trzy miesiące. Bony Sforzy, dziewiątej z kolei, poświęcił nieco więcej czasu, a to jedynie z powodu nieznajomości języka włoskiego, który w niej dominuje obok łaciny i polszczyzny. Jest to rekord godny dawnych mistrzów belcanta: Rossiniego czy Donizettiego, zważywszy że współczesna instrumentacja jest o wiele bardziej rozbudowana i skomplikowana wobec orkiestry u tamtych twórców, przez Wagnera ironicznie porównywanej do gigantycznej gitary.
Krauze wypracował swój oryginalny styl, który określa zapożyczonym od Władysława Strzemińskiego mianem unizmu. Polega on na powtarzalności krótkich, ostinatowych formuł melodyczno-rytmicznych. Odznaczają się one niepokojącą, natrętną uporczywością, pozwalającą trzymać w napięciu graniczącym niekiedy z transem. Nie jest jednak ortodoksyjny pod tym względem i kieruje się dramaturgicznymi wymogami akcji scenicznej.
Na materiał tematyczny składają się: fanfarowy motyw monarchii Jagiellonów, otwierający i zamykający operę oraz kilkakrotnie powracający w jej trakcie, a także ostinatowe, towarzyszące dramatycznym zwrotom w akcji, oraz melodyczny, kantylenowy dotyczący miłości, której młoda księżniczka musiała wyrzec się w imię dynastycznych ambicji matki, a potem własnej pozycji jako królowej.
Kulminacyjnej scenie wyjazdu z Polski towarzyszy neapolitańska tarantela. Tym razem podobał mi się Adam Szerszeń w roli Zygmunta I Starego, którego baryton płynął szeroką, wyrównaną frazą. Wskutek tego duże wrażenie wywarła liryczna scena z Boną, w której dochodzą do głosu dojrzałe uczucia, może nie tak ogniste jak w młodości, ale oparte na sile wzajemnego zaufania i przywiązania. Sopran Edyty Piaseckiej okrzepł w utrzymanej niekiedy w bardzo wysokiej tessyturze tej partii. Ważne miejsce w fabule zajmuje dramat matki odtrąconej przez syna, obecny w przypadku obydwu jej ucielesnień: Królowej oraz banitki w mieście swej młodości.
I znów w tym drugim wcieleniu zwracała uwagę pogłębiona, a zarazem bardzo ekspresyjna interpretacja wokalna Kariny Wiktor-Kałuckiej. Ponownie sprawdził się Sebastian Marszałowicz w roli Ettore Pignatellego, pierwszego ukochanego Bony, z którą rozdzieliły go wspomniane względy politycznej natury, w których szczęście jednostek nie było brane pod uwagę. Korzystne wrażenie pozostawiło przenikliwe brzmienie kontratenorowego głosu Jakuba Borowczyka jako Wysłannika Sejmu w kostiumie Stańczyka.
Z powodzeniem w epizodach wspomnianego skrytobójcy Pappacody oraz jego wspólniczki Mariny D'Arcamone wystąpili Adam Sobierajski i Martyna Dwojak. Jak to bywa w przypadku prezentacji plenerowych, mikroporty nie dla wszystkich artystów okazują się przychylne i czasem eksponują pewne niedociągnięcia intonacyjne czy emisyjne.

Poza tym pewnym utrudnieniem było skoordynowanie obrazu z dźwiękiem, gdy śledziło się artystów ulokowanych w różnych zakątkach zamku, podczas gdy ich śpiew dobiegał z całkiem innej strony, a mianowicie z centralnie umieszczonych kolumn głośników. Te drobne niedogodności z nawiązką rekompensowała niepowtarzalność historycznej scenerii Wawelu, zwielokrotniona za sprawą oświetlenia i ornamentalnych projekcji, a także tym razem ciepła, choć mroczna, bezgwiezdna noc czerwcowa. Przedstawienie poprzedził występ Baletu Dworskiego Cracovia Danza, prezentującego tańce z epoki, w której rozgrywa się akcja opery.
Lesław Czapliński